„Czarnoksiężnik”. Kino zemsty z demonem w tle

„Czarnoksiężnik” („Necromancer”) to film z 1988 r., który nie ma nic wspólnego z późniejszym o rok „Czarnoksiężnikiem” z Julianem Sandsem, znanym szerzej pod tytułem „Warlock”.
Film Dusty’ego Nelsona to niskobudżetowy horror z interesującym klimatem i kilkoma udanymi scenami. A to – jak się okazało – za mało, by zapisać się w jakoś w pamięci widzów.
„Czarnoksiężnik” zaczyna się efektownie – od sceny, w której młoda kobieta błaga cygańską czarownicę o cofnięcie klątwy, którą zdecydowała się rzucić na niewiernego faceta. Czarownica odmawia i morduje niezadowoloną klientkę siekierą nie dotykając nawet jej trzonka. Po tym krwawym preludium poznajemy Julie, delikatną studentkę aktorstwa, która niegdyś podkochiwała się w swoim profesorze (okropnie lepki Russ Tamblyn, czyli Riff z musicalu „West Side Story”, w latach 50. nominowany do Oscara dla najlepszego aktora drugoplanowego za film „Payton Place”).
Julie to chodzący ideał – niewinna, dobra i wierna swojemu chłopakowi, Erikowi. Jej perfekcyjny świat zawali się jednak, kiedy zostanie zgwałcona przez kolegę z uczelni, a dwóch pozostałych będzie patrzyło na jej tragedię z założonymi rękami.

Elizabeth Kaitan jako Julie

Scena gwałtu budzi zresztą w „Czarnoksiężniku” najżywsze emocje. Tragedię i uczucie poniżenia, jakich doświadczyła z rąk uprzywilejowanych, przekonanych o swojej bezkarności gwałcicieli dziewczyna przekuwa w gniew. I za namową przyjaciółki prosi o pomoc czarownicę, która nie przyjmuje reklamacji.
Ta z kolei wysyła demona pod postacią złej Julie o rozświetlonych oczach, który morduje nie tylko trzech sprawców gwałtu, ale i właściwie wszystkich, którzy wzbudzą w Julie gniew. Z pomocą sąsiada wiedźmy, postrzelonego Ernesta dziewczyna spróbuje ją powstrzymać.
„Czarnoksiężnik” to film interesujący. A to dlatego, że wpisuje się w poetykę kina zemsty, które swoją szczytową popularność przeżywało w latach 70. Tutaj do opowieści szytej według standardów nurtu rape and revenge dodany jest jeszcze element nadprzyrodzony, czyli demoniczna Julie wymierzająca karę mężczyznom, którzy ją zgwałcili, obrazili, próbowali wykorzystać. A tych w filmie nie brakuje, bo nawet chłopak bohaterki bywa bucem, co zresztą prawie kiepsko się dla niego skończy.

Elizabeth Kaitan jako Julie

„Czarnoksiężnik” to tanie kino z równie tanimi efektami specjalnymi, kilkoma mocnymi scenami i niezłą kreacją aktorską Elizabeth Kaitan w roli Julie. Ta pochodząca z Węgier aktorka swego czasu była liczącą się w wąskich kręgach twórców kina klasy B gwiazdką. Grała m.in. w serii „Vice Academy”, a także w jednej z części „Piątku trzynastego” i kontynuacji slashera „Cicha noc, śmierci noc”. Jako Julie budzi współczucie, ale też przekonująco pokazuje na ekranie siłę, jaką bohaterka odnajduje w sobie nie tylko po to, by walczyć z prześladowcami i traumą, ale też – mocami ciemności.