„Zaklęta w sokoła”. Najpiękniejsza w latach 80. opowieść o miłości

„Zaklęta w sokoła” to piękna, melancholijna opowieść o miłości, która w latach 80. została nieco zignorowana przez widzów i krytyków. Baśń Richarda Donnera z Michelle Pfeiffer i Rutgerem Hauerem w rolach głównych zrobiła finansową klapę (na 20 milionów dolarów budżetu wytwórni Warner Bros zwróciło się zaledwie 18 milionów), a krytycy zarzucali filmowi, że jest nierówny. Dziś to wszystko jest już nieważne. „Zaklęta w sokoła” szybko została wyniesiona do rangi filmu kultowego.

LADYHAWKE, Michelle Pfeiffer, 1985, ©Warner Bros. Pictures

Miłość wilka i sokoła

Akcja „Zaklętej w sokoła” toczy się w XIII wieku. Poznajemy Philippa Gastona, znanego bardziej jako „Mysz”. Gaston to złodziejaszek i spryciarz. Niezbyt dobry, bo zostaje schwytany i wtrącony do lochu, z którego udaje mu się zbiec. Tym ściąga na siebie gniew Biskupa Aquilii, bo nikomu nigdy nie udało się uciec z pilnie strzeżonego więzienia. Gaston, przy dźwiękach kuriozalnej niestety ścieżki dźwiękowej, umyka na wieś. Tam, od pewnej śmierci z rąk rycerzy Biskupa ratuje go tajemniczy, odziany na czarno Rutger Hauer, który nonszalancko przemierza średniowieczne Włochy z Sokołem na ramieniu. I tu zaczyna się prawdziwa historia.

LADYHAWKE, Rutger Hauer, Michelle Pfeiffer, 1985

Kapitan Etienne z Navarry ma sekret. On też ucieka przez ludźmi Biskupa. Kiedyś miał czelność zakochać się w pięknej Isabeau i trudno mu się dziwić – miała twarz młodej Michelle Pfeiffer. Niestety, sam grzeszny Biskup również zapałał do niej uczuciem. Szalejąc z zazdrości rzucił na kochanków zaklęcie i odtąd, za dnia Isabeu jest Sokołem, a w nocy zamienia się na powrót w kobietę. Ale na tym nie koniec – nie dane jest zakochanym spędzić razem nawet kilku godzin. Etienne nocą zamienia się w wilka. I tak, choć wciąż razem – kochankowie zostali rozdzieleni na zawsze. Chyba, że pomoże im niezbyt rozgarnięty Philippe Gaston. Dużą rolę w fabule odegra też autentyczne zaćmienie słońca, które miało miejsce w 1239 roku.

LADYHAWKE, 1985, ©Warner Bros. Pictures

Baśń dla dorosłych z Kurtem Russellem

Richard Donner w 1985 roku był na topie. Nie dość, że od kilkudziesięciu lat z powodzeniem reżyserował filmy i seriale, to jeszcze przez pierwszą połowę dekady lat 80. dawał Hollywood historyczne już dziś hity: „Omen”, „Goonies”, a wcześniej – dwie części „Supermana”. Kiedy powiedział producentom, że teraz chciałby nakręcić baśń dla dorosłych, pewnie przez chwilę się wahali, ale ostatecznie magia nazwiska reżysera zrobiła swoje. Dostał zielone światło.

LADYHAWKE, Rutger Hauer, 1985, ©Warner Bros. Pictures

Początkowo rolę Navarry miał zagrać Kurt Russel. Hauer był typowany do roli złego kapitana straży. Kiedy jednak Russel zrezygnował z roli, Hauer wskoczył na jego miejsce. I stworzył jedną z najbardziej romantycznych kreacji w swojej karierze. Michelle Pfeiffer ze swoją aparycją greckiej boginki była idealnym wyborem do roli kobiety, przez którą mężczyźni tracą zmysły. W 1985 roku była świeżo po rolach w „Człowieku z blizną” i „Grease 2”. A „Zaklęta w sokoła” ugruntowała jej pozycję gwiazdy. Pfeiffer stworzyła wrażliwą, bardzo melancholijną postać, dziewczynę, która cierpi z miłości, ale wciąż wierzy, że połączy się z ukochanym. Jest gotowa umrzeć, jeśli on umrze. Albo jeśli będzie miała wpaść w łapy Biskupa.

LADYHAWKE, Michelle Pfeiffer, 1985, castle

Dustin Hoffman?

Najbardziej problematyczna do obsadzenia była rola młodego Gastona. Pierwotnie miał ją zagrać gładkolicy Sean Penn, później mówiono o Dustinie Hoffmanie, co byłoby ciekawym wyborem. Ostatecznie padło na Matthew Brodericka, który właśnie zagrał w hitowych „Grach wojennych”. Broderick niestety odstaje nieco od reszty obsady. Chyba za bardzo wziął sobie do serca po prostu to, że jego Philippe ma być wprowadzać do filmu element komediowy. Bywa więc irytujący, choć jego bohater to szczery i przejęty losem zakochanych chłopak, który odegra kluczową rolę w złamaniu zaklęcia.

LADYHAWKE, Rutger Hauer, Michelle Pfeiffer, 1985

„Zaklęta w sokoła” jest wizualnie piękna. Film kręcony był we Włoszech, plenery więc doskonale pasują do baśniowej rzeczywistości. Końcowa scena w katedrze i finałowa walka Navarry z Biskupem są przejmujące, podobnie jak cała historia kochanków. Niestety, klimat filmu psuje soundtrack, typowa dla lat 80. mieszanka elektroniki, progresywnego rocka i gry orkiestry, która średnio komponuje się z obrazem.

„Zaklęta w sokoła” zdobyła dwie nominacje do Oscara w kategoriach dźwiękowych, doceniona została jednak przez jury Saturnów przyznawanych filmom fantasy. Wygrała statuetki dla najlepszego filmu i najlepszych kostiumów.

Film znajdziecie w serwisie Chili.