„Punisher”. Dolph Lundgren romansuje z Marvelem

W latach 80. i 90., kiedy to studio Marvel przechodziło poważne kłopoty finansowe, powstało sporo ekranizacji marvelowskich komiksów, z których większość nie nadaje się dziś do oglądania. Tak było np. w przypadku „Fantastycznej czwórki” Rogera Cormana, filmu tak złego, że producenci zdecydowali, że nigdy nie ujrzy światła dziennego, tak było z „Kapitanem Ameryką” Alberta Pyuna („Cyborg”) i tak było z „Punisherem” Marka Goldbatta (kultowa „Gorączka śmierci”). Choć ten film z 1989 roku na tle tych wszystkich produkcji wypada najlepiej.

fot. IMDB

Punisher, a raczej Frank Castle, po raz pierwszy pojawił się na kartach komiksu w latach 70. To antybohater, który posuwa się do przemocy i okrucieństwa aby wypowiedzieć przestępczości skuteczną wojnę i ukarać winnych. W swojej krucjacie przeciw złu kieruje się też powodami osobistymi i nade wszystko – zemstą.

fot. IMDB

Punisher po raz pierwszy zawładnął dużym ekranem właśnie w 1989 roku. Miał wtedy twarz Dolpha Lundgrena, szwedzkiego gwiazdora kina akcji, dla którego przełom lat 80. i 90. był złotym okresem. I czasami, w których o palmę pierwszeństwa w kinie kopanym walczył, również dosłownie („Uniwersalny żołnierz”) z Jeanem-Claude’em Van Dammem.

Podobno o rolę Punishera starał się Michael Paré , ale ostatecznie producenci wybrali Dolpha Lundgrena, uznając, ze z włosami pofarbowanymi na czarno będzie znakomitym Punisherem. I niewiele się pomylili, choć świetny był jedynie wtedy, gdy milczał.

fot. IMDB

Scenariusz ekranizacji z 1989 rok napisał Boaz Yakin, dla którego był to debiut w roli scenarzysty. Od 1989 roku, a więc przez ostatnich 30 lat, Yakin zbudował sobie w Hollywood solidną karierę. Jako scenarzysta, maczał palce w „Żółtodziobie” i „Księciu Persji”, jako reżyser – w „Tytanach” z Denzelem Washingtonem i „Protektorze” z Jasonem Stathamem. Punisher to postać dość psychologicznie złożona i zdaje się, że dopiero w netflixowym serialu udało się twórcom to pochwycić i pokazać jak wielowymiarową postacią jest Frank Castle. W ujęciu Lundgrena jest ponury, małomówny i wiecznie wyczerpany, co mają zobrazować sińce pod oczami. Lundgren ma charyzmę, ale nie umie Castle’a zagrać tak, abyśmy czuli jego rozpacz.

fot. IMDB

A rozpacz ta bierze się stąd, że Frank Castle, niegdyś szlachetny glina, zamienił się w okrutnego mściciela, który popełnił ponad 100 morderstw na członkach przestępczego światka. W samochodzie-pułapce zginęła jego żona i dzieci.

Pułapka była przeznaczona dla niego, Franka dręczy więc też poczucie winy. Przez kolejnych pięć lat wraz ze swoim motocyklem mieszka w kanałach, skąd robi okazjonalne wypady, aby skopać kilka tyłków.

Jedynym ogniwem łączącym Franka z przeszłością jest jego przyjaciel i dawny partner, Jake Berkowitz, który wierzy w to, że kiedyś odnajdzie nieuchwytnego Punishera i ożywi w nim Franka, jakiego zna z przeszłości.

fot. IMDB

Punisher, skupiony na mordowaniu przestępców będzie musiał się jednak na chwilę zatrzymać. Oto do gry wkracza kolejny gracz, japońska Yakuza. Jej szefowa postanawia zniszczyć organizacje przestępcze, z którymi walczy Punisher i przejąć ich wpływy.

Aby zmusić je do uległości porywa dzieci mafijnych szefów. A na to Punisher zwyczajnie nie może się zgodzić. Zacznie się krwawa jatka, w której Frank Castle nie będzie miał nic do powiedzenia, bo wszystkie karty rozdaje tu Punisher.

fot. IMDB

Film Goldblatta jest naprawdę fajny przez pierwsze 15 minut. Klimatyczna czołówka, oszczędne pokazywanie Lundgrena jako Punishera, świetna muzyka i umiejętne budowanie napięcia – to wszystko sprawia, że „Punisher” z 1989 roku wiele obiecuje.

Niestety, tych obietnic nie dotrzymuje. Film dość szybko rozłazi się w szwach, pojawiają się niedorzeczne rozwiązania fabularne, a sam Punisher miota się, jakby zupełnie nie wiedział, czego chce. Nieprzekonująca gra aktorska Lundgrena nie pomaga.

fot. IMDB

Ale „Punisher” to nadal warta obejrzenia pozycja, nie tylko dla fanów Marvela. Twórcom udało się tu oddać klimat komiksu, stworzyć film ponury, pełen obrazowej przemocy, z niezłymi postaciami drugoplanowymi i scenami akcji.

„Punisher” nie miał szczęścia. Krytycy zmieszali film z błotem, a produkcja nie doczekała się dystrybucji w Stanach Zjednoczonych, gdzie swoją premierę miała dopiero w 2008 roku. A więc prawie 20 lat po powstaniu. Przyczyną były kłopoty finansowe studia New World International. Po latach „Punisher” doczekał się uznania i dziś pozostaje jednym z ciekawszych filmów akcji przełomu lat 80. i 90.

Film w USA trafił od razu na półki wypożyczalni. Oprócz Lundgrena, zagrali w nim m.in. Louis Gossett Jr., zdobywca Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego za rolę w filmie „Oficer i dżentelmen” i Kim Miyori, która koncertowo wcieliła się w Panią Tanakę, szefową Yakuzy.