„Fatal Conflict”. Kari Wuhrer vs. Jennifer Rubin

Grający tu aktorzy sprawiają wrażenie zaskoczonych, że ktoś im za te harce w ogóle zapłacił. Wcale im się nie dziwię. „Fatal Conflict” to bardzo tani, polany sosem sci-fi akcyjniak nakręcony w czeskiej Pradze. Wyreżyserował to cacko Lloyd A. Simandl, facet znany w wąskich kręgach dzięki prawie 50 filmom, w tym w kilku kultowym produkcjom – dwom kontynuacjom „Imperium popiołu”, czy „Więzieniu kobiet 2”.
Tutaj ma do dyspozycji gwiazdy kina klasy B – Kari Wuhrer („Władca zwierząt 2”, „Przeklęty”, garść thrillerów erotycznych), Jennifer Rubin („Koszmar z ulicy Wiązów III: Wojownicy snów”, „Tajemnica Syriusza”), Leo Rossiego (seria „Bezlitosny”) i Milesa O’Keeffe (tytułowy Ator z serii fantasy z lat 80.). W 2000 r., kiedy film miał premierę cała czwórka miała już lata prosperity za sobą.

fot. plakat

Akcja „Fatal Conflict” toczy się w 2029 r., a jego główną bohaterką jest Sasha Burns, błyskotliwa pilotka skazana i zdegradowana za niesubordynację. Burns ma przeniknąć do kosmicznego więzienia opanowanego przez opętane kazirodczą namiętnością rodzeństwo maniaków (Rossi i Rubin) i ocalić Los Angeles, które brat i siostra obrali sobie za cel. Za jedynego sojusznika ma zapijaczonego pilota (O’Keeffe). Całość jest nudna, kiepsko napisana, Wuhrer sporo biega z bronią w zwolnionym tempie, a kamera chętnie patrzy na jej oblepione mokrym podkoszulkiem i obcisłymi spodniami ciało i twarz. Wuhrer jest tu niekwestionowaną gwiazdą. Szkoda tylko, że jej bohaterka niewiele ma do powiedzenia, jest pozbawiona charyzmy, a sama Wuhrer jest wyraźnie nienawykła do trzymania broni. O scenografii nie ma co wspominać, a efekty specjalne – zwłaszcza końcowe wybuchy – wzbudzają żałość.

Dla kogo jest więc ten film? Raczej tylko i wyłącznie dla fanów Wuhrer, która jest bez wątpienia piękną, fotogeniczną kobietą. Zadowoleni będą też wielbiciele Jennifer Rubin,aktorki utalentowanej, choć już niestety na ekranie nieobecnej.