„Koszmar w południe”. Jak spokojne miasteczko stało się gniazdem maniaków

„Koszmar w południe” („Nightmare at Noon”) to thriller sci-fi z 1988 r. i podobno nowa wersja wcześniejszego o kilka lat horroru „Night Shadows”, w którym w głównych rolach też wystąpili Wings Hauser („Twardziele nie tańczą”, „Władca zwierząt 2”) i Bo Hopkins („Dzika banda”, „Ekspres o północy”).
Reżyserem „Koszmaru w południe” jest Grek – Nico Mastorakis. Badając jego filmografię zauważyłam, że nie tylko wyreżyserował 30 filmów, ale także ponad 20 napisał i wyprodukował. A na koncie ma takie tytuły, jak m.in. „Po omacku”, „Wyspa śmierci” oraz wspaniały thriller „Wicher” z Meg Foster i – znowu – Wingsem Huserem.
„Koszmar w południe” to gatunkowy miks – czarnej komedii, horroru, westernu i kina sci-fi. Zaczyna się od sceny, w której szalony naukowiec-albinos (jak zwykle wspaniały Brion James znany przede wszystkim jako android Leon z „Łowcy androidów” i etatowy czarny charakter kina klasy B) ewidentnie kombinuje coś parszywego. A konkretnie – zatruwa wodę w małym miasteczku gdzieś na amerykańskiej prowincji (film realizowano w Utah).

Następnego dnia przejedzie przez nie pyskaty prawnik Ken Griffiths (Hauser) wraz z niezbyt wierną żoną Cheri (Kimbery Beck – „Wielki błękit”) i przypadkowo napotkanym autostopowiczem-rewolwerowcem Reillym, którego Cheri próbuje poderwać. W kiepskich humorach idą na śniadanie w lokalnym dinerze i właśnie wtedy wszystko bierze w łeb. Okazuje się, że skażona woda zamienia spokojnych do tej pory mieszkańców miasteczka w krwiożerczych maniaków. Ken i Reilly będą musieli stawić im czoła, a pomogą im w tym szeryf (George Kennedy – Oscar za drugoplanową rolę w „Nieugiętym Luke’u”) i jego urocza córka Julia, która została policjantką, by być bliżej ojca.

Bohaterowie są fajnie napisani, a konflikt pomiędzy Kenem i Reillym, który zamienia się w niechętną przyjaźń nadaje całości pazura. Fajnie jest też zobaczyć Hausera w innej roli niż typowa dla niego rola twardziela z nerwowym tikiem w palcu wskazującym. Tutaj jest raczej mieszczuchem w niecodziennej sytuacji. „Koszmar w południe” ogląda się przyjemnie, a i realizacyjnie film robi niezłe wrażenie. Muzykę napisał Hans Zimmer, co dodaje produkcji dodatkowego powabu, a ilość wybuchów i strzelanin będzie dla fanów akcji na pewno satysfakcjonująca.
Film zasłynął m.in. jednak przede wszystkim jako koszmar producentów. A to za sprawą Wingsa Hausera, którego problemy alkoholowo-narkotykowe dały się we znaki ekipie filmowej. Jej członkowie musieli nawet zapłacić za niego kaucję, bo został aresztowany za wybryki po pijaku. Tak czy siak, „Koszmar w południe” to obowiązkowa lektura dla fanów wszystkich wymienionych aktorów. No i porządnego kina klasy B. Tutaj szalony naukowiec nie wiedzieć czemu knuje w stroju kowboja i to w dodatku – w białym stroju i kapeluszu. Ciekawy wybór jak na czarny charakter.