Gabinet figur woskowych II, fragment plakatu, fot. Vestron Pictures

„Gabinet figur woskowych” 1 i 2

Anthony Hickox napisał swój debiutancki film, „Gabinet figur woskowych” w trzy dni. Powstał jeden z najbardziej kultowych horrorów lat 80., uznawany za pierwszy, samoświadomy pastisz, który przetarł szlak serii „Krzyk”.

WAXWORK, Deborah Foreman, Zach Galligan, 1988, (c)Lions Gate Films Inc.

Akcja „Gabinetu figur woskowych” rozgrywa się w małym miasteczku. Dwie dziewczyny, uczennice lokalnego liceum idą do szkoły. Jedna z nich to uwodzicielska China, która nęka w snach połowę męskiej populacji miasteczka. Druga – niewinna Sarah. Po drodze zauważają przy jednej z ulic nowy budynek.


Rozsądna osoba przeszłaby obok domu, który wygląda jak wyjęty z horroru Hammera szybkim krokiem, a potem zmieniła codzienną trasę do szkoły. Ale nie China i Sarah – w końcu są bohaterkami horroru z lat 80. Dziwny dom to gabinet figur woskowych. Podejrzanie wyglądający mężczyzna zaprasza nastolatki na nocne zwiedzanie i zaznacza kilkakrotnie, żeby przyprowadziły przyjaciół. Zabierają więc ze sobą kochającego się w Chinie Marka i niezbyt rozgarniętego Tony’ego.

WAXWORK, Michelle Johnson, 1988, (c)Lions Gate Films Inc.

Szybko okazuje się (niespodzianka!), że ten dziwny gabinet figur woskowych żyje. Jeśli przekroczy się barierkę oddzielającą makabryczne sceny od sali wystawowej – można przenieść się do innego wymiaru. I samemu, w dość makabrycznych okolicznościach stać się figurą woskową. China trafia do sceny z wampirami, Tony – staje się wilkołakiem, a chwilę potem zostaje przebity srebrną kulą. Tylko Mark i Sarah nie dają się omamić fikcyjnym postaciom, które oferują spełnienie ich najskrytszych fantazji. Wszystko wiedzie do makabrycznego finału, w którym figury ożyją, a właściciel gabinetu będzie musiał porzucić marzenia o zniszczeniu świata.

WAXWORK, 1988, (c)Lions Gate Films Inc.

„Gabinet figur woskowych” to świetny horrot komediowy, którego nie można oglądać na poważnie. Od czasu do czasu widać, że Hickox napisał scenariusz na kolanie, bo choć jego pomysł jest świetny i otwiera kolejne furtki fabularne, to jednak z dialogami nie jest najlepiej, a bohaterowie od czasu do czasu zachowują się, jakby mieli ujemne IQ. To jednak nieważne – „Gabinet figur woskowych” jest zrealizowany zaskakująco starannie, ma ciekawy klimat i ogląda się go z przyjemnością nawet teraz, po blisko 30 latach od premiery. Dodatkowo miło jest popatrzeć na gwiazdy kina lat 80., o których dziś już trochę nie pamiętamy.

WAXWORK, Miles O’Keefe, Michelle Johnson, 1988

W roli Marka wystąpił znany z „Gremlinów” Zach Galligan, o którym w latach 90. słuch nieco zaginął – może dlatego przyjął rolę w „Cyborgu 3”. A może wylądował w mrocznym zakątku Hollywood, bo przyjął rolę w „Cyborgu 3”? Niewinną Sarah z apetytem na sadyzm zagrała Deborah Foreman, która w trakcie zdjęć spotykała się z Hickoxem, a w latach 80. była ulubienicą publiczności za sprawą filmów „Dziewczyna z doliny” i „Prima aprillis”. Ona na początku lat 90. niemal zupełnie zniknęła z ekranu, nie licząc małej roli w serialu w 1995 roku i rólki w bliżej nikomu nieznanej produkcji „Beautiful Looser” z roku 2008.

WAXWORK, Deborah Foreman (center), 1988, (c)Lions Gate Films Inc.

W rolę Chiny wcieliła się seksowna Michelle Johnson, dla której „Gabinet figur woskowych” nadal jest najbardziej znanym filmem w karierze. Podobnie jak Zach i Deborah – Michelle zniknęła z radaru. Rolę Tony’ego zagrał Dana Ashbrook, czyli słynny Bobby Briggs z „Miasteczka Twin Peaks”.

WAXWORK, Zach Galligan, Deborah Foreman, 1988, (c)Lions Gate Films Inc.

Na pierwszym planie mamy młode twarze, ale na drugim – legendy kina, na które Hickox zupełnie słusznie postawił, wiedząc, że puszczając oko do widzów musi dać im kogoś, kogo dobrze znają. Sarkastycznego właściciela, gabinetu, Davida Lincolna, zagrał więc David Warner („Omen”, „Towarzystwo wilków”, „Bandyci czasu”, „Tron”). Jego zaufanego, kłaniającego się w pas lokaja – mierzący zaledwie 83 centymetry, zmarły w ubiegłym roku Mihaly ‚Michu’ Meszaros („Alf”, „Czarnoksiężnik 2”). A nemezis Lincolna, rycerza dobra, który w wielkim finale strzela nietoperzowi z bliska w twarz – Patrick Macnee, czyli John Steed z oryginalnego „Rewolweru i melonika”.

Gabinet figur woskowych, fot. Electric Pictures

Film Hickoxa nie przyniósł producentom olbrzymich zysków, ale w kilka lat stał się kultowy. Reżyser w 1992 sam wyreżyserował drugą część – „Gabinet figur woskowych II: Zagubieni w czasie”. Film zaczyna się w dokładnie tym momencie, w którym kończy się „jedynka”. Deborah Foreman zerwała z Hickoxem na początku lat 90. i chyba nie było to najłatwiejsze rozstanie, bo nie chciała znowu wcielić się w Sarah. Pierwsza scena drugiej części filmu wita więc widza konsternacją. Sarah wygląda zupełnie inaczej, i nie chodzi o to, że gra ją inna aktorka, Monika Schnarre. Chodzi też oto, że nagle Sarah ma długie, wijące się loki, mimo że w pierwszym filmie nosiła raczej krótką fryzurę.

Gabinet figur woskowych, fot. Electric Pictures

Ale to nieważne. „Zagubieni w czasie” wrzucają nas w sam środek akcji. Mark i Sarah przemierzają kolejne wymiary, a film już teraz otwarcie nabija się z ikon popkultury – „Obcego”, „Ducha”, czarno-białych horrorów, „Nosferatu” i  filmów Hammera oraz fantasy z lat 80. W jednym z segmentów pojawia się nawet legendarny Bruce Campbell znany też jako Ash Williams i jest to zdecydowanie najfajniejszy fragment filmu. Na ekranie uważni zauważą też m.in. Drew Barrymore i Davida Carradine. Po prostu nie mrugajcie.

Nigdy nie powstała trzecia część „Gabinetu figur woskowych”, a szkoda. Hickox zrobił jeszcze fajny „Zmierzch. Wampiry w odwrocie” z Campbellem i Foreman, trzecią część „Hellraisera” i drugą „Czarnoksiężnika”. W 1997 roku zrobił jeszcze „Księcia walecznego”, a potem – podobnie jak niemal cała obsada jego „Gabinetów” – zniknął. Może podszedł zbyt blisko barierki?

Film wyszedł na DVD i Blu-ra – również w specjalnej edycji kolekcjonerskiej.