„Labirynt”. David Bowie w mrocznej baśni Jima Hensona

„Labirynt” okazał się finansową klapą. Tak, dobrze przeczytaliście. Jeden z najbardziej kultowych filmów lat 80., ten w którym David Bowie biega w obcisłych rajtuzach i fryzurze godnej Limahla (wokalisty zespołu Kajagoogoo), przyniósł producentom w 1986 r. same straty. Na szczęście, odrobił je na rynku VHS.
„Labirynt” powstał w oparciu o książkę dla dzieci, w której pewna nastolatka musi udać się do zaczarowanej krainy, aby odnaleźć porwaną przez gobliny siostrę. W scenariuszu Terry’ego Jonesa, jednego z członków słynnej brytyjskiej grupy komików Monty Python, siostra została bratem, ale ogólny zamysł pozostał ten sam, co zresztą doprowadziło do prawnych przepychanek.
„Labirynt” to opowieść o Sarze, 15-letniej Amerykance, która chodzi z głową w chmurach i marzy o wielkiej przygodzie. Narodziny brata nieco krzyżują jej plany, więc nastolatka nie pała do niemowlęcia zbyt wielką sympatią. Kiedy jednak chłopiec zostaje porwany przez Króla Goblinów, Jaretha, Sara wchodzi do magicznego „Labiryntu”, w którym nie tylko przeżyje przygody, o jakich śniła, ale przede wszystkim dorośnie. Bo „Labirynt” to przede wszystkim opowieść o utracie niewinności i wchodzeniu w dorosłość, często porównywana do „Czarnoksiężnika z Krainy Oz” i „Alicji w Krainie Czarów”.

fot. kadr z filmu

W poszukiwaniu idealnej Sary

Sara wkroczy do Labiryntu, w którym początkowo zadanie będzie jej utrudniał Król Goblinów, jednak zafascynowany dziewczyną i jej bezczelnością straci później nieco rezon i zacznie jej nawet pomagać. Pomiędzy nim i 15-latką pojawi się nawet delikatne erotyczne napięcie, choć bardzo subtelne i służące wątkowi dojrzewania Sary niż stanowiące po prostu oddzielny wątek romansowy.
Znalezienie filmowej Sary nie było wcale proste. Jim Henson, reżyser filmu i wizjoner, który na koncie ma m.in. „Muppety” i „Ciemny kryształ”, chciał znaleźć młodą aktorkę mającą w sobie kobiecą dojrzałość. Castingi ruszyły jeszcze w 1984 r., a o rolę starały się m.in. Helena Bonham Carter, znana z „Ally McBeal” Jane Krakowski, młoda Sarah Jessica Parker, Mia Sara, która debiutowała właśnie w „Legendzie” Scotta i Ally Sheedy, która w 1985 r. zagrała w „Klubie winowajców”.
Ostatecznie Henson wybrał Jennifer Connelly, 14-letnią Amerykankę, która w 1985 r. była już doświadczoną aktorką – zagrała w końcu w „Dawno temu w Ameryce”, horrorze Dario Argento „Phenomena” i komedii obyczajowej „Siedem minut w niebie”. Podczas przesłuchania podbiła serce Hensona, który uznał, że tak właśnie wyobrażał sobie Sarę, a Connelly jako jedyna młoda aktorka będzie w stanie udźwignąć rolę.

fot. kadr z filmu

David Bowie jak Jareth

Znalezienie Króla Goblinów też nie było proste. Od samego początku Henson chciał do tej roli któregoś z muzycznych gigantów lat 80. Myślał m.in. Stingu, Micku Jaggerze i Michaelu Jacksonie, ostatecznie jednak wybrał Davida Bowiego, który w jednym z wywiadów powiedział potem, że zawsze chciał zagrać w muzycznej baśni, która trafi do odbiorców w różnym wieku.
Bowie wydawał się zresztą jedynym rozsądnym wyborem także z innego powodu – wśród wszystkich muzycznych ikon jako jedyny miał prawdziwe doświadczenie aktorskie. Zagrał już wcześniej przecież w „Zagadce nieśmiertelności” i „Ucieczce w noc”. Jego sceniczny wizerunek także świetnie komponował się z niepokojącą wizją Hensona, który Jaretha widział jako kogoś doświadczonego i dojrzałego, kto może w sercu młodej dziewczyny zasiać ziarno wątpliwości.

Jim Henson doceniony

Produkcja ruszyła w 1986 r.. Budżet „Labiryntu” wynosił 25 milionów dolarów, co w latach 80. robiło spore wrażenie. Henson mógł więc bez przeszkód zrealizować swoją nieco ponurą i naznaczoną groteską wizję, w której pocieszne, nieco przerażające stwory pląsają po magicznym labiryncie śpiewając piosenki. Bowie tańczył razem z nimi i świetnie się bawił śpiewając (nagrał pięć piosenek, które znalazły się na ścieżce dźwiękowej z filmu, wszystkie żyjące już dziś własnym życiem), choć początkowo trudno było mu się przyzwyczaić do grania z kukłami, które Henson tak bardzo lubił.
Krytycy nie byli zachwyceni „Labiryntem”, co wywołało u Hensona depresję. Narzekali, że „Labiryntowi” brakuje dramatyzmu, a sam film jest po prostu brzydki. Po sukcesie na rynku VHS karta się odwróciła i dziś „Labirynt” to film kultowy. Na szczęście Jim Henson doczekał tego zwrotu akcji. Przed śmiercią w 1990 r.powiedział synowi Brianowi, że czuje się doceniony.
Po „Labiryncie” zrobił jeszcze telewizyjny serial „Bajarz”, w którym w każdym odcinku opowiadana jest inna baśń. Ale to właśnie „Labirynt” pozostaje opus magnum Hensona, a Jennifer Connelly do dziś jest rozpoznawana przez widzów, którzy dorastali obserwując zmagania Sary z Królem Goblinów. Choć odebrała Oscara za „Piękny umysł” i stworzyła od lat 80. kilkadziesiąt wybitnych kreacji.