„Anioł zemsty” 1-4. Rewelacyjna (prawie) seria o kobiecej zemście

Neonowa, brutalna i melodramatyczna. Taka właśnie jest „Angel” – produkcja z 1984 r., która zapoczątkowała całą serię filmów o byłej małoletniej prostytutce, która wymierza złu sprawiedliwość na ulicach Los Angeles. U nas film Roberta Vincenta O’Neilla (wyreżyserował dwie pierwsze części cyklu) znany jest pod tytułem „Anioł zemsty”.
Seria liczy cztery części i co ciekawe – i bardzo rzadkie – pierwsze trzy trzymają równy poziom. Dopiero czwarta, stworzona w latach 90. na potrzeby kablówki wyraźnie odbiega – zarówno realizacyjnie jak i fabularnie – jakością od oryginalnej trylogii, co sprawiło, że nie tylko nie jest przez fanów serii traktowana z sentymentem, a wręcz – została zepchnięta na margines cyklu.
W każdym z filmów rolę Angel, a właściwie Molly Stewart, odgrywa inna aktorka. W pierwszym filmie Angel miała twarz znanej z filmu „Szczęki 2” Donny Wilkes, w sequelu bohaterkę gra Betsy Russell (seria „Piła”), w części trzeciej Mitzi Kapture („Jedwabne pończoszki” i „Słoneczny patrol”), a w czwartej – znana z serialu „Niebieski Pacyfik” Darlene Vogel.

„Anioł zemsty” – 1984

W pierwszym filmie poznajemy Molly Stewart – niespełna 15-letnią przykładną uczennicę, która chodzi do jednej z najlepszych szkół w okolicy, a po powrocie z lekcji opiekuje się sparaliżowaną matką. Jej idealne życie to jednak kłamstwo – Molly od 12. życia przemierza hollywoodzkie bulwary na wysokich obcasach, a na życie zarabia jako prostytutka. Dzięki temu opłaca czesne i radzi sobie samodzielnie po odejściu ojca porzuciła ją matka. Molly jest nastolatką o spojrzeniu starca. Widziała już wiele, nikomu nie ufa, a przyjaźni się jedynie z ulicznymi wyrzutkami – innymi prostytutkami, odrzuconymi przez społeczeństwo transseksualistami, zapomnianym aktorem, którego lata sławy przypadły na złotą erę westernu i lesbijką-malarką.

fot. kadr z filmu

Ta barwna społeczność to jedyna rodzina, jaką zna Molly, a będzie jej potrzebowała, bo ulice Los Angeles spłyną krwią, gdy na prostytutki zacznie polować seryjny morderca. Molly będzie jedynym świadkiem, który może mu zagrozić, maniak zapoluje więc na nią i jej przyjaciół. Po swojej stronie dziewczyna będzie miała jedynie dziwaków z bulwaru i gliniarza ze szklanym okiem, który wejdzie w rolę jej ojca i poprzysięgnie, że nie tylko uratuje ją przed mordercą, ale też zabierze z ulicy i da nowy start.
Pierwszy „Anioł zemsty” to bardzo melodramatyczna opowieść o dziewczynie, która musi radzić sobie sama. Wstydzi się swojego sposobu życia, ale początkowo nie widzi innej drogi. Przyznaje, że zarabianie na ulicy przychodzi jej z łatwością.
Znacznie jednak ciekawsze niż te przygnębiające rozterki Molly są jej relacje z otaczającymi ją wyrzutkami. Zapewne także dlatego, że drugoplanowe role grają tu wybitni aktorzy – Dick Shawn (LSD z „Producentów” Mela Brooksa) to Mae, transseksualista z ciętym językiem i ponurym poczuciem humoru. A nominowana do Oscara za „Zachłanne miasto” Susan Tyrrell, późniejsza ikona kina klasy B, gra Solly – lesbijkę o wątpliwym talencie malarskim, wielkim sercu i dyskusyjnych manierach.

fot. kadr z filmu

Reżyserując „Anioła zemsty” O’Neil nie tylko opowiedział zajmującą historię dziewczyny samej przeciwko samemu światu. Udało mu się uchwycić klimat Los Angeles lat 80. dzięki galerii interesujących postaci i świetnym zdjęciom, w których dogasające neony zalewają bohaterów mrugającym światłem, czyniąc z każdego kadru małe dzieło sztuki. Dodatkowo – w roli maniaka-mordercy w jednej ze scen jedzącego obleśnie jajko, a kolejnej całującego sugestywnie zdjęcie matki – zobaczycie Johna Diehla, znanego m.in. z filmów „Gwiezdne wrota” i „Park jurajski 3”.
Pierwszy „Anioł zemsty” powstał za 3 mln dol., a przyniósł wytwórni Rogera Cormana New World Pictures ponad 17 mln dol. Nic więc dziwnego, że powstało zapotrzebowanie na kolejne części.

