Maria Ford, królowa campu lat 90. i jej 10 najlepszych filmów

Maria Ford gwiazdą była przez chwilę, głównie w pierwszej połowie lat 90. Odkryta – jak głosi plotka –  przez emisariuszy Rogera Cormana w jakiejś mrocznej spelunce (sama w wywiadzie opowiadała o tym inaczej), szybko stała się jedną z największych gwiazd wytwórni New Concorde i zagrała na przestrzeni kilku lat w blisko 50 filmach, z których niektóre sa nieoglądalne.

Ford, podobno ulubiona aktorka kina klasy B Quentina Tarantino, miała w sobie niezwykły czar i dziwną dostojność, która odróżniała ją od innych gwiazd ery VHS. W filmie dokumentalnym „Some Nudity Required” z 1998 roku Ford powiedziała, że nigdy nie lubiła się rozbierać przed kamerą i że marzy o karierze w poważniejszych produkcjach. Kontrowersyjny dokument pokazywał jednak przemysł filmowy klasy B jednostronnie.

Ford w swej karierze zwykle grała striptizerki, które muszą zmierzyć się z rozmaitymi przeciwnościami losu. A to, ktoś morduje ich koleżanki, a to mają stalkera, czasami ktoś przetrzymuje je i innych zakładników pod groźbą śmierci, chyba że zatańczą taniec erotyczny.

Zdarzało jej się jednak grać inne role, które dopiero dziś, gdy aktorka zakończyła karierę, można po latach docenić. I żałować, że nie dane było jej pokazać, na co ją naprawdę stać.

Był czas, kiedy kasety wideo z jej twarzą na okładce wyrywano sobie w wypożyczalniach z rąk. Oto dziesięć najlepszych filmów z Marią Ford w roli głównej.

 

„Striptizerka”, 1995, reż. Dan Golden

Zaskakująco dobry thriller erotyczny, w której całe napięcie opiera się na Ricku Deanie i jego opętanym obsesją na punkcie pewnej striptizerki psychopatycznym bohaterze.

Ford gra tu obiekt uczuć psychopaty, Dean – maniaka, który wchodzi do klubu ze striptizem udając niewidomego. Wykorzystując pobłażanie bramana i ochroniarzy, wyciąga broń i przez następne 90 minut terroryzuje całe towarzystwo swoimi monologami.

Ciekawe, dobrze zagrane, momentami nieco żenujące – idealny przykład campu z lat 90. A scenariusz napisał Duane Whitaker, znany z „Pulp Fiction” aktor, który u Tarantino zagrał obleśnego Maynarda.

„Królowa szczurów”, 1995, reż. Dan Golden

Idiotyczna historia luźno oparta na opowiadaniu Brama Stokera, autora „Draculi”.
Młody Stoker w czasie swoich podróży po Francji zostaje porwany przez amazonki w bikini, które nienawidzą mężczyzn.

Jego jednak będą tolerowały, bo po pierwsze – jest przystojny, a po drugie – zakochuje się w jednej z nich, granej przez Ford Madeline.

Głupie to i niezborne, ale jednak zadziwiająco przyjemne i samoświadome.

Tytułową „Królową szczurów” gra Adrienne Barbeau, która o dziele Goldena mówi „ten film o szczurach”.
Film pokazywany był w ramach serii „Roger Corman Presents”, która emitowana była przez amerykańską kablówkę Showtime.

„Powrót nienazwanego”, 1992, reż. Jean-Paul Ouellette

Druga część horroru na motywach opowiadania Lovecrafta. W sequelu Ford gra jedną z lepszych ról w swojej karierze – młodą dziewczynę, która przez wieki złączona była w jednym ciele z paskudnym demonem i teraz stara się uciec, aby uniknąć ponownego opętania. Dobra rola, w której Ford nie epatuje swoją seksualnością i błyszczy jako wrażliwa, potrafiąca wzbudzić emocje aktorka.

„Łowca śmierci IV: Starcie z tytanami”, 1991, reż. Howard R. Cohen

Ford gra tutaj nową dziewczynę i partnerkę znanego z trzech wcześniejszych filmów Łowcy Śmierci, w którego roli powraca znany z oryginału Rick Hill. Moim zdaniem wszystkie filmy z tej serii są przeraźliwie słabe, a ten zyskuje jedynie dzięki Ford, która robi wszystko co może, aby wycisnąć coś ze swojej papierowej bohaterki. Walczyć na miecze jednak nie umie.

„Pierścień ognia”, 1991, reż. Richard W. Munchkin

Tutaj Maria Ford jest Julią, a Don „The Dragon” Wilson – Romeem. Ten szekspirowski dramat miłosny rozgrywa się w Los Angeles początku lat 90., a ważnym jego elementem jest kung fu.

Romeo to lekarz, który niechętnie bierze udział w nielegalnych walkach, aby położyć kres przemocy eskalującej między amerykańskimi i chińskimi zawodnikami.

Julia – narzeczona jednego  Amerykanów, która jednak jest już gotowa wyrwać się z jego objęć, prosto w ramiona Smoka. Jest też część druga, ale brakuje w niej wdzięku pierwowzoru. No i stanowczo za mało tam Marii Ford!

„Nocny łowca”, 1996, reż. Rick Jacobson

I znowu Ford w duecie ze Smokiem. Tym razem, ona gra czary charakter – wampirzycę, a on – depczącego jej po piętach łowcę wampirów. Wspólnych scen mają niewiele, dla Ford jest to raczej rola drugoplanowa, ale widać, że aktorka nieźle się bawi na planie. I zjawiskowo wygląda.

„Kobieta-osa”, 1995, reż. Jim Wynorski

I znowu rola drugoplanowa. Tym razem – Ford gra dziewczynę, która ma zastąpić starzejącą się modelkę. Na nieszczęście bohaterki Ford, modelka znajdzie cudowny sposób na przywrócenie sobie urody, co wiązało się będzie z przemianą w gigantyczną osę.

„Saturday Night Special”, 1994, reż. Dan Golden

Kolejne spotkanie Marii Ford z Goldenem i jej kolejna ekranowa współpraca z Rickiem Deanem, który w „Saturday Night Special” gra jej zdradzanego męża.

W tym thrillerze Ford zakochuje się w granym przez Billy’ego Burnette (Fleetwood Mac) Travisie i nic dobrego z tego nie wynika.

Burnette zadebiutował w tym filmie jako aktor, poszło mu nieźle, a całość jest lepsza, niż wygląda.

„Bezlitosna rzeka”, 1996, reż. Lev L. Spiro

Grupa przestępców napada na klub ze striptizem, biorą zakładników i wraz z nimi i walizką pieniędzy umykają w góry, gdzie rozbija się ich samolot. Film jest bezgranicznie głupi i brutalny, a Ford gra w nim jedną ze swoich ostatnich głównych ról.

„Alien Terminator”, 1996, reż. Dave Payne

Grupa naukowców majstruje przy ludzkim DNA, ale eksperymenty wymykają się spod kontroli i teraz dziwnie atrakcyjni ludzie nauki muszą zmierzyć się z potworem, którego poniekąd sami stworzyli. Efekty specjalne budzą żałość, podobnie jak aktorstwo, ale to lektura obowiązkowa dla fanów taniego kina sci-fi z lat 90.