„Coś”. Najbardziej znienawidzony film na świecie

„Coś” Johna Carpentera było w chwili premiery, w 1982 r., najbardziej znienawidzonym filmem na świecie. Krytycy wyśmiali horror Kurtem Russellem, niektórzy nazywali go nawet „filmem dla kretynów” i „śmieciem prosto z lat 80.” Carpenter, reżyser „Mgły”, „Wielkiej draki w chińskiej dzielnicy” i „Ucieczki z Nowego Jorku”, bardzo to przeżył. Mistrz filmowej grozy do dziś mówi w wywiadach, że „Coś” jest jego ulubionym filmem Johna Carpentera, częścią ukochanej autorskiej „trylogii Apokalipsy”, w skład której wchodzą jeszcze filmy „Książę ciemności” i „W paszczy szaleństwa”.

fot. IMDB

Carpenter śmieje się ostatni

„Coś” kosztowało 15 mln dol. i zarobiło jedynie 19 mln. Podobnie jak jednak inne wybitne dzieła z tamtej dekady, film Carpentera zapracował sobie przez blisko 40 lat nie tylko na status dzieła kultowego, ale zostało też docenione jako majstersztyk kina grozy. „Coś” składa hołd opowiadaniom H.P. Lovecrafta i jest produkcją przełomową dla speców od efektów specjalnych. Nadal broni się po 40 latach, a wiele współczesnych filmów grozy bije na głowę. Jak widać, krytycy nie zawsze mają rację. W przypadku „Coś” to Carpenter śmieje się ostatni.
Wbrew pozorom jednak „Coś” nie powstało w oparciu o opowiadanie H.P. Lovecrafta, literackiego ojca Cthulhu, choć zarówno klimat filmu i jego fabuła mogłyby na to wskazywać. „Coś” to adaptacja prozy Johna W. Campbella, który w 1938 r. napisał nowelkę „Who Goes There?”. Posłużyła ona za podstawę scenariusza nie tylko „Coś” Carpentera, ale też „Istoty z innego świata”, horroru sci-fi z 1951 r. w reżyserii Christiana Nyby, z Margaret Sheridan w jednej z głównych ról. Scenariusz „Coś” Carpentera napisał Bill Lancaster, syn Burta.

fot. IMDB

„Coś” odbiera człowieczeństwo

Akcja filmu rozgrywa się w latach 80., na Antarktyce, w czasie Zimnej wojny. W odosobnionej amerykańskiej bazie badawczej mieszka grupa znudzonych naukowców na skraju depresji. Samotność, rutyna i wszechobecna biel daje im popalić. Pewnego dnia monotonię przerywa dziwne zdarzenie: Amerykanie widzą Norwega ze znajdującej się nieopodal norweskiej stacji badawczej, który ściga psa. Ostrzeliwuje go z powietrza, a potem próbuje wysadzić. Sam jednak ginie, a to co wykrzykuje do Amerykanów jest dla nich niezrozumiałe. Gdyby było, może udałoby im się uniknąć tragedii. Pies, któremu cudem udało się umknąć zostaje odprowadzony do kojca, a nonszalancki pilot helikoptera, Mac, postanawia wyprawić się do norweskiej bazy i sprawdzić, co się tam wydarzyło. Na miejscu znajduje powykręcanego i odrażającego humanoida, istotę z innego wymiaru.
Tymczasem pies zrzuca skórę i okazuje się, że jego ciało zostało już przejęte przez „Coś”, które rozprzestrzenia się szybko jak wirus i imituje ciało, które przejęło. Amerykanie szybko orientują się, że nie mogą już sobie ufać, rządzi nimi już nie tylko strach, ale też – paranoja. Odcięci od świata, pozbawieni snu, skazani na siebie i na „Coś” zaczynają zatracać swoje człowieczeństwo.

