„Breakdance”. Jean-Claude Van Damme pląsa w tle

Pierwsza połowa lat 80. była erą nie tylko fantasy z barbarzyńcami w roli głównej, ale też – przede wszystkim – kina muzycznego, w którym gwoździem programu był taniec. W 1983 roku w kinach furorę robił disco-dramat „Flashdance”, a rok później – hit z Kevinem Baconem, czyli „Footloose”. Nic dziwnego, że szefowie wytwórni Cannon Films, studia, które lubiło posiłkować się cudzymi pomysłami, postanowili wyprodukować własne dzieło tego typu. „Breakdance” z 1984 roku do dziś pozostaje jednym z najbardziej kasowych hitów w historii wytwórni.

BREAKIN’ 2: ELECTRIC BOOGALOO, from left: Lucinda Dickey, Adolfo Quinones , 1984. ©TriStar Pictures

Podobno pomysł ojcu, Menahemowi Golanowi, izraelskiemu producentowi, który miał w latach 80. monopol na rynek VHS, podsunęła jego własna córka. Zobaczyła pewnego dnia na plaży tancerzy breakdance. Golan, swoim zwyczajem, szybko zaczął produkować film, także po to, aby mógł konkurować z mającym premierę w tym samym roku „Rytmem ulicy”.

W „Breakdance” słychać echa „Flashdance”. Młoda tancerka, Kelly, marzy tu o wielkiej karierze. Ale trudno jej się przebić. Chodzi na zajęcia taneczne prowadzone przez buca, który od czasu do czasu składa jej niedwuznaczne propozycje, a oprócz tego pracuje w fast foodzie.

Pewnego dnia, przyjaciel poznaje ją z dwoma ulicznymi tancerzami – Ozone i Turbo . Kelly zafascynowana ich stylem tańca pragnie robić to co oni. Początkowo tancerze traktują ją nieufnie i nie wierzą w jej możliwości. Kilka numerów muzycznych później są już najlepszymi przyjaciółmi, a Kelly odnajduje sens życia.

BREAKIN’, Michael Chambers, 1984. (c) Cannon Pictures.

Podobno grający Ozone i Turbo Adolfo ‚Shabba Doo’ Quiñones i Michael ‚Boogaloo Shrimp’ Chambers nie ułatwiali wcielającej się w Kelly Lucindzie Dickey życia. Wyobcowanie głównej bohaterki było więc jak najbardziej autentyczne. Dickey zresztą, zawodowa tancerka, zagrała dla Cannona w trzech filmach – „Ninja 3: Dominacja” i dwóch częściach „Breakdance”, W 1990 roku zakończyła karierę aktorską. Ale choć ona nie odniosła sukcesu, udało się to innej gwieździe, którą (choć przez kilka sekund) można tu zobaczyć na ekranie. Chodzi o kręcącego w tle piruety Jean-Claude’a Van Damme’a, który po latach przyznał, że próbował zwrócić na siebie uwagę spektakularnymi szpagatami, jego sceny zostały jednak wycięte. W oddali pląsa w jednej ze scen, nie przeczuwając, że szefowie Cannon Films kilka lat później zrobią z niego gwiazdę.  Na ekranie zobaczycie też Christophera Mcdonalda („Farciarz Gilmore”) i Ice-T.

BREAKIN’, Michael Chambers, Adolfo Quinones, 1984. (c) Cannon Pictures.

„Breakdance” jest wtórny, czasami niezręczny, w scenie przesłuchania Kelly widać wyraźnie inspirację ikonicznym tańcem Jennifer Beals z „Flashdance”. Ogląda się to bez bólu zębów, ale trudno pozbyć się wrażenia, że gdzieś już się to widziało. Sama Kelly bywa irytująca i trudno się z nią utożsamiać.

Quiñones twierdzi, że „Breakdance” to film przełomowy dla hip-hopu w ogóle. biorąc pod uwagę sukces kasowy produkcji można przyznać mu rację. Niestety, Golan postanowił iść za ciosem i jeszcze w tym samym roku wprowadził do kin część drugą, „Breakdance” zatytułowany „Breakin’ 2: Electric Boogaloo”. Podtytuł filmu stał się synonimem niepotrzebnego sequela.