Opowieści z krypty, HBO, kadr z serialu

„Opowieści z krypty”. Sezon 1, odcinek 1. „Człowiek, który rozdawał śmierć”

Reżyserem oraz jednym z dwóch scenarzystów tego odcinka jest Walter Hill, twórca kultowych „Ulic w ogniu” i reżyser „48 godzin” i „Czerwonej gorączki”. To jemu przypadł zaszczyt siedzenia za sterami pierwszego odcinka serii „Opowieści z krypty”. I nie popsuł tego.

Głównym bohaterem „Człowieka, który rozdawał śmierć” jest więzienny kat, cwaniak Niles Talbot, który śmieje się z płaczących i błagających o litość skazańców, przedrzeźnia ich, gdy krzyczą, że gubernator stanu na pewno zadzwoni, by ich ułaskawić. I nader chętnie pociąga za dźwignię, która wysyła ich z krzesła elektrycznego prosto do nieba.

Talbot to nędzna kreatura, ale grający go William Sadler (tu w napisach figurujący jako „Bill”) dodaje temu dość w sumie odpychającemu bohaterowi uroku. Zwraca się bezpośrednio do widzów patrząc w kamerę i dzieląc się swoimi czasami całkiem celnymi przemyśleniami.

Niestety, okres jego prosperity się kończy – władze stanu znoszą karę śmierci. Niles nie może się odnaleźć, brakuje mu odgrywania roli ręki sprawiedliwości. Zaczyna więc wymierzać ją sam, mordując tych, ktorzy jego zdaniem są winni, a umknęli jakoś karze. Dokąd to wszystko doprowadzi? Od samego początku wiadomo, ale nie będę wam psuła przyjemności z oglądania. Strażnik Krypty przechodzi sam siebie, a puenta odcinka daje do myślenia. Naprawdę, dobry początek serii.

William Sadler, na którego barkach spoczywał pierwszy odcinek to aktor charakterystyczny, którego wielu może kojarzyć głównie jako spryciarza Heywooda ze „Skazanych na Shawshank” albo ze „Szklanej pułapki 2”. Zdobył też bardzo zasłużonego Saturna za rolę Ponurego Żniwiarza w „Szlalonej wyprawie Billa i Teda”. Sadler ma ironiczny błysk w oku, bez którego – dość w sumie sztampowy pomysł na opowieść o kacie, który zostaje mordercą – mógł nie wypalić.

„Człowiek, który rozdawał śmierć” zasługuje na uwagę z jeszcze jednego powodu. Chodzi o charakterystyczny styl Waltera Hilla, kóry tutaj znowu popisuje się teledyskowym montażem i sprawia, że ten odcinek ma jego niepowtarzalny styl.