„Ostatnia nadzieja ludzkości”. Seks nas ocali

Ostatnią nadzieją ludzkości w obliczu Apokalipsy jest…stary dobry seks. Na tym jakże prostym – ale atrakcyjnym dla widza rozsmakowanego w kinie klasy B pomyśle – opiera się scenariusz filmu Dana Goldena z 1995 r. „Ostatnia nadzieja ludzkości” to część cyklu „Roger Corman Presents” emitowanego przez stację Showtime w połowie lat 90. i składającego się z kilkudziesięciu produkcji nawiązujących do dzieł z czasów świetności Cormana – a więc pochodzących z lat 50.-80.
„Ostatnia nadzieja ludzkości” to ukłon w stronę kina post-apokaliptycznego i filmów, których na fali popularności „Mad Maxa”Corman wyprodukował w latach 80. kilkadziesiąt, oszczędzając skrupulatnie na wszystkim.
Nie inaczej jest w przypadku „Ostatniej nadziei ludzkości” filmu zrealizowanego za garść dolarów, choć z doborową obsadą.

fot. kadr z filmu

„Ostatnia nadzieja ludzkości” opowiada o świecie, w którym tajemniczy wirus przenoszony drogą płciową zdziesiątkował naszą cywilizację. 23 lata po tej zagładzie świat wygląda inaczej. Kobiety i mężczyźni żyją oddzielnie, seks jest karany śmiercią obu stron, podobnie jak gwałt. A wojna płci trwa w najlepsze w całkiem dosłownym sensie. Tą smutną rzeczywistością trzęsie fanatyczny Calloway, szef paramilitarnej organizacji przemierzającej pustkowia i dbającej o to, by nikt nie uprawiał seksu. Gra go jak zawsze niezastąpiony w roli kanalii Richard Lynch, którego pokryte oparzeniami oblicze zapewniło mu kilkadziesiąt ról czarnych charakterów i owocną karierę filmowego złoczyńcy – wystąpił m.in. w „Małym Nikicie”, „Mieczu i czarnoksiężniku” i „Inwazji na USA”.
Calloway i jego wataha niszczą osadę naukowców, w której mężczyźni żyją z kobietami w zakazanych związkach. Joe (znany chyba głównie z „Mody na sukces” Bryan Genesse), syn jednego z zamordowanych ma 20 lat, a to oznacza – wiemy to dzięki skomplikowanym obliczeniom – tylko jedno: urodził się już po wybuchu epidemii. Jak to możliwe? Otóż zabici naukowcy opracowali lek, dzięki któremu można bezpiecznie uprawiać seks. Dzielny młodzieniec z pomocą charyzmatycznego – i sypiącego zabawnymi onelinerami jak z rękawa – McCabe’a (James Brolin, ojciec Josha i gwiazda filmów „Koziorożec 1″ i ‚Świat Dzikiego Zachodu”) postanawia uratować ludzkość. Porywają więc Sharę (znana z ‚Morderczej rozgrywki” z Lambertem aktorka Kehli O’Byrne), dziewczynę z plemienia amazonek. Joe ma ją w sobie rozkochać i udowodnić, że lek działa. Na McCabe’a też oczywiście czeka miłość.

fot. kadr z filmu

Golden wyreżyserował dla Cormana kilka filmów, niektóre z nich – jak np. „Naga obsesja”, czy „Striptizerka” – to niezłe, klimatyczne filmy klasy B. „Ostatnia nadzieja ludzkości” podobnie jak wszystkie filmy sygnowane nazwiskiem Cormana eksploatuje kobiece ciała. Zresztą już w pierwszej scenie Nikki Fritz, zmarła niedawno gwiazdka kina erotycznego ucieka topless przed goniącym ją zwyrodnialcem. Sam pomysł porywania kobiet i zmuszania ich niemal do zakochania się w głównych bohaterach też może wywoływać niesmak, ale z drugiej strony – filmy Cormana nigdy nie były manifestami feministycznymi, tylko po prostu rozrywką. Nawet jeśli tanią i kiepsko zrealizowaną.