„Diabelska plansza”. „Egzorcysta” w rytmie MTV

Linda Brewster jest piękną dziewczyną. Ma klasę, pieniądze, wspaniałe życie i chyba urodziła się z elegancją i wyczuciem smaku. Życie osobiste Lindy jest nieco bardziej skomplikowane: jej uroda poróżniła wiele lat wcześniej dwóch przyjaciół, którzy przed pojawieniem się dziewczyny byli sobie bliscy jak bracia.

Każde wspólne spotkanie jest zarzewiem konfliktu: ex-kumple zaczynają skakać sobie do gardeł, wbijać szpile i stroszyć piórka. Linda wybrała Jima, zabawnego chłopaka z problemem alkoholowym, palącego jak smok i niepotrafiącego się zaangażować. Wzgardziła Brandonem, dobrze urodzonym bucem, który wciąż cierpi z miłości do dziewczyny.

fot. IMDB

To właśnie Brandon, na jedną z imprez u Lindy i Jima przynosi tablicę Ouija. A ponieważ „Diabelska plansza” z 1986 roku to horror, a nie rzewna opowieść o trójkącie miłosnym, planszę wykorzystuje podły demon, którego jedyną ambicją jest opętanie Lindy. Jim i Brandon będą musieli zapomnieć o dawnych waśniach i uratować ukochaną kobietę.

„Diabelska plansza” to bardzo przyzwoity horror, taki „Egzorcysta” i „Dziecko Rosemary” jednocześnie, tylko, że w klimacie MTV. Kevin Tenney, reżyser i autor scenariusza „Diabelskiej planszy” był szczególnie zafascynowany konceptem stopniowego opętania, nazywanego przez ekspertów i bohaterów filmu „progressive entrapment”.

Polega to na tym, że demon najpierw zdobywa zaufanie swojej ofiary drobnymi przysługami i dobrocią, a potem zmienia front i staje się złośliwy i okrutny. Tak jak demon, który opętał Lindę pod płaszczykiem bycia jej zmarłym przyjacielem z dzieciństwa.

fot. IMDB

„Diabelska plansza” kosztowała niecałe 2 miliony dolarów i odniosła spory sukces kasowy zarabiając niemal 8 milionów dolarów. Zaskakujące, zwłaszcza, że odtwórcy głównych ról nie byli w 1986 roku jeszcze zbyt znani. Dla grającej Lindę Tawny Kitaen była to dopiero trzecia filmowa rola, a sława jaką przyniosły jej teledyski „Whitesnake” była dopiero przed nią. W Jima wcielił się Todd Allen, aktor raczej telewizyjny, choć miał swoje momenty na ekranie, np. w tarantinowskim „Django”, czy westernie „Wyatt Earp”.

Sztywnego Brandona zagrał Stephen Nichols, którego kariera nigdy tak naprawdę nie nabrała tempa i chyba można całkiem bezpiecznie stwierdzić, że rola w „Diabelskiej planszy” to jego najbardziej znane dokonanie. Kitaen po „Diabelskiej planszy” miała szansę zrobić wielką karierę, nigdy jednak nie udało jej się przedrzeć do pierwszej ligi, choć nie da się ukryć, że teledyski kapeli „Whitesnake” i małżeństwo z jej frontmanem zrobiły z niej celebrytkę.

fot. IMDB

Kitaen w latach 90. była jeszcze żoną telewizyjnego Herkulesa, ale XXI wiek przyniósł jej karierze załamanie. Miło wspomina jednak pracę na planie „Diabelskiej planszy”, a w rozmowie, którą miałam okazję z nią przeprowadzić w ubiegłym roku powiedziała: – Ten film nadal jest baaardzo popularny. Zaskakuje mnie to za każdym razem. Jest tam scena, w której dosłownie tracę głowę. Sama nie mogę tego oglądać, nie chciałabym, żeby zobaczyły to moje córki. Ale moje dzieci nie wiedzą zbyt wiele o mojej karierze. Nie rozmawiam z nimi o tym, nie opowiadam. Nie zmuszam, żeby oglądały „mamusię w telewizji”. Ale wiem, że ich znajomi mówią o mnie i o moich filmach.

Tak naprawdę w „Diabelskiej planszy” nie jest istotne ani napięcie, ani wywołanie prawdziwego przerażenia. Oglądając film Tenneya miałam wrażenie, że najbardziej zależało mu na pokazaniu emocji trójki bohaterów i nakreślenie jakiejś głębi psychologicznej, co zresztą się udało. Przy tak małym budżecie na uznanie zasługują efekty specjalne, które wyglądają naprawdę nieźle, a przyczyniają się do budowania klimatu filmu, wiecie, tego charakterystycznego klimatu właściwego filmom grozy z lat 80. Krytycy nie byli specjalnie zachwyceni filmem Tenneya, ale „Diabelska plansza” spodobała się widzom, którzy dość szybko uczynili z tego horroru dzieło kultowe, rzucając się na nie w wypożyczalniach VHS.

Sukces oryginału doprowadził do powstania dwóch sequeli – w 1993 i 1995 roku.