fot. HBO, kadr z serialu

„Opowieści z krypty”. Sezon 1, odcinek 4. „Tylko grzechu warta”

Zdecydowanie najlepszy odcinek 1. sezonu „Opowieści z krypty”. Lea Thompson nigdy jeszcze nie była taka uwodzicielska jak w „Tylko grzechu warta”. A sam epizod to pierwszy w serii, który ma prawdziwą głębię.

Thompson, pod batutą swojego męża, Howarda Deutcha („Some Kind of Wonderful”, „Dziewczyna w różowej sukience”) gra Sylvię Vane, wyrachowaną prostytutkę, dla której liczy się tylko to, by żyć wygodnie. Sylvia jest pozbawiona moralności, ale bardzo piękna. I wykorzystuje swoją urodę na każdym kroku. Doskonale wie, że jej twarz jest jej asem w rękawie.

Gotowa na wszystko w drodze na szczyt morduje alfonsa, a ukradzioną mu biżuterię próbuje sprzedać w obskurnym lombardzie. Właściciel graciarni nie chce kupić łupów, które śmierdzą na kilometr, ale proponuje Sylvii, żeby za 10 tys. dolarów zastawiła swoje…piękno.

Dziewczyna bierze propozycję lichwiarza za bełkot szaleńca. Godzi się na to, by odcisnął jej popiersie. A potem – zaczyna nowe życie. Znajduje bogatego jelenia, któremu naprawdę na niej zależy. Przez klika miesięcy żyje jak księżniczka, ale termin wykupu urody mija. Podobnie jak samo piękno Sylvii, która gwałtownie się starzeje. Czy uda jej się odzyskać młodość i urodę?

Thompson przyzwyczaiła nas do ról sympatycznych dziewczyn z sąsiedztwa, albo pokręconych nastolatek. W „Tylko grzechu warta” gra na przekór swojemu wizerunkowi. Od czasu do czasu staje się karykaturalna, ale jest w roli Sylvii zaskakująco dobra.

Sam odcinek jest dość ponury i refleksyjny. Deutch zrobił jeszcze podobny w wymowie, w drugim sezonie „Opowieści z krypty”. Tam skupioną na kasie dziewczynę, którą spotka zasłużona kara gra Demi Moore. Która ikona lat 80. jest w tej roli lepsza? Ocenić możecie sami.