„Nieproszony gość”. Erotyczne fantazje roku 2022

„Nieproszony gość” („Alien Intruder”) z 1993 r. to dziwna mieszanka gatunkowa: niby kino sci-fi (akcja filmu toczy się w 2022 r.), a jednak erotyk, prawie thriller, choć bardziej kino akcji. Bez względu jednak na huśtawkę gatunkową, w każdej scenie jest to przede wszystkim film Tracy Scoggins – aktorki dziś znanej głównie dzięki roli w serialu „Babilon 5”.
Nim Scoggins zachwyciła telewidzów jako serialowa pułkownik Elizabeth Lochley zagrała w licznych filmach sci-fi i thrillerach erotycznych. Obdarzona egzotyczną, nieziemską wręcz urodą, z łatwością wcielała się w ekranowe uwodzicielki. I taką właśnie rolę odgrywa w „Nieproszonym gościu”. Wciela się tu bowiem w niebezpieczną kosmitkę/komputerowy wirus, która zatruwa umysły kosmicznej załogi pewnego statku. Już w pierwszych scenach doprowadza do szaleństwa zespół promu kosmicznego, obiecując każdemu z mężczyzn miłość i seks aż do końca świata. Najwięcej jadu sączy do uszu Bormanowi (mała rólka nominowanego do dwóch Złotych Globów za rolę w serialu „Taxi” Jeffa Conawaya, gwiazdy „Czasu na śmierć” i „Elviry, władczyni ciemności”), który najpierw zabija swoich towarzyszy, a potem popełnia samobójstwo. W tym czasie Scoggins w ciuchach godnych kobiet fatalnych kina noir, z papierosem w dłoni owija się wokół metalowych elementów kosmicznej infrastruktury i powiewa welonami rozbawiona i seksowna.

fot. kadr z filmu

Billy Dee Williams szuka śmiałków

Po tym otwarciu przenosimy się do kosmicznego więzienia. Pomiędzy celami przechadza się tam nieco pompatyczny Billy Dee Williams, czyli znany i lubiany Lando Calrissian z oryginalnej trylogii „Gwiezdne wojny”. Jego komandor Skyler szuka właśnie wśród więźniów ludzi odpowiednich do wykonania niebezpiecznej misji (jest nią oczywiście odnalezienie statku ze scen początkowych). Stawia m.in. na Nicka, przystojnego nawigatora, który został skazany na dożywocie za wzniecenie buntu.
Nick godzi się na udział w straceńczej misi, podobnie jak inni wyselekcjonowani przez Skylera więźniowie – głównie dlatego, że przed jej wykonaniem mają spędzić nieco czasu w wirtualnej rzeczywistości i tam zrealizować swoje fantazje seksualne.
Film w dużej mierze opiera się właśnie na nich. O ile Nick ma dość przyziemne marzenia – chciałby uprawiać seks z miłą dziewczyną, w domu na plaży, to jego towarzysze zdecydowanie wykazują więcej wyobraźni. Jeden z nich przeżywa swoje fantazje na Dzikim Zachodzie (na planie wykorzystanym także w serialu „Doktor Quinn!”), drugi w czarno białym świecie kina detektywistycznego, a trzeci – w świecie gangów motocyklowych z lat 60.

.fot. kadr z filmu

Scoggins kradnie film

Wszystkie te marzenia niszczy jednak kosmitka o twarzy Scoggins. Pod postacią pięknej nieznajomej wkrada się w erotyczne sny bohaterów, zabija ich kochanki i zajmuje ich miejsce. Potem zaczyna nastawiać ich przeciwko sobie i nie oszczędza nawet Skylera. Wszystko prowadzi do masakry kolejnej załogi.
Tutaj trzeba wspomnieć, że to właśnie te autoironiczne wcielenia Scoggins w każdej z męskich fantazji trzymają jakoś film w ryzach. Gdyby nie ona, „Nieproszony gość” byłby kolejną tanią, telewizją produkcją emitowaną późną nocą. Żaden z męskich bohaterów nie może się z nią tu równać, a i tanie dekoracje i efekty specjalne nie są w stanie odwrócić uwagi od jej kreacji.
Widać też wyraźnie, że Billy Dee Williams nie jest specjalnie zaangażowany w produkcję i zresztą trudno go winić. Podobnie jak Mark Hamill po „Gwiezdnych wojnach” zaliczył smutny romans z kinem klasy B. W roli Nicka wystąpił tu nieco dziś zapomniany Maxwell Caulfield, który wystąpił u boku Michelle Pfeiffer w sequelu „Grease”, a ja lubię go także w „Tańcu śmierci” no i „Zmierzchu: Wampirach w odwrocie”.