„Bohater ostatniej akcji” czyli Schwarzenegger jako Hamlet

W 1993 r. powstał film, który nazywany jest „Purpurową różą z Kairu” kina akcji. Nie bez powodu: Arnold Schwarzenegger miał w nim szansę zagrać rolę, której nie powierzyłby mu nikt przy zdrowych zmysłach. Chodzi o Hamleta, oczywiście. W „Bohaterze ostatniej akcji” („Last Action Hero”) duński książę nie tylko mówi z silnym, austriackim akcentem, ale rozważania na temat „być, albo nie być” snuje niewzruszony na tle wybuchu, odpalając nieodłączne cygaro.
„Bohater ostatniej akcji” to jeden z najbardziej dochodowych filmów 1993 r. Przy budżecie 85 milionów dolarów przyniósł wytwórni Columbia Pictures ponad 137 milionów dolarów zysku. W sumie nic dziwnego – był pierwszym filmem w historii, który reklamowano w kosmosie. Za 50 tys. dolarów tytuł filmu został namalowany na rakiecie NASA. Odpalił ją własnoręcznie Arnold, który w „Bohaterze ostatniej akcji” z zaskakującym dystansem śmieje się z siebie i swojego wizerunku gwiazdy filmów, w których najważniejszym elementem jest eksplozja.
Ale na początku krytycy nie byli zachwyceni wyczynami Schwarzeneggera. Film Johna McTiernana zdobył sześć nominacji do Złotych Malin. Z drugiej strony, w tym samym roku, nominowano go do siedmiu Saturnów, prestiżowych nagród przyznawanych najlepszym filmom fantasy. To pokazuje, że „Bohater ostatniej akcji” dzielił publiczność od samego początku, choć fani od razu rozpoznali w farsie McTiernana perełkę. Dziś film o chłopcu, który przenosi się do świata ulubionych filmów za sprawą magicznego biletu, jest już kultowy.

„To on zabił Mozarta!”

Porównuje się go często do filmu Woody’ego Allena o podobnej tematyce. „Bohater ostatniej akcji” jest – ja już wspomniałam – nazywany „Purpurową różą z Kairu” kina klasy B. Główny bohater to Danny Madigan (dziecięca gwiazda lat 90., Austin O’Brien), 10-latek zafiksowany na punkcie Jacka Slatera – bohatera kina niskich lotów, którego gra Arnold Schwarzenegger. Jack Slater to kwintesencja praworządnego gliniarza kina lat 90. Nie przestrzega zasad, ale szefowie mu wybaczają, ma córkę, z którą nie może się dogadać i sypie zabawnymi kwestiami jak z rękawa. Jego hobby to odpalanie cygara w zwolnionym tempie, na tle eksplodującego budynku. Tak naprawdę fabuła w „Bohaterze ostatniej akcji” jest pretekstowa. Nie chodzi tu ani o Danny’ego, ani tym bardziej o to, czy wraz ze Slaterem uratuje świat. Tutaj kluczowa jest zabawa konwencjami i cytaty z popkultury, których rozpoznawanie daje więcej frajdy niż oglądanie perypetii tej niedobranej pary.
I tak, na ekranie zobaczymy m.in. F. Murraya Abrahama, który zagrał wybitną rolę w „Amadeuszu”. – To on zabił Mozarta – mówi obsesyjnie oglądający filmy Danny. Abraham w „Bohaterze ostatniej akcji” gra przyjaciela Jacka, który okazuje się zdrajcą. Pierwsze wrażenia są więc celne. W świecie Slatera w roli Terminatora występuje Sylvester Stallone, a Śmierć wychodzi z „Siódmej pieczęci” Bergmana. I ma twarz Iana McKellena. Ale na tym nie koniec: w jednej ze scen pojawi się Tina Turner, w kolejnej – MC Hammer. Miejcie oczy szeroko otwarte!

Arnold i Ac/DC

Scenariusz filmu napisał Shane Black, dla którego był to kolejny film po „Ostatnim skaucie” i „Zabójczej broni”. Black, który udowodnił, że nikt nie napisze lepszego „buddy movie” niż on ostatnio dał nam „Równych gości” z Ryanem Goslingiem i Russellem Crowe w rolach (nie mogło być inaczej) niedobranych partnerów rzuconych w wir morderstw i politycznych intryg w kolorowych latach 70.
Tym, co zasługuje na osobną wzmiankę w „Bohaterze ostatniej akcji”, jest ścieżka dźwiękowa. O stronę instrumentalną zadbał weteran, Michael Kamen, który na początku lat 90. miał pełne ręce roboty komponując m.in. muzykę do „Robin Hooda: Księcia złodziei”, „Zabójczej broni” i „Trzech muszkieterów”. Ale oprócz jego muzyki, w filmie słychać też kawałki rockowych gigantów tamtego okresu: Megadeth, AC/DC, Alice in Chains, Def Leppard i Anthraxa. W teledysku do „Big Gun” AC/DC wystąpił sam Schwarzenegger, który gra tam nawet na gitarze i uśmiecha się nieco wymuszenie do wiwatujących fanów rocka.
„Bohater ostatniej akcji” to film wyjątkowy jeszcze z innego powodu. Pamiętacie Austina O’Briena, dziecięcą gwiazdę lat 90.? Był Nickiem w „Mojej dziewczynie 2” i… to by było na tyle. Jego kariera zakończyła się, kiedy wyrósł z bycia bezczelnym zawadiaką. Od połowy lat 90. nie zagrał w niczym, czym mógłby się pochwalić. Na zawsze jednak zostanie opętanym kinem chłopcem, który zaprzyjaźnił się z nieugiętym gliną o twarzy Schwarzeneggera.