„Worek na zwłoki”. Strach, humor i John Carpenter popijający formalinę

„Worek na zwłoki” to jedna z wielu antologii horroru filmowego, jakie powstały w latach 80. i – choć w zdecydowanie mniejszej ilości – w latach 90. Zrealizowany w 1993 r. na zlecenie stacji Showtime zbiór opowieści grozy miał początkowo konkurować z „Opowieściami z krypty” HBO i stać się serialem, ostatecznie jednak – skończyło się na pełnometrażowym filmie. Na tle innych antologii „Worek na zwłoki” wyróżnia się nie tylko po prostu zaangażowaniem czołowych reżyserów horroru, ale też tym, że grają w „Worku na zwłoki” liczne role. W każdej nowelce pojawia się też wiele twarzy znanych fanom kina grozy i nie tylko – w poszczególnych historyjkach występują m.in. wokalistka kapeli Blondie, Debbie Harry oraz słynna w latach 60. modelka Twiggy i Sheena Easton – protegowana Prince’a, która zaśpiewała bondowski hit „For Your Eyes Only”.
Scenariusz „Worka na zwłoki” napisali wspólnie Billy Brown i Dan Angel. Pierwszy z nich pracował przy komediowym Saturday Night Live, co tłumaczy celny humor „Worka na zwłoki”, drugi – na koncie ma głównie kilkadziesiąt epizodów serialu „Gęsia skórka”. Antologię wyreżyserowali do spółki John Carpenter, reżyser kultowych horrorów „Mgła”, „Coś”, a także niemniej kultowej „Ucieczki z Nowego Jorku”, a na stołek reżyserski dzielił z Tobe Hooperem, twórcą „Teksańskiej masakry piłą mechaniczną”, „Ducha” i Samozapłonu”.

fot. kadr z filmu

John Carpenter idzie na na drinka

Już od pierwszy scen „Workowi na zwłoki” towarzyszy czarny humor. Od wyglądającego na śmiertelnie chorego pracownika kostnicy (wspaniały John Carpenter popijający formalinę i wrzucający sobie gałkę oczną do drinka) dowiadujemy się, że ciała przywożone do kostnicy w worku oznaczają gwałtowną śmierć. A taka właśnie interesuje go najbardziej, bo zazwyczaj wiąże się z nią makabryczna historia. I pierwsza nowelka „Worka na zwłoki” taka właśnie jest. Jej akcja toczy się w czasie jednej ciemnej, ponurej nocy, na niezbyt uczęszczanej stacji benzynowej. Bohaterką jest tu młoda studentka, dla której nocna szychta jest pierwszą w nowej pracy.

fot. kadr z filmu

Od zmiennika, sympatycznego Billa dostaje klucze i zaczyna robotę. W okolicy grasuje psychopatyczny morderca, ale dziewczyna jest rzutka i inteligentna – zamiast nerwowo wyglądać przez okno, po prostu uczy się do finałowego egzaminu. Ale otwarta nocą stacja benzynowa przyciąga dziwaków (jednym z nich jest bladolicy Wes Craven), oślizłych typów i cóż – seryjnych morderców.
W tej antologii zdecydowanie najmocniejszą kartę wypchnięto na początek – „Stacja benzynowa” to zdecydowanie najbardziej przerażająca historyjka w zbiorze, dość makabryczna i nie dla ludzi o słabych nerwach. Główną rolę gra tu znana z „Krainy piekieł” Alex Datcher, a towarzyszą jej na ekranie m.in. Robert Carradine i Ted Raimi.

fot. kadr z filmu

Rwąc sobie włosy z głowy

W drugiej nowelce poznajemy Richarda (wspaniały Stacy Keach, którego niedawno oglądałam w równie wspaniałej „Niebezpiecznej grze”, gdzie towarzyszy mu młoda Jamie Lee Curtis). Richard bardzo mocno przeżywa łysienie (rwie sobie włosy z głowy?), marzy o gęstych puklach, a stres związany z utratą włosów kładzie się cieniem na jego relacji z piękną Megan, która powtarza jak mantrę, że nie obchodzi jej, ile włosów ma jej ukochany. Richard chwyta się wszystkiego, by odzyskać włosy. Kiedy jest już na skraju wyczerpania, a włosy zaczesane zostały już na milion różnych sposobów, w telewizji widzi reklamę cudownego serum, które reklamuje na pozór godny zaufania doktor Lock (towarzyszy mu ponętna pielęgniarka o twarzy Debbie Harry).

fot. kadr z filmu

Po wizycie w jego klinice Richard ma to, o czym marzył – włosy w stylu Samsona, które jednak rosną 12 cm dziennie i zdają się przejmować kontrolę nad jego ciałem. „Włosy” mają bardziej komediowy klimat, a Stacy Keach wspaniale gra faceta w średnim wieku, który zatracił rozsądek i zazdrośnie spogląda na przechadzających się w zwolnionym tempie posiadaczy imponujących włosów. Oprócz Keacha, grają tu też wspomniana już Easton, a także weteran kina grozy David Warner i znany z „Rozpruwacza umysłów” Dan Blom.

Oko na sprawy

Trzecia nowelka to „Oko”, w którym główną rolę gra Mark Hamill – Luke z „Gwiezdnych wojen”. Wciela się w Brenta – gracza w baseball z widokami na wielką karierę. Wracając nocą do ciężarnej żony powoduje wypadek, w którym traci oko. W szpitalu Roger Corman – jeden z najsłynniejszych twórców kina klasy B – w kitlu lekarskim mówi mu o operacji, dzięki której będzie mogł znowu grać. Zostaje mu przeszczepione oko, ale niestety – wcześniej należało do seryjnego mordercy, który spalił się na krześle elektrycznym. Brent zaczyna widzieć to, co widział zabójca, a do tego – odczuwać te same emocje. W efekcie – biega za żoną z siekierą, rozkopuje ogródek i wspomina poprzednie morderstwa.

fot. kadr z filmu

Jego ukochaną żonę gra Twiggy, a właściwie – Lesley Lawson, ikona mody lat 60., której znakami rozpoznawczymi były wielkie oczy, długie rzęsy i drapieżna fryzura. „Worek na zwłoki” zamyka sekwencja w kostnicy, w czasie której dowiadujemy się czegoś więcej o naszym przewodniku.
Świetnie się bawiłam oglądając „Worek na zwłoki” i to chyba najlepsza rekomendacja, jaką mogę dać. To jedna z fajniejszych antologii horroru, jakie wdziałam, a oglądałam większość. Humor i strach są tutaj idealnie wymieszane i aż dziw bierze, że ten film nie jest bardziej znany.