„Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną 2, czyli panie, a kto to panu tak sp***ł?”

Ponad dekadę po oryginalnej „Masakrze”, która zyskała sobie należny status filmu kultowego, Tobe Hooper postanowił wycisnąć z marki jeszcze trochę Benjaminów Franklinów. Jak to w latach 80. bywało, odszedł od poważnego tonu i nakręcił komediohorror.

Nie mam absolutnie nic przeciwko takiemu podejściu, ba, nawet wewnątrz samych „Masakr” znajduje się o niebo lepsza czarna komedia niż dwójka, a mój absolutnie ukochany film ever to, „Martwe Zło 2”. I wyobraźcie sobie, jakim przegiętym tworem musi być „Teksańska 2”, skoro największy fan „Evil Dead 2” po tej stronie Pacyfiku uważa, że przesadzili.

THE TEXAS CHAINSAW MASSACRE PART 2, Caroline Williams, Bill Moseley, 1986. ©Cannon Films

Jak można się domyślić, film traktuje o kanibalach, którzy zabijają jakichś randomowych ludzi. Tyle tylko, że nie mieszkają już, jak pan bóg przykazał, w mrocznym i zatęchłym domu gdzieś w polu, tylko w wesołym miasteczku. Naprawdę.

Tym razem główną bohaterką jest rezolutna pani dziennikarz radiowa, która przypadkowo staje się nausznym świadkiem morderstwa. Pomaga jej dzielny glina Dennis Hopper. Serce mi pękało, gdy widziałem, jak ten człowiek się męczy. Hopper może nie grywał samych wybitnych ról, ale niewątpliwie był z niego charyzmatyczny i luźny koleżka, natomiast to, co widzimy w teksańskiej dwa każe sadzić, że był na jakichś mocnych lekach uspokajających.

THE TEXAS CHAINSAW MASSACRE PART 2, Dennis Hopper, 1986. ©Cannon Films

W miejsce zezwierzęconych psycholi z „jedynki” dostajemy bandę radosnych zwariowanych krejzoli, po prostu śmieszków pierwsza klasa. Idiotyczne stroje, metalowe płytki we łbach i jakaś wewnętrzna żądza prankowania ludzi nie bawią, a zabijają resztki horroru, które mogły się tam gdzieś jeszcze chować.

Tutaj się odniosę do jednej konkretnej sceny, która jest absolutnie najgorszym jumpscare’m jaki widziałem i dobrze oddaje jakość spooków oferowanych przez sequel. Zobaczcie zresztą sami.

To jest maestria grozy na poziomie krzyknięcia komuś w ucho „ Bu!” kiedy nie patrzy.

Generalnie cały film składa się z takiej filmowej magii, poczynając od fatalnych dialogów, idąc przez wspomniane straszenie, przez debilizmy narracyjne (Dennis Hopper, będąc gliną, idzie się rozprawić z rodzinką uzbrojony w dwie piły mechaniczne…) a na humorze kończąc.

Poziom dowcipu w dwójce dobrze opisuje postać głowy rodu, również krejzola oczywiście, który rokrocznie wygrywa zawody w grillowaniu. Pytany o sekret odpowiada zawsze, że to kwestia mięsa. Bo wiecie, on grilluje ludzi. He he he.

THE TEXAS CHAINSAW MASSACRE PART 2, Bill Moseley, Caroline Williams, Jim Siedow, 1986. ©Cannon Films

Jedynym małym plusem, który dostrzegam w tym filmie jest postać Leatherface’a. On zachował swoją dzikość, co otworzyło drogę do interakcji z nim bohaterów, trochę na podobnym poziomie co ze zwierzęciem lub małym dzieckiem. Na plus zaliczyć też trzeba scenę, w której Leatherface zakłada na twarz głównej bohaterki maskę zrobioną z jej kolegi.

Brakuje temu sequelowi wdzięku, który debilizmy zamieniłby w świetny żart, a to co nie jest debilne, jest w nim po prostu słabe. Okropne aktorstwo, fatalny scenariusz i realizacja. Dawno nie widziałem filmu, który tak straszliwie się stara, a tak okropnie mu to nie wychodzi. Po najlepszej części serii trafiliśmy na najgorszą. Teksańską masakrę piła mechaniczną numer dwa oceniam na mocne 4/10, a ocenę zawyża Leatherface i jedna dobra scena.

Autorem tekstu jest Bartek Bartosik, szef Campingu na portalu Filmawka.