„Droga śmierci”. Zapomniany thriller i rola życia Craiga Sheffera

Choć na okładkach wydań VHS a także DVD centralne miejsce zajmuje Christopher Lambert, to „Droga śmierci” („The Road Killers” lub „Roadflower”) wcale nie jest jego filmem. Connor McLeod z „Nieśmiertelnego” uchodzi za gwiazdę tego zaskakująco dobrego thrillera z 1994 r., ale tak naprawdę każdą scenę kradnie mu sprzed nosa, bez większego wysiłku Craig Sheffer. Ten niedoceniony aktor zasłynął rolami w „Nocnym plemieniu” i u boku Brada Pitta w „Rzece życia”, ale to właśnie w „Drodze śmierci” stworzył swoją najlepszą kreację.
„Droga życia” została wyprodukowana przez wytwórnię Miramax założoną przez braci Weinsteinów, z których Harvey to dziś upadły hollywoodzki magnat, skazany za napaści seksualne i molestowanie. Miramax w pierwszej połowie lat 90. stał za „Pulp Fiction” Quentina Tarantino, a Weinsteinowie gotowi byli inwestować w ciekawych twórców i świeże kino wywołujące emocje i zastrzyk z adrenaliny.
Takim twórcą był bez wątpienia swego czasu Deran Sarafian, siostrzeniec Roberta Altmana, syn Richarda (reżysera „Znikającego punktu”) reżyser filmów „Wykonać wyrok” z Van Damme’em i „Rewolwerowcy”, przy którym także pracował z Lambertem. Oraz kilku niezłych filmów klasy C, od których zaczynał. W przypadku „Drogi śmierci” wszystko zostało w rodzinie, bo scenariusz napisał kolejny Sarafian – Tedi, brat Derana, scenarzysta „Odlotowej dziewczyny”.
Filmy Derana Sarafiana to w większości solidne kino gatunkowe, okraszone nieco absurdalnym humorem, z nieźle rozpisanymi bohaterami, polane wysokooktanową akcją.

Christopher Lambert vs. Craig Sheffer

Nie inaczej jest w przypadku „Drogi śmierci”. To klasyczny thriller, w którym słychać echa „Wściekłych psów”, „Autostopowicza” i licznych amerykańskich zbrodni, o których tak lubimy dowiadywać się w domowym, bezpiecznym zaciszu.
Lambert gra tu Jacka, ojca rodziny, który wraz z żoną, córką, swoim bratem i jego synem jedzie do San Diego na krótkie wakacje. Przemieszczają się dwoma samochodami, a podróż upływa im na przekomarzaniu, dobrej zabawie i kłótniach nastoletniej Ashley z matką.
Ale sielanka nie trwa długo. Na pokrytej pyłem autostradzie grasuje banda Cliffa – miejscowego psychopaty o wyglądzie poturbowanego Jamesa Deana. Nie ma w nim jednak nic romantycznego i biada kobiecie, która uwierzy, że Cliff może się zmienić. Cliff jest diabelsko inteligentny, ale też do szpiku gości skrzywiony i wynaturzony. Zabija dla zabawy, nie zna uczuć wyższych i zrobi wszystko, by nikt nie wykrył jego zbrodni. Kiedy rodzina Jacka wchodzi mu w drogę zaczyna się piekło.
Trzeba przyznać, że siłą „Drogi śmierci” są czarne charaktery. Cliff to wspaniale napisany zbir, koncertowo zagrany przez Sheffera, który – przecież przystojny facet – budzi odrazę i imponuje niezwykła mimiką, którą oddaje huśtawki nastrojów Cliffa. W jego bandzie są jeszcze: opóźniony Tom (Josh Brolin w nietypowej, ale rewelacyjnej roli), udający matematycznego geniusza Bobby David Arquette), również niespecjalnie lotny oraz piękna i sprytna Red (utalentowana Adrienne Shelly, zamordowana w 2006 r. aktorka i reżyserka świetnej „Kelnerki” – jednocześnie jest ostatniego filmu). Na tle tej charyzmatycznej zgrai bohater Lamberta wypada nieco nijako, podobnie jak jego żona (Michelle Forbes) i Brat (Christopher McDonald). W drugoplanowej roli występuje tu też mały Joseph Gordon Levitt.

„Droga śmierci” trzyma w napięciu

Na uwagę zasługuje też niezwykle charakterystyczny John Pyper-Ferguson, którego na pewno znacie jeśli nie z „Odjazdu”, gdzie był pewnego rodzaju karykaturą kowboja, to z odcinka „Z Archiwum X”, gdzie z kolei wcielał się w więźnia uciekającego z zakładu i wynoszącego stamtąd śmiercionośnego wirusa.
Tutaj wciela się w starszego brata Cliffa, faceta po wieloletniej odsiadce, który postanawia pomóc Jackowi, ale tylko po to, by uratować młodszego brata przed więzieniem.
„Droga śmierci” to trzymający w napięciu thriller z widowiskowym finałem, świetnymi kreacjami aktorskimi no i duszną atmosferą. Czarne charaktery w tym filmie nie miały wyboru. Społeczeństwo odepchnęło wszystkich z bandy Cliffa już na wstępie, wojna jaką wypowiadają rodzinie Jacka to jednocześnie wojna z tą bardziej uprzywilejowaną częścią społeczeństwa, dla której przemoc nie jest codziennością od dzieciństwa, a każdy dzień nie jest kolejną walką o przetrwanie.
Zła Cliffa usprawiedliwić się nie da. I może w tym tkwi siła kreacji Sheffera – jest tu kilka momentów, w których można mu współczuć, ale ta postać jest moralnie zdeformowana i przez to jeszcze bardziej przerażająca. Bo zła nie da się zrozumieć .

Film znajdziecie na Amazonie – w wersji DVD i VHS.