„Odkupienie”. Prawie jak „Siedem”, ale z Christopherem Lambertem

Wszystko to już było: seryjny morderca zabijający z Biblią w dłoni, detektyw zmierzający na kolejne miejsca zbrodni w strugach deszczu, ciasne lokacje, odrapane ściany hoteli, wykrzykujący reprymendy komisarz policji i makabryczne sceny, od których popcorn staje w gardle. „Odkupienie” (Resurrection”) z 1999 r. wygląda, jakby reżyserował je mniej kreatywny David Fincher, ktoś, kto zachwycił się „Siedem” i postanowił zrealizować swoje własne. Jeśli zapomnimy na chwilę, że „Siedem” kilka lat wcześniej szokowało w kinach podobną tematyką – choć z lepszym efektem – „Odkupienie” może zrobić wrażenie. Jeśli nie – pozostanie sprawnym thrillerem, który wyszedł spod ręki Russella Mulcahy’ego – twórcy „Nieśmiertelnego”, który i do tego projektu zaprosił Christophera Lamberta.
„Odkupienie” wstrząsa krwawymi obrazami, jest tu kilka scen, które swoją brutalną dosadnością zapadają w pamięć. A to podobno i tak już po wycięciu tych co makabryczniejszych, co pozwoliło nadać filmowi kategorię wiekową od 17. roku życia. Aż strach myśleć o tym, jak wyglądała ta mniej okrojona wersja.
„Odkupienie” wpisuje się w całą serię thrillerów z seryjnymi mordercami w roli głównych. Oprócz „Siedem” w latach 90. na ekrany kin weszły m.in. takie filmy jak „Kolekcjoner”, „Dłonie”, „Kolekcjoner kości”, „Psychopata” i oczywiście „Milczenie owiec”. Ponieważ „Odkupienie” premierę miało w 1999 r., uderza w nim fascynacja kina tematami religijnymi, końcem świata i karą za grzechy ludzkości – co było charakterystyczne w kinie tuż przed nowym millennium.

fot. kadr z filmu

Christopher Lambert i David Cronenberg

Bohaterem „Odkupienia” jest detektyw John Prudhomme. Grany przez Lamberta śledczy to człowiek nękany traumą – kilka lat wcześniej w tragicznym wypadku, na jego oczach umarł jego syn. Od tamtej pory Prudhomme zwątpił w Boga, a kiedyś był mocno wierzący. Jego praca też nie sprzyja podtrzymaniu wiary – w Chicago ktoś bestialsko morduje pozornie niepowiązanych ze sobą mężczyzn i odcina im kawałki ciała. Robi to tuż przed Wielkanocą, a Prudhomme podejrzewa, że maniak chce odtworzyć ciało Chrystusa. Wraz ze swoim wesołkowatym partnerem tropi mordercę, który jest coraz bardziej zuchwały, a spełniając swoją chorą misję zostawia za sobą krwawy ślad.

fot. kadr z filmu

Brzmi sztampowo? Bardzo. Ale jest coś w „Odkupieniu”, co każe oglądać film Mulcahy’ego dalej. To niezwykły, mroczny klimat, piękne zdjęcia i targające Prudhomme’em dylematy, które go uczłowieczają.
Finał filmu może wydawać się nazbyt melodramatyczny, a sama produkcja – mogłaby być nieco krótsza, ale wielbiciele mocnych wrażeń na pewno będą zadowoleni. Wielbiciele Davida Cronenberga także, bo reżyser „Nagiego lunchu” gra tu ciekawą – choć małą – rolę księdza, który próbuje postać Lamberta przekonać do powrotu na łono Kościoła.

Christopher Lambert wpada na pomysł

„Odkupienie” to niesłusznie zapomniany thriller, który w zestawieniu z „Kolekcjonerem kości” nie ma się czego wstydzić, choć przy „Siedem” już wypada nieco blado – jak blade może być odbicie.
Lambert w latach 90. zagrał w kilku godnych zapamiętania perełkach, choć giną one niestety pod naporem mniej udanych produkcji. Warto pamiętać „Fortecę”, „Rewolwerowców”, nietypowy dla siebie występ dał też w poruszającym dramacie „Gideon”. „Odkupienie” należy do produkcji z tej części CV, której nie musi się wstydzić.
Oprócz Cronenberga, na ekranie towarzyszy mu m.in. Leland Orser, weteran filmów o seryjnych mordercach, który wystąpił też zarówno w „Siedem” jak i „Kolekcjonerze kości”, a na koncie ma też rolę w „Szeregowcu Ryanie”.
Tutaj jeszcze warto wspomnieć, że pomysłodawcą tej historii jest sam Lambert, który historię posępnego detektywa goniącego za maniakiem wymyślił.
Scenariusz napisał w oparciu o ten koncept Brad Mirman. Panowie pracowali razem przy okazji innej opowieści o seryjnym zabójcy, – „Morderczej rozgrywce”.