fot. IMDB

Przełomowe efekty specjalne

Spora część budżetu „Coś” poszła na efekty specjalne i robią one w filmie Carpentera bardzo dobrą robotę. Odpowiadał za nie wówczas zaledwie 22-letni Rob Bottin, który w 1991 r. odebrał Oscara za efekty specjalne w „Pamięci absolutnej” Paula Verhoevena, a wcześniej był nominowany do tej nagrody za „Legendę” Ridleya Scotta. Dzięki niemu „Coś” jest nie z tego świata, odrażające i złe już na pierwszy rzut oka. Największy strach budzi, gdy uda się w nim dostrzec twarz bohatera, którego ciało przejęło. Nastrój grozy pogłębia też muzyka Ennio Morricone („Coś” to jeden z nielicznych filmów Carpentera, do którego sam nie skomponował muzyki), choć ścieżka dźwiękowa z „Coś” została wyśmiana, a Morricone, a włoski mistrz z pięcioma nominacjami do Oscara na koncie i dwoma statuetkami, był nawet nominowany za muzykę w „Coś” do Złotej Maliny.

John Carpenter i Kurt Russell

„Coś” jest trzecim filmem, przy którym Carpenter pracował z Kurtem Russellem, niemal nieodłącznym elementem swoich filmów. Po „Elvisie” i „Ucieczce z Nowego Jorku” reżyser zaangażował Russella ponownie, choć nie od razu. Najpierw zaproponował rolę Maca Jeffowi Bridgesowi, rozpatrywany był też Nick Nolte, ostatecznie jednak legendarny filmowy duet znowu połączył siły. Russell gra w „Coś” Maca, niechętnego bohatera, który zostaje liderem badaczy i panem ich losu. Dręczony paranoją, z cieniami pod oczami musi szybko podejmować trudne decyzje, co podsyca jego skłonność do alkoholu. Podobno Carpenter chciał, aby Mac był weteranem z Wietnamu, który zmaga się z wojennymi demonami, ostateczne jednak pomysł nie trafił do końcowej wersji scenariusza.
Na ekranie towarzyszą Russellowi m.in. Keith David („Oni żyją”), Wilford Brimley („Nieuchwytny cel”, „Kokon”), Charles Hallahan („Niesamowity jeździec”) i Thomas G. Waites („Wojownicy”, „Światłość dnia”).

Carpenter odczuł skutki kasowej porażki „Coś” natychmiast. Miał wyreżyserować „Podpalaczkę” na podstawie książki Stephena Kinga, ale klapa „Coś” sprawiła, że został zwolniony. Kilka lat po premierze filmu powiedział w wywiadzie dla magazynu „Starlog”: – Nazywali mnie pornografem przemocy. Nie sądziłem, że film zostanie w ten sposób odebrany. Może był po prostu zbyt mocny w tamtym momencie? Nie myślałem o tym, że może okazać się zbyt drastyczny.

fot. IMDB

Opowieść o paranoi

„Coś” to fascynująca opowieść o strachu i paranoi, w której wrogiem bohaterów nie jest wcale istota z kosmosu, ale oni sami, samotność i pustka. Film, który powstał w erze Zimnej wojny wspaniale odmalował brak zaufania, ciągłe napięcie i życie w niekończącym się poczuciu zagrożenia. Po latach krytycy filmowi zaczęli dostrzegać głębię „Coś” i dziś film uznawany jest za jeden z klasyków lat 80., kamień milowy w historii kina grozy i dzieło pod wieloma względami wybitne. „Coś” często cytowane jest w innych tworach popkultury, np. serialu „Z Archiwum X” („Lód” z 1 sezonu) oraz filmach „Slither” Jamesa Gunna i „Oni” Roberta Rodrigueza. Trudno też nie zauważyć wpływu filmu Carpentera na twórczość takich twórców jak Guillermo del Toro czy Quentina Tarantino („Nienawistna ósemka”).
W 2011 r. premierę kinową miał prequel „Coś”. Nowe „Coś” wyreżyserował Matthijs van Heijningen Jr., a film opowiada o norweskiej ekipie badaczy, która odnajduje statek kosmiczny, co prowadzi nie tylko do uwolnienia potwora, ale też – konfliktów.

Film znajdziecie m.in. na Netflixie, w specjalnej edycji kolekcjonerskiej wydany został też przez niezastąpione Shout! Factory. I to z tego wydania pochodzi główne zdjęcie.