„Harry Angel”. Dziś środa, wszystko może się zdarzyć

– Wiesz jaki dzisiaj dzień? Środa. Wszystko może się zdarzyć – mówi tytułowy, wymięty detektyw Harry Angel w jednej ze scen filmu Alana Parkera. Ten psychologiczny horror z 1987 r. to jeden z najlepszych filmów grozy w historii kina. I to nie tylko dlatego, że szatana koncertowo zagrał w nim Robert De Niro z opadającymi na ramiona czarnymi puklami i paznokciami o długości, jakiej nie powstydziłaby się Madonna.
„Harry Angel” („Angel Heart”) to filmowa adaptacja powieści Williama Hjortsberga, który scenariusz filmu na podstawie swojej książki zaczął pisać jeszcze w latach 70. Żadne studio nie chciało jednak podjąć się ekranizacji i dopiero w połowie lat 80. książką zainteresował się Parker, świeżo po „Ptaśku” i „Ścianie”. Parker wprowadził w scenariuszu nieco zmian, pragnął, aby jego film różnił się od powieściowego oryginału. Początkowo chciał, by to De Niro wcielił się w Angela, ostatecznie jednak gwiazdor zgodził się wystąpić w mniejszej roli śliskiego, tajemniczego biznesmena o wiele mówiącym imieniu i nazwisku Louis Cyphre. De Niro podobno swoją kreację oparł na zachowaniu Martina Scorsese – reżysera, z którym pracował wielokrotnie w czasie swojej kariery, m.in. przy „Taksówkarzu” i „Wściekłym byku”.

fot. kadr z filmu

Legenda głosi, że kiedy producent filmu, Alan Marshall zadzwonił do De Niro, by zaproponować mu rolę, aktor zapytał: To ty wyprodukowałeś „Ptaśka”? Kiedy usłyszał odpowiedź twierdzącą, rozłączył się.
O rolę Angela starał się Jack Nicholson, ostatecznie jednak przypadła ona Mickey’owi Rourke’owi, – wtedy tuż po rolach w filmach „Rumble Fish” i „9 i pół tygodnia” – który z roli Angela wycisnął wszystko i obdarzył go swoim melancholijnym wdziękiem.
W czasie produkcji nie obyło się też bez kontrowersji – Parker musiał usunąć ostrą scenę seksu, która stała na drodze otrzymania przez film kategorii wiekowej R (poniżej 17 r. życia tylko w towarzystwie dorosłego) , a Lisa Bonet, która wcieliła się w nastoletnią kapłankę Voodoo straciła rolę w serialu „The Bill Cosby Show” przez to, że w filmie w kilku scenach gra topless.

fot. kadr z filmu

Harry Angel, prywatny detektyw

Harry Angel to szemrany nowojorski detektyw, który odpala papierosa od papierosa i zawsze wygląda tak, jakby poprzedniego dnia ktoś go pobił i zostawił w rynsztoku. Ma jednak sporo wdzięku i jest inteligentny, nieźle więc radzi sobie w Nowym Jorku lat 50. śledząc niewiernych małżonków i tropiąc oszustwa ubezpieczeniowe. Pewnego dnia zgłasza się do niego gładki adwokat, który reprezentuje tajemniczego obcokrajowca – Louis’a Cyphre’a. Ten ostatni zapłaci każde pieniądze, by Angel znalazł Johnny’ego Favourite’a, z którym Cypher ma niedokończony interes. Favourite, przed wojną popularny muzyk w stylu Franka Sinatry, podpisał z Cypherem jakąś niejasną umowę po czym zniknął po zakończeniu wojny, oszalały na skutek syndromu stresu pourazowego.

fot. kadr z filmu

Angel znęcony sporą gażą, odsuwa inne sprawy na bok i zaczyna poszukiwania. Favourite wydaje się nieuchwytny – z kliniki psychiatrycznej, w której rzekomo był po wojnie zniknął, rozpłynął się w powietrzu. Tropy prowadzą do spelun w Nowym Orleanie i emanujących pierwotną seksualną energią wyznawców Voodoo. A wszyscy, których Angel przesłuchuje giną w makabrycznych okolicznościach. Angel coraz bardziej przerażony, niewyspany i zaszczuty powoli traci rozum. A przygląda się temu z sardonicznym uśmieszkiem Cyphre, co do którego prawdziwej natury nie ma wątpliwości.

fot. kadr z filmu

Film Parkera to arcydzieło kina grozy – pełne symboliki, ciężkie od religijnych odniesień. Po ponad 30 latach wciąż broni się wspaniałymi zdjęciami, klimatem podziemnego, klejącego się od brudu Nowego Jorku, piękną muzyką Trevora Jonesa i niezwykłymi kreacjami aktorskimi. Nie ma tu wbijających w fotel efektów specjalnych, są tylko: świetna historia detektywistyczna, czarna magia i czysta groza. Dialogi są inteligentne i pełne ukrytych znaczeń, a Harry Angel budzi sympatię, choć film ze sceny na scenę coraz mniej przypomina historię w stylu Raymonda Chandlera, a coraz bardziej rasowy horror.

„Harry Angel” wciąż się broni

W „Harry’m Angelu” nic nie jest tym, na co wygląda. Dopiero w finale okaże się, że niektóre sceny należało odczytywać inaczej, a chaotyczne wspomnienia Angela z czasów wojny okażą się jednak mieć znaczenie. Celowo nie zdradzam zbyt wiele z fabuły, żeby nie psuć seansu tym, którzy filmu jeszcze nie oglądali. Christopher Nolan wymienia „Harry’ego Angela” jako jedną ze swoich inspiracji stojących za jego kryminałem neo-noir „Memento”. I tu i tu narracja jest poszarpana i na pozór chaotyczna, wszystkie elementy układanki wskakują jednak na swoje miejsce w finale.
Choć Angel to główny bohater filmu, dzieło Parkera roi się od intrygujących, świetnie napisanych postaci. Cyphre ma kilka rewelacyjnych scen, z których najbardziej ikoniczna jest bez wątpienia ta z jedzeniem jajka symbolizującego ludzką duszę, cudowna jest też Bonet mocno debiutująca na dużym ekranie jako seksowna Epiphany Proudfoot, córka Favourite’a, która pomoże Angelowi w śledztwie. Przynajmniej w pewnym sensie.

fot. kadr z filmu

Na drugim planie pojawi się też jak zwykle piękna i pełna dostojnego wdzięku Charlotte Rampling, aktorka znana ze wspaniałej kreacji w „Nocnym portierze”, nominowana do Oscara dopiero kilka lat temu jako 70-letnia kobieta, za film „45 lat”.
Co ciekawe, krytycy mieli sporo zarzutów wobec „Harry’ego Angela” i z trudem zarobił on na siebie w kinach przynosząc zysk 17 mln dol przy 18-milionowym budżecie. Dopiero później widownia doceniła film, który triumfalnie przeszedł przez wypożyczalnie VHS. Dziś ten stylowy horror przesiąknięty jazzową atmosferą Nowego Orleanu to jedna z ciekawszych filmowych propozycji z lat 80.