„Anioł zemsty 2” – 1985

I pierwsza kontynuacja powstała już rok później. Molly jest już w niej dorosła, ma 19 lat i studiuje prawo. Ma też uroczą twarz Betsy Russell i jej zadziorny wdzięk. Za kamerą znowu stanął O’Neil, choć postanowił nadać sequelowi nieco bardziej kpiarski ton (pierwsza część była miejscami festiwalem melodramy).
Molly musi znowu wcisnąć się w kusą sukienkę i wsunąć buty na wysokim obcasie. Jej przyjaciel z pierwszej części, detektyw Andrews został zamordowany przez mafię w czasie krwawych porachunków. Jedyny świadek zabójstwa, pokryty cekinami i brokatem Johnny Glitter zniknął i Molly w przebraniu Angel postanawia znaleźć go przed gangsterami. Do tego będzie potrzebowała jednak swoich starych przyjaciół – Solly i przebrzmiałego gwiazdora westernów Kita Carsona.
„Anioł zemsty 2” ma bardziej komediowy klimat i kilka wręcz slapstikowych scen – np. w sekwencji, w której Molly i Solly pomagają Carsonowi uciec z domu starców, czy w finale, kiedy konfrontują się z mafią i chcą wymienić syna bossa na porwane przez niego niemowlę. Kłopot w tym, że syn już nie żyje, Molly musi więc stwarzać pozory, że jest inaczej.

fot. kadr z filmu

Russell świetnie odnajduje się w tej formule, ma sporo wdzięku i niezłe komediowe zacięcie. Jest godną zastępczynią Wilkes, która podobno odmówiła powrotu w roli Molly, bo producenci zaproponowali jej zbyt małą gażę. Angel w wydaniu Russell nie wstydzi się już swojej przeszłości, a jedynie traktuje ją jako część swojej przeszłości, którą uczyniła ją mocniejszą. Zdjęcia nadal robią wrażenie, neonowy blask się utrzymuje, a muzyka z syntezatorów (ścieżkę dźwiękową skomponował niesamowity Christopher Young, facet od baśniowej muzyki z „Hellraisera”) potęguje wrażenie, że wraz z bohaterami przemierzamy hollywoodzkie bulwary. Udana kontynuacja, która jednak okazała się w porównaniu z oryginałem klapą finansową.

„Anioł zemsty 3: Ostatni rozdział” – 1988

Nie jednak tak wielką, by trzy lata później nie powstała część trzecia. Wyreżyserował ją Tom DeSimone, król kina eksploatacji, twórca m.in. „Dziewczyn z poprawczaka” (plakat z filmu wisi nawet na ścianie mieszkania jednego z bohaterów).
Molly pracuje w niej jako fotograf i ma subtelną twarz Mitzi Kapture, która ze wszystkich odtwórczyń roli Angel podoba mi się najbardziej. Udało jej się powiem połączyć wdzięk hultaja z wrażliwością, a te dwie cechy do Angel najbardziej pasują.
W części trzeciej dochodzi do niespodziewanego zwrotu akcji. Molly zostaje wysłana przez redakcję na wernisaż w pretensjonalnej galerii sztuki. Tam, wśród gości rozpoznaje swoją matkę, tą samą, która wiele lat temu ją porzuciła. Spragniona odpowiedzi dziewczyna jedzie spotkać się z kobietą, ale na wzruszające pojednanie nie ma czasu. Matka ginie w wybuchu samochodu-pułapki wcześniej zdradzając Molly, że dziewczyna ma siostrę – Michelle. I że Michelle wpadła w kłopoty. Jakie? Nie wiadomo. Molly oczywiście postanawia ją odnaleźć i uratować, a trop zaprowadzi ją na klejące się plany filmowe produkcji porno, a także – do mrocznego świata, w którym handluje się narkotykami i kobietami.

fot. kadr z filmu

Na czele organizacji przestępczej, która ma w szponach Michelle stoi piękna Nadine (niezła Maud Adams, czyli tytułowa „Ośmiorniczka” z serii filmów o Bondzie). Trzecia część „Anioła zemsty” jest nieco poważniejsza niż część 2., więcej tu pełnowymiarowej akcji. Widać też, że DeSimone znowu postanowił postawić na mocne postaci drugoplanowe i podobnie jak O’Neil w części pierwszej opowiedzieć o wyzysku kobiet. Nawet jeśli pod płaszczykiem kina klasy B.
Kapture robi dobrą robotę jako Angel, ale przyćmiewa ją w każdej wspólnej scenie Rochard Roundtree, filmowy „Shaft”, który tutaj wciela się w policyjnego detektywa łaskawym okiem patrzącego na wybryki Angel i jej przyjaciół. Temu duo partnerują Mark Blanfield (Blinkin z „Facetów w rajtuzach”) i Tawny Fere („Rockula”).

„Anioł zemsty 4: Śmiercionośna broń” – 1993

Czwarta część mogłaby równie dobrze nigdy nie powstać i na pewno nikt by nie zapłakał. Zdecydowanie najsłabsza w serii ostatnia odsłona cyklu nie tylko nie dotrzymuje kroku poprzednim, ale też zwyczajnie sprawia wrażenie, jakby była osobnym filmem, na siłę doklejonym do kultowej trylogii. „Anioł zemsty 4: Śmiercionośna broń” to produkcja telewizyjna, zrealizowana na potrzeby kablówki. Powstawała z myślą o potencjalnym serialu telewizyjnym, a wyreżyserował ją Richard Schenkman („Człowiek z Ziemi”) .
Molly jest tu blondynką i pracuje jako policyjny fotograf. Jedną z jej koleżanek z czasów, gdy prowadziła drugie życie, spotyka krwawy koniec. Molly przeczuwa, że stoi za tym pewien popularny rockman z tendencją do przemocy. Postanawia więc w przebraniu Angel udowodnić mu morderstwo. Próżno tu jednak szukać emocji i klimatu z poprzednich filmów. Molly jest bezbarwna, Vogel niestety niezbyt umiejętnie kreuje postać, z którą tak świetnie poradziły sobie jej poprzedniczki. Na uwagę zasługują tu jedynie drugoplanowe role weteranów kina kultowego – Patricka Kilpatricka („Klasa 1999” i „Wykonać wyrok”) oraz Roddy’ego McDowalla (Cornelius z oryginalnej „Planety małp” i Peter Vincent z „Postrachu nocy”). Całą resztę najlepiej jak najszybciej zapomnieć.