Kull zdobywca, 1997, fragment plakatu, fot. Universal Pictures

„Kull zdobywca”. Daleki kuzyn Conana

„Kull zdobywca” oryginalnie miał być kolejnym filmem o Conanie. Arnold Szchwarzenegger zrezygnował jednak z projektu, producenci szybko więc zatrudnili Kevina Sorbo, faceta na topie w latach 90. Sorbo odniósł sukces za sprawą serialu „Herkules”, który mity greckie traktował bardzo nonszalancko, ale wyrósł na jedną z najpopularniejszych produkcji telewizyjnych lat 90. i doczekał się kilku wersji filmowych i spin-offów (w jednym z nich grał nawet młody i gładki Ryan Gosling).

Kull i Conan – bliska rodzina

Tak naprawdę „Kull” nie mógł bardzo odbiegać od Conana. A to dlatego, że autor opowiadań o barbarzyńcy z Cymerii, Robert E. Howard najpierw napisał serię opowiadań o Kullu, a potem dopiero, z nich wykuł swojego najbardziej ikonicznego bohatera – Conana właśnie.

Kull, 1997, fot. Universal Pictures

Podobnie jak Conan, Kull jest biegłym w sztuce władania mieczem barbarzyńcą, który nie stroni od filozoficznych rozważań. Zabija króla i przejmuje jego koronę, harem i poddanych. Przejmuje też niestety jego wrogów. Kiedy nieopatrznie żeni się z piękną wiedźmą, która pragnie jego krolestwa, okazuje się, że myślenie głową znacznie bardziej się opłaca. Ale jest za późno. Kull ucieka ze swojego pałacu i teraz mieczem i toporem (oraz szczyptą magii) będzie musiał odzyskać to, co wcześniej wywalczył.

Kull, 1997, fot. Universal Pictures

Nie taki zły

„Kull zdobywca” wcale nie jest tak koszmarny jak mówią. Scenariusz napisał Charles Edward Pogue, który w 1997 roku miał już na koncie „Ostatniego smoka” i kultową „Muchę”. Co prawda, od 1997 roku pluje sobie w brodę, że przyłożył do „Kulla” rękę (twierdzi, że producenci zniszczyli stworzoną przez niego historię) ale trzeba przyznać, że film w reżyserii Johna Nicolelli to kawał sprawnego kina rozrywkowego z całkiem pokaźnym budżetem (21 milionów dolarów), wartką akcją i rewelacyjnym soundtrackiem, który napisał zmarły w 2012 roku Joel Goldsmith, syn zmarłego osiem lat wcześniej Jerry’ego, również kompozytora muzyki filmowej, twórcy muzyki m.in. do „Legendy”, czy horroru „Omen”.

Joel skomponował muzykę do filmu „Księżyc 44” i kilkudziesięciu innych tytułów. „Kull” to jednak jego największe dzieło. Połączenie muzyki instrumentalnej z rockowymi riffami świetnie pasuje do opowieści o barbarzyńskim królu. Muzyki Basila Poledouris z pierwszego „Conana” nie przebiła, ale też – nikt na to nie liczył.

Krytycy kręcą nosem

„Kull zdobywca” nie spodobał się krytykom, ale niepowodzenia na kinowych ekranach odbił sobie w wypożyczalniach VHS. Kevin Sorbo nie musiał się martwić o to, czy zostanie po premierze filmu międzynarodową gwiazdą. Powiedzmy sobie szczerze – po prostu już nią był. „Herkules” także w polskiej telewizji był hitem, Sorbo nie musiał się więc wcale gimnastykować. Jego rola w „Kullu” niewiele zresztą się różni od roli Herkulesa.

Kull, 1997, fot. Universal Pictures

Eksponuje włochaty tors, wymachuje bronią  od czasu do czasu spogląda maślanym wzrokiem na jedną z bohaterek. A ma na co patrzeć. Wiedźmę Akivashę zagrała egzotyczna piękność, Tia Carrere („Prawdziwe kłamstwa”, „serial „Łowcy skarbów”), ukochaną Kulla o czystym sercu – Karina Lombard (żona Brada Pitta z „Wichrów namiętności”).

„Kull zdobywca” gwarantuje dobrą zabawę. Nie ma w nim filozoficznych rozważań, których nie brakowało w opowiadaniach o Conanie i ich ekranizacjach. Ale „Kull” nigdy nie udawał, że jest czymś innym, niż szybką odpowiedzią na odmowę Arnolda. I choć „Kulla” reklamowano jako film o „synu Conana”, nikt nie miał wątpliwości, że to nie syn, a kuzyn. I to bardzo daleki.

Film znajdziecie na Amazonie.