„Autostopowicz”. Strach przed AIDS, „The Doors” i Rutger Hauer

„Autostopowicz” to film Rutgera Hauera. Jako psychopatyczny morderca z krzywym uśmieszkiem stworzył jedną z najlepszych aktorskich kreacji w swej ponad 50-letniej karierze. A sam film, którego scenariusz napisał debiutant, Eric Red, zaliczany jest np. przez magazyn „Entertainment Weekly” do „najstraszniejszych filmów w historii”. Z wysoką, 19. lokatą.
Red wymyślił scenariusz „Autostopowicza” przemierzając samotnie teksańskie pustkowie. Twierdzi, że wpadł na pomysł na scenariusz słuchając „The Doors”, a konkretnie piosenki „Riders On The Storm”. To ma sens. Pustkowie, ulewa, tajemniczy autostopowicz z szaleństwem w oczach, który okazuje się bezwzględnym i psychopatycznym mordercą. Już sam początek filmu jest niezwykle klimatyczny i wiadomo od razu, że nie mamy do czynienia ze schematycznym thrillerem. Młody Jim Halsey jedzie wypożyczonym samochodem z Chicago do San Diego. Przed nim długa podróż, przysypia więc za kierownicą, a deszcz leje się z nieba strumieniami. Wtem, na drodze wyrasta sylwetka autostopowicza. Jim zatrzymuje auto i zaprasza obcego do środka, mimo że mama ostrzegała go, aby nigdy tego nie robił.

THE HITCHER, Rutger Hauer, 1986. ©TriStar Pictures

Autostopowicz to John Ryder:  ma wdzięk i charyzmę Rutgera Hauera, jego sardoniczny uśmieszek i kpiące spojrzenie. Od razu widać, że brak mu piątej klepki, zresztą sam się z tym nie kryje – wyznaje Jimowi, że właśnie kogoś zamordował i właściwie nie przeszkadzałoby mu również zabicie Jima. Zlany potem chłopak znienacka otwiera drzwi i wyrzuca Autostopowicza, który po krótkim turlaniu się po asfalcie wstaje, otrzepuje się i z uśmiechem na ustach postanawia prześladować Jima zostawiając za sobą trupy i pożogę. Nie ma dla niego żadnych świętości. Z okrucieństwem zamorduje całą rodzinę, rozniesie w strzępy posterunek policji i doprowadzi Jima na granice szaleństwa. Czy jest tylko widmem? Dlaczego wybrał sobie akurat nastolatka z Chicago?

HITCHER, C. Thomas Howell, Rutger Hauer, 1986

Na ten temat jest kilka teorii. Po pierwsze, „Autostopowicza” jako brutalny film o dorastaniu. Naiwny i życzliwy ludziom Jim musi stać się tak niemal tak bezwzględny jak Ryder, aby przeżyć i pokonać zło. W latach 80. krytycy wskazywali, że film wyreżyserowany przez Roberta Harmona to zakamuflowany obraz lęku przed homoseksualizmem. Ostatecznie, między Halsey’em a Ryderem istnieje pewien rodzaj erotycznej chemii, więc film można też interpretować w ten sposób.

HITCHER, THE, Rutger Hauer, 1986

Początkowo do roli Jima rozpatrywani byli m.in. Matthew Modine, Tom Cruise i Emilio Estevez. Zagrał ją jednak C. Thomas Howell, który miał już w 1986 roku na koncie role w takich filmach jak „E.T.”, „Wyrzutki” i „Czerwony świt”. To był dobry wybór – Howell świetnie wcielił się w przeciętniaka, który musi walczyć o przetrwanie. Jego Jim jest autentycznie przerażony, ale skupiony. Howell gra naturalnie, a widzom udziela się jego strach. Jak jednak napisałam na początku, to jest film Hauera, który rozsadza ekran swoją charyzmą w każdej scenie. Tak naprawdę, rzadko widzimy jak Ryder zabija. Jim po prostu trafia na kolejne miejsca zbrodni, a to wyobraźni widzów pozostawiono całą makabrę. „Autostopowicz” wiele mógłby stracić, gdyby castingowcy podjęli inną decyzję. Ryder mógł mieć bowiem twarz Sama Sheparda albo nawet Davida Bowie. Hauer, gwiazda „Łowcy androidów”, „Ślepej furii” i „Nocnego jastrzębia”, zgodził się na szczęście przyjąć rolę.

THE HITCHER, Rutger Hauer, 1986, (c)TriStar Pictures

W filmie zagrała też Jennifer Jason Leigh, która z Hauerem spotkała się już na planie kostiumowego dramatu „Róża i miecz”. Tak dobrze pracowało jej się z Holendrem, że zgłosiła się do roli Nash, palącej papierosa za papierosem kelnerki, która dołącza do głównego bohatera w jego krucjacie. Film w momencie premiery nie był oszałamiającym sukcesem. Kosztował prawie 6 milionów dolarów, zarobił nieco ponad 7. Krytycy byli bezwzględni. Zwłaszcza Roger Ebert, który ocenił film na tak rzadkie u niego zero gwiazdek argumentując, że „Autostopowicz” to brutalny i niesmaczny obraz, który maskuje prawdziwą relację Rydera i Halsey’a pod płaszczykiem krwawej przemocy. Dziś już, z dala od paniki wywołanej epidemią AIDS w latach 80., możemy ocenić „Autostopowicza” tak, jak na to zasługuje. To przede wszystkim fenomenalny thriller, świetnie sfotografowany i zagrany. Nic dziwnego, że w 2003 roku powstał sequel, w którym Howell ponownie wcielił się w Halsey’a. Partnerował mu wtedy Jack Busey, ale chyba nie trzeba dodawać, że nie dorastał Hauerowi do pięt. W 2007 roku premierę miał remake filmu. Wystąpił w nim Sean Bean.