Towarzystwo wilków, 1984, plakat, fot. Cannon Films

„Towarzystwo wilków”. Czerwony Kapturek nareszcie dla dorosłych

Słynna wytwórnia Cannon zrobiła w czasie swojej działalność kika niezłych filmów, a jeszcze więcej perełek dystrybuowała. Jedną z nich jest „Towarzystwo wilków” Neila Jordana, mroczna i bliższa oryginałowi Braci Grimm wersja Czerwonego Kapturka, który jest przecież opowieścią o rozkwitającej seksualności i dojrzewaniu. „Towarzystwo wilków” to jeden z najciekawszych fabularnie i wizualnie filmów lat 80., gotycki film fantasy, horror i błyskotliwy traktat o dorastaniu w jednym. I w dodatku – z gwiazdorską obsadą.

Towarzystwo wilków, 1984, fot. kadr z filmu

Scenariusz „Towarzystwa wilków” napisała Angela Carter, na podstawie swojego opowiadania. Główną bohaterką filmu jest piękna i świeża jak płatek róży Rosaleen, wrażliwa nastolatka z lat 80. Pewnej nocy ma sen, w którym żyje w zaczarowanym lesie wraz z rodzicami i rodzeństwem. W tym śnie, pewnego dnia jej siostra zostaje zagryziona przez wilki, a Rosaleen przeprowadza się do babci, sędziwej, ale mądrej staruszki, które ostrzega wnuczkę przed „mężczyznami ze zrośniętymi brwiami”. Dziewczyna po pewnym czasie wraca do swojej rodzinnej wioski, gdzie musi odpierać mało subtelne zaloty zakochanego w sobie głupka wioskowego. Pewnego dnia wyrusza z koszykiem do domu babi i spotyka mężczyznę ze zrośniętymi brwiami…

Towarzystwo wilków, 1984, fot. kadr z filmu

Pełno jest w „Towarzystwie wilków” subtelnej symboliki, freudowskich odniesień i surrealizmu. Flm Jordana jest zachwycający wizualnie, w dużej mierze dzięki scenografii i oryginalnym efektom specjalnym. Niepokojący klimat i ponury wydźwięk „Towarzystwa wilków” sprawił, że recenzenci nie traktowali filmu jak typowego horroru. Dzieło irlandzkiego reżysera przypadło też do gustu feministkom, które chwaliły niezależność Rosaleen i świetnie rozpisaną psychologię tej bohaterki, która właściwie mogłaby być każdą dorastającą dziewczyną.

Jordan chciał, aby rolę diabła, który pojawia się w dość abstrakcyjnej scenie zagrał Andy Warhol. Artysta jednak nalegał, aby zdjęcia z jego udziałem kręcone były w Nowym Jorku, aby nie musiał podróżować. Jordan zatrudnił więc Terenca Stampa („Z dala od zgiełku”, „Kolekcjoner”), a nawet kupił mu garnitur, zgodnie z życzeniem aktora.

Towarzystwo wilków, 1984, fot. kadr z filmu

Sukces artystyczny szedł w parze z sukcesem komercyjnym, film kosztował 410 tys. funtów. Zarobił na całym świecie blisko 4,5 miliona dolarów i zdobył cztery nominacje do prestiżowej, brytyjskiej nagrody BAFTA. Dla Jordana „Towarzystwo wilków” było drugim filmem w karierze. Opowieść o Czerwonym Kapturku otworzyła mu drzwi do Hollywood. Dziś znany jest bardziej dzięki takim obrazom jak „Nie jesteśmy aniołami”, „Wywiad z wampirem”, „Śniadanie na Plutonie”, czy „Ondine”.

Popełnił też w latach 90. bardzo złe „W moich snach”, horror, w którym Robert Downey Jr w kiepsko dobranej peruce gra psychopatycznego mordercę. Tam z kolei powtarza się motyw jabłek z Królewny Śnieżki. Widać, że Jordan lubi baśnie, zwłaszcza takie dla dorosłych.

Towarzystwo wilków, 1984, fot. kadr z filmu

Główną rolę w „Towarzystwie wilków” zagrała Sarah Patterson, która później wystąpiła jeszcze tylko w telewizyjnym filmie Cannona, który wziął na warsztat Królewnę Śnieżkę i dwóch niezależnych filmach, z których ostatni – premierę miał w 2007 roku. Patterson, dzięki roli Rosaleen wciąż ma swoich fanów, którzy z nadzieją czekają na kolejną rolę ulubienicy. Na próżno.

Oprócz niej, w filmie Jordana występują też m.in.: Angela Lansbury jako sypiąca mądrościami jak z rękawa babcia, młody Stephen Rea (nominacja do Oscara za „Grę pozorów”) i Micha Bergese jako mężczyzna ze zrośniętymi brwiami.

Film Jordana to jedno z tych dzieł, które każdy powinien obejrzeć. Zwłaszcza dorastające dziewczyny. „Towarzystwo wilków” premierę miało 33 lata temu, a wciąż pobudza wyobraźnię. I co z tego, że wilki to tak naprawdę podrasowane owczarki niemieckie?