Candyman, fragment plakatu, fot. PolyGram Filmed Entertainment

Candyman, Candyman, Candyman, Candyman, Candyman…

Wystarczy pięć razy wypowiedzieć jego imię przed lustrem i pojawi się wraz ze swoim zakrwawionym hakiem. Helen, studentka z Chicago, pisze pracę na temat Candymana i tego, że ludzie czasami potrzebują wymyślonych potworów, aby wytłumaczyć sobie realne zło. Niestety, w filmie Bernarda Rose Candyman jest jak najbardziej realny. A Helen przekona się o tym dość szybko.

CANDYMAN, Tony Todd, 1992. ©TriStar Pictures

„Candyman” trzyma w napięciu, ale nie jest zwyczajnym horrorem, w którym krew leje się rwącym potokiem. Krytycy tuż po premierze chwalili film za to, że przemyca ciekawe obserwacje społeczne, porusza temat dyskryminacji i uprzedzeń.

Grająca Helen Virginia Madsen za swoją rolę dostała Saturna dla najlepszej aktorki roku. A Tony Todd, który już na zawsze pozostanie Candymanem, wepchnął się do kanonu najbardziej przerażających filmowych morderców. Wraz z wychodzącymi z jego ust pszczołami, które ekipa podobno naprawdę w nich umieszczała.

CANDYMAN, Virginia Madsen, 1992. ©TriStar Pictures

„Candyman” to fascynujący film o szaleństwie, strachu i…zdradzie. Ci, którzy spodziewają się prostego horroru dostaną o wiele więcej. Przynajmniej w pierwszej części „Candymana”. Brendan Rose stworzył unikalny horror. Duża tym zasługa Madsen właśnie i jej wrażliwości. Jej Helen nie jest typową bohaterką horroru, krzykaczką która ucieka w bieliźnie. To inteligentna, wykształcona kobieta, która powoli popada w szaleństwo.

II i III część horroru to smutne popłuczyny, w których nic nie trzyma się kupy. Nie ma już Madsen, jest za to telewizyjna aktorka trzeciej ligi, Kelly Rowan, w trzeciej – gwiazdka „Słonecznego patrolu”, Donna D’Errico. We wszystkich trzech częściach zagrał za to Tony Todd, dla którego rola Candymana została stworzona. Gdyby – tak jak planowano – zagrał ją Eddie Murphy, „Candyman” nie miałby pewnie ani klimatu, z którego słynie. A pięciokrotne wypowiadanie imienia stwora przed lustrem nie byłoby nawet w 1/8 tak przerażające, jak jest dzięki Toddowi.

Na uwagę zasługuje też piękna muzyka Philippa Glassa i Vangelisa, dzięki której „Candyman” jest smutną, melancholijną opowieścią o utracie i zemście.

Film obejrzycie na Amazonie.