„Człowiek ciemności”. Smutny superbohater

Podobno przez „Darkmana” Bill Paxton na kilka miesięcy przestał rozmawiać ze swoim kumplem, Liamem Neesonem, aktorem znanym m.in. z „Listy Schindlera” i serii „Uprowadzona”. Poszło o angaż w filmie. Paxton powiedział Neesonowi o przesłuchaniu do tytułowej roli w „Darkmanie”. Chciał ją zagrać, ale zgarnął ją właśnie Liam. Rolę Peytona Westlake’a, głównego bohatera filmu Sama Raimiego miał w ogóle początkowo zagrać Bruce Campbell, heros kina klasy B, gwiazda „Martwego zła”, „Armii ciemności” i ostatnio – serialu „Ash kontra Martwe zło”, a także ulubiony aktor reżysera (pojawia się w każdym jego filmie) i jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa.
Ale Campbell – choć pełen wdzięku – jest aktorem niszowym, popularnym tylko w wąskich kręgach. Producenci nie wierzyli, że zdoła udźwignąć ciężar roli. Raimi musiał szukać dalej. Na celowniku był m.in. Gary Oldman, ale ostatecznie to Neeson urzekł reżysera, który uwierzył, że Irlandczyk będzie w stanie przekonująco zagrać dobrego człowieka, który zamienia się w potwora.
„Darkman” to mroczne kino superbohaterskie i czarna komedia w jednym. Raimi napisał scenariusz na podstawie opowiadania, które miało być jego hołdem dla horrorów z lat 30. produkowanych przez wytwórnię Universal. – Sprawiały, że bałem się mrocznej natury głównego bohatera, a jednocześnie mnie fascynował. Chciałem zrobić swój film o szlachetnym człowieku, który stopniowo zamienia się w bestię – tłumaczył w jednym z wywiadów.

fot. kadr z filmu

Człowiek ciemności wypowiada wojnę Durantowi

„Darkman” powstał, bo reżyserowi nie udało się zdobyć praw autorskich do „Batmana” i „Cienia”. „Darkman” stał się jego przepustką do prawdziwie hollywoodzkiego kina. Doktor Peyton Westlake to naukowiec pracujący nad nowym rodzajem syntetycznej skóry, która ma ulżyć ofiarom poparzeń. Jest sfrustrowany, nie wszystko idzie po jego myśli. Na szczęście u boku ma swoją ukochaną Julie, prawniczkę tropiącą aferę, w którą zamieszany jest potężny inwestor. Julie wpadły w ręce pewne dokumenty, na których łapę chce też położyć typ spod ciemnej gwiazdy, Robert Durant.
Durant wpada do laboratorium Westlake’a i chce, żeby doktor przekazał mu dokumenty. Ale Peyton nie ma o nich zielonego pojęcia. Gangster, dla którego nie jest to przekonujący argument okalecza doktora kwasem, a laboratorium eksploduje. Okropnie poparzony Westlake wypowiada Durantowi wojnę.
„Darkman” ma w sobie coś z „Upiora w operze”. Oszpecony Westlake, który wstydzi się swojej brzydoty wciąż kocha Julie, której przecież oświadczył się na początku filmu. Julie zagrała Frances McDormand, dziś już laureatka Oscara z czterema nominacjami na koncie. W „Darkmanie” zagrała rzadką w swojej karierze rolę ukochanej bohatera. Jej mąż Joel Coen wraz z bratem Ethanem pracowali zresztą nad scenariuszem „Darkmana” robiąc delikatne poprawki.

fot. kadr z filmu

Sam Raimi i kreatywna księgowość

Gdyby rolę Julie zagrała – tak jak pierwotnie planowano – Demi Moore, bohaterka ta stałaby się bardziej płaska. McDormand dała Julie inteligencję i wrażliwość, której postać ta bardzo potrzebowała. Choć plotki głoszą, że współpracowało się z nią dość ciężko.
W nemezis Peytona, czyli w Roberta Duranta, wcielił się zmarły w ubiegłym roku Larry Drake, aktor charakterystyczny znany dobrze wielbicielom kina klasy B dzięki roli w „Doktorze Chichocie” i widzom „Prawników z Miasta Aniołów”. Drake to charyzmatyczny facet, który urodził się po to, by grać czarne charaktery. Raimi zebrał na planie aktorów, którzy może nie spędzali dużo czasu na czerwonych dywanach, ale doskonale czuli konwencję „Darkmana” i to dzięki nim miałka w sumie historyjka o pomście naukowca stała się czymś więcej.
„Darkman” był pierwszym filmem Sama Raimiego realizowanym pod szyldem dużej wytwórni. Praca z Universalem oznaczała koniec chałupniczych efektów specjalnych. Budżet „Darkmana” wynosił 16 milionów dolarów, Raimi – przyzwyczajony do kreatywnego radzenia sobie z ograniczonymi finansami – wycisnął z tych 16 milionów wszystkie soki. „Darkman” jest klimatyczny, ma komiksowy sznyt i charakterystyczny styl Ramiego. Widzowie byli oczarowani.

fot. kadr z filmu

Bruce Campbell żyje

Film przyniósł Universalowi 46 milionów dolarów zysku. I niestety, wytwórnia postanowiła wyprodukować kolejne części „Darkmana”, które są jedynie bladym odbiciem oryginału. W drugiej części nie zagrali ani Neeson, ani McDormand. Wrocił jedynie Larry Drake, za to rolę Peytona przejął Arnold Vosloo, czyli Pan Mumia z filmów „Mumia” i „Mumia powraca” Stephena Sommersa. Vosloo powtórzył swoją rolę w trzeciej części „Darkmana”. Przy obu filmach Raimi służył pomocą jako producent wykonawczy, ale czar prysł.
I choć Bruce Campbell nie zagrał głównej roli, Raimi znalazł sposób, żeby dać producentom po nosie. Gwiazda „Martwego zła” i właściciel najpiękniejszej brody na świecie pojawia się w jednej z końcowych scen jako Westlake. Na kilka sekund, ale nie da się ukryć, że Raimi postawił na swoim. I Campbell w końcu zagrał Darkmana.