„Zbrodnia ze snu”. Craven w gorszej formie

Mitch Pileggi nie zawsze był tylko kapryśnym i zmiennym jak chorągiewka Skinnerem z legendarnego serialu „Z Archiwum X”. W 1989 roku, w wieku 37 lat (gdy nie był jeszcze etatowym, pozbawionym włosów urzędasem w średnim wieku) wcielił się w maniakalnego mordercę w horrorze „Zbrodnia ze snu”, czyli poczciwym „Shockerze”, w reżyserii samego Wesa Cravena, który chciał powtórzyć sukces „Koszmaru z ulicy Wiązów”.

Z Pileggiego jednak żaden Robert Englund, jego rola w „Zbrodni ze snu” znana jest dziś więc jedynie najbardziej zagorzałym fanom gatunku, podobnie jak sam horror Cravena, którzy przeszedł bez szczególnego echa.

fot. kadr z filmu

„Zbrodnia ze snu” to film nakręcony bardzo tanim kosztem, z nieznaną szerszej publiczności obsadą i poprawnymi efektami specjalnymi. Tym, co wyróżnia film Cravena na tle innych horrorów z tego okresu są m.in. rewelacyjny, rockowy soundtrack, czarny humor i spora doza makabry, która zresztą spowodowała, że „Zbrodnia ze snu” miała problemy z uzyskaniem kategorii wiekowej R.

Głównym bohaterem filmu jest Jonathan Parker, szkolny atleta i gwiazda futbolu, syn policyjnego detektywa. Parker dorasta na przedmieściach Los Angeles, po których szaleje psychopatyczny morderca, Horace Pinker, gość od kablówki i ekspert od naprawiania telewizorów. Parkera i Pinkera łączy dziwna więź, chłopak widzi mordercę w snach, prześladują go też wizje kolejnych zabójstw.

fot. kadr z filmu

Kiedy ginie jego zastępcza rodzina (Jonathan został adoptowany), postanawia wraz z adopcyjnym ojcem-detektywem, złapać Pinkera. Tak się dzieje, morderca zostaje schwytany, a na krześle elektrycznym wyznaje Parkerowi, że jest jego prawdziwym ojcem.

Nikt wie wie, że Pinker nie zamierza z godnością odejść w zaświaty. Tuż przed egzekucją zawarł naprędce pakt z diabłem i teraz, jako elektryczna emanacja, morduje dalej. Parker postanawia mu się postawić, z delikatnym wsparciem ducha swojej zamordowanej przed Pinkera dziewczyny…

Chaos, niedorzeczne zwroty akcji i kiepskie aktorstwo. Tak można w skrócie podsumować „Shockera”. Nadal jednak się to ogląda, bo nawet Craven w kiepskiej formie nadal robi interesujące, jedyne w swoim rodzaju horrory. Dwa lata później zresztą już się zrehabilitował rewelacyjnym „W mroku pod schodami”.

Krytykom „Zbrodnia ze snu” nie przypadła do gustu i pomimo niezłego wyniku kasowego, film zrobił klapę artystyczną, w czym na pewno pomogły porównania do serii „Koszmar z ulicy Wiązów”. Pileggi nie miał jednak ani wtedy, ani później na tyle charyzmy, by stać się czarnym charakterem zdolnym uciągnąć cykl filmów.

Partnerujący mu tu aktorzy też niewiele mogli zdziałać, zwłaszcza grający Parkera Peter Berg, który swoje kwestie wypowiada z wdziękiem betonowego bloku. Miejcie oczy szeroko otwarte i wypatrujcie Heather Langenkamp, czyli Nancy Thompson, słynnej „final girl” i heroiny „Koszmaru z ulicy Wiązów”, która skopała Krugerowi tyłek, a tutaj pojawia się jako jedna z pierwszych ofiar Pinkera.