„Plazma”. Galaretowata masa zabija

30 lat po premierze oryginalnej „Plazmy”, czyli słynnego „Blob” z 1958 r., Hollywood postanowiło opowiedzieć tę historię na nowo. „Plazma” („Blob”) z 1988 r. to odświeżona wersja klasycznego kina sci-fi, zrealizowana zgodnie z prawidłami rządzącymi kinem klasy B lat 80.: do walki ze złem i z systemem staje zbuntowany indywidualista z fryzurą w stylu kierowcy ciężarówki, u boku ma szkolną królową piękna, a scenariusz naśmiewa się z gatunku horroru, który przez ostatnich 20 lat królował w kinach i na pólkach wypożyczalni VHS. To samo da się powiedzieć niemal o każdym filmie tego typu powstałych po 1985 r.

fot. kadr z filmu

Ale jest w „Plazmie” coś, co wynosi produkcję w reżyserii Chucka Russella („Maska”, „Koszmar z ulicy Wiązów 3: Wojownicy snów”) ponad inne. Plazma naprawdę straszy.
To oczywiście zasługa grubych milionów dolarów, które wydano na to, by pochodząca z kosmosu galaretowata masa prezentowała się dostatecznie przerażająco, a jej żrące właściwości robiły niezatarte wrażenie. „Plazma” kosztowała 19 mln dol., z czego lwia część poszła właśnie na imponujące nawet dziś, po ponad trzech dekadach, efekty specjalne. I choć film Russella okazał się klapą finansową (zarobił jedynie nieco ponad osiem mln dol.), to w historię kina tamtej dekady wpisał się na zawsze. Chyba przede wszystkim dlatego, że nikt z twórców nie traktował tego dzieła specjalnie poważnie.

fot. kadr z filmu

„Plazma” atakuje małe amerykańskie miasteczko

Podobnie jak w oryginale Irvina Yeawortha, zabójcza galareta z kosmosu burzy spokój sennego miasteczka. W latach 50. położone było w Pensylwanii, w wersji z roku 1988 – w Kalifornii. To mieścina jakich tysiące w USA – wszyscy się znają, pastor prowadzi długie monologi o grzechu, szeryf próbuje romansować z właścicielką dinera, największym wydarzeniem w mieście jest szkolny mecz, a zakazanym owocem – filmy o maniakach mordujących swe ofiary lokówką, wyświetlane w pobliskim kinie. W tym miasteczku mieszkają Paul, Meg i Brian – nastolatkowie pochodzący z różnych warstw społecznych, z odmiennymi pomysłami na życie. Brian to lokalny rozrabiaka, który w skórzanej kurtce, na rozpędzonych motocyklu udowadnia swoją męskość i odrębność. Meg i Paul – to po prostu dobre dzieciaki, które postanawiają iść na randkę. Ten wieczór zmieni życie całej trójki.

fot. kadr z filmu

Dlaczego? Bo w okolicy ląduje meteor. Świadkiem tego niecodziennego zjawiska jest miejscowy włóczęga i pijaczyna, który nieopatrznie podchodzi do znaleziska i postanawia je zbadać. Nie wie, że w meteorze zagnieździła się tajemnicza, żrąca plazma, która przyrasta do jego ręki. Biedaka znajduje Brian, który wraz z Meg i Paulem wiezie go do szpitala. Tam okazuje się, że faceta nie da się już uratować – Plazma pożarła go do pasa, a nad miasteczkiem zawisa widmo histerii. Na jego ulice wkracza wojsko, które musi opanować epidemię. Czy może jednak inwazję z kosmosu?
W czasach, kiedy w USA wszechobecny był cynizm i rozczarowanie polityką rządu, Russell wraz ze scenarzystą filmu, Frankiem Darabontem („Skazani na Shawshank”) uczynić z Plazmy zdradziecki eksperyment amerykańskich służb, który wyrwał się spod kontroli i zagraża teraz obywatelom. To zresztą nie jedyna niespodzianka, która czeka na nas w czasie seansu. Kreowany na głównego bohatera filmu Paul błyskawicznie ginie, czym Russell chciał dać widzom do zrozumienia, że Blob może zabić każdego.

fot. kadr z filmu

„Plazma” – obsada

Meg z wychowywanej pod kloszem czirliderki stanie się nieustraszoną heroiną, która z bronią w garści, brodząc po pas w kanałach, stanie do walki z Plazmą. Gra ją Shawnee Smith, aktorka świetnie znana fanom kina grozy dzięki swoim rolom w serii „Piła” i miniserialu ‚Bastion” na podstawie Stephena Kinga. Smith umiejętnie oddala przemianę swojej postaci, a jej Meg to jedna z bardziej ikonicznych heroin amerykańskiego horroru. Na ekranie jako Brian partneruje jej Kevin Dillon, którego wcześniej można było oglądać m.in. w „Plutonie”, a później – w „Kolonii karnej”. Jego Brian to właściwie składowa wszystkich buntowniczych zawadiaków z kina tamtego okresu – ani specjalnie charyzmatyczny, ani też zabawny.
Na ekranie zobaczycie też m.in. Donovana Leitch Jr., którego kojarzycie pewnie z „Wagarów” z Bradem Pittem, Jeffreya DeMunn, który grał m.in. w „Zielonej milii” i „Autostopowiczu”, a na drugim planie przemykają m.in. Erika Eleniak i Bill Moseley. Ona to gwiazda „Słonecznego patrolu”, on – ikona horroru, aktor znany m.in. z „Bękartów diabła” i „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną 2”.
Dodatkowym plusem „Plazmy” jest jej mroczne, lovecraftowskie wręcz zakończenie. I choć polane czarnym humorem, nie zostawia nadziei na lepsze jutro.