Szalony glina powraca - plakat, https://vinegarsyndrome.com/products/psycho-cop-returns

„Szalony glina” i „Szalony glina powraca”. Sequel to modelowy film klasy B

W latach 80. i 90. powstała cała masa horrorów i kina sci-fi z gliniarzami w roli głównej. Największą popularność zdobyła bez wątpienia trylogia „Maniakalny glina” z Brusem Campbellem i Laurene Landon, uznaniem fanów cieszy się też seria „Scanner Cop” będąca spin-offem słynnych „Skanerów” Cronenberga a i „Demon Cop” ma swoich amatorów. Ze wszystkich tych produkcji najlepsza jest ta z 1993 r., o której dziś pamiętają jedynie koneserzy kina klasy B. Chodzi o slasher „Szalony glina powraca” Adama Rifkina, który najbardziej zasłynął jako twórca komedii muzycznej „Detroit Rock City” i scenarzysta „Małych żołnierzy” oraz „Polowania na mysz”. Jak łatwo wywnioskować, „Szalony glina powraca” jest kontynuacją. Konkretnie „Szalonego gliny” – slashera z 1989 r., w którym sześcioro studentów jedzie na weekend do położonej w lesie malowniczej rezydencji, ale na ich nieszczęście w pobliżu grasuje maniak w policyjnym mundurze.

Psycho Cop (1989) reżyseria: Wallace Potts Shown, na zdjeciu: Bobby Ray Shafer

„Szalony glina” to koszmarnie napisany i zagrany slasher, w którym przez 70 proc. filmu bohaterowie dzielą się ze sobą swymi złymi przeczuciami i zastanawiają się, gdzie zniknął dozorca (słowo „dozorca” pada tak często, że może być podstawą wyniszczającej organizm potyczki „drinking game”). Jedyną jasną stroną tej produkcji jest Bobby Ray Shafer (Bob Vance z serialu „Biuro”). To on wciela się w tytułowego Szalonego glinę, seryjnego mordercę i czciciela szatana, który lubi rzucić czerstwym żartem nim oderwie komuś głowę, porusza się jak automat i z pamięci recytuje wykroczenia, jakie jego zdaniem popełniły ofiary. Mając postać z takim potencjałem i charyzmą Shafera, producenci nie mieli wyboru – musieli wpakować kasę w sequel. Jego scenariusz napisał Dan Povermine, który dziś najbardziej znany jest z pisania kreskówki „Fineasz i Ferb”.

fot. IMDB – „Szalony glina powraca”

Pierwsza część „Szalonego gliny” to pozbawiona życia nudna taniocha. Kontynuacja to już perełka kina klasy B, a wręcz jego podręcznikowy przykład. W filmie Rifkina (sam zresztą pojawia się w nim w małej roli kamerzysty-amatora) proporcje przemocy, scen seksu i humoru są idealnie odmierzone, bohaterowie to raczej karykaturalne worki wad, a całość ma klimat kina lat 80. uzyskany klimatycznymi ujęciami, rockową muzyką i neonowym oświetleniem.
Film zaczyna się w typowym amerykańskim dinerze. Dwóch yuppie je śniadanie i omawia szczegółowy plan na wieczór. Planują w budynku swojej firmy – nielegalnie, pod nosem przełożonych – zorganizować kumplowi wieczór kawalerski. Larry to ten śmielszy, pewniejszy siebie, maklerski król świata. Brian to strachliwy okularnik. I to on pierwszy zauważa, że za plecami Larry’ego śniadanie je ponury gliniarz, który przysłuchuje się uważnie ich planowi i aż strzyże uszami na dźwięk słowa „marihuana”. Larry postanawia to zignorować, ale Brian przeczuwa, że gliniarz zwrócił na nich uwagę nie be bez powodu. O całym zajściu jednak zapominają rzucając się w wir przygotowań.

fot. IMDB – Julie Strain w „Szalony Glina powraca”

Gliniarz jednak nie zapomniał o nich – jak się okaże, to oczywiście Szalony glina z pierwszej części, który cudem przeżył – z cichym wsparciem szatana – masakrę z finału oryginału. Pojedzie za nimi i zamieni wieczór kawalerski w krwawe piekło mordując przyszłego pana młodego, parę kochanków uprawiających seks na kserokopiarce, stróża nocnego i w sumie – wszystkich, którzy staną mu na drodze i mają coś na sumieniu.
„Szalony glina powraca” to klasyczny slasher, w którym bohaterowie giną kolejno z rąk maniaka. Ma jednak w sobie pewną świeżość. Po pierwsze – bohaterowie są przerysowani i nie budzą sympatii. Bo drugie – film miejscami ociera się o satyrę na amerykański styl życia i pogoń yuppie za sukcesem. Po trzecie – scenariusz sequela zagwarantował Glinie znacznie lepsze i dowcipniejsze kwestie niż w części pierwszej. A po czwarte sporo tu humoru sytuacyjnego, który rozładowuje napięcie i miejscami naprawdę zaskakuje – np. w scenach, w których zabójca przesyła przyszłym ofiarom ksero-zdjęcia aktualnych ofiar, finałowa scena, w której grupka nieco wstawionych białych, czarnych i Latynosów okłada Glinę kijami bejsbolowymi, co wygląda jak materiał wideo z kiepskiej dzielnicy, w której szlachetni policjanci nie mają wstępu.

Barbara Niven w filmie „Szalony glina powraca”

Na wyższy poziom film wynosi też obsada, której członkowie świetnie odnajdują się w konwencji makabrycznej czarnej komedii. Larry’ego gra Rod Sweitzer, a Briana uroczy Miles Dougal. Żadnemu z nich nie udało się zrobić większej kariery, a szkoda.
Ostatecznie z Szalonym gliną zetrą się jednak kobiety. Na piętrze, na którym chłopaki urządzają imprezę, do późna pracuje bowiem atrakcyjna Sharon (znana z filmów „Najemny zabójca” i „Ludzie rozrywki” Barbara Niven) i to jej przyjdzie stanąć do ostatecznej konfrontacji ze złem. Zatrudnione przez Larry’ego i Briana striptizerki będą jej sekundowały,. Zresztą jedną z nich gra legendarna dziś Julie Strain, która swoją posągową sylwetkę prezentowała na rozkładówkach licznych magazynów dla mężczyzn a do historii przeszła jako pierwowzór Julie z „Heavy Metal 2000” i gry „Heavy Metal F.A.K.K. 2”.

Miles Dougal w filmie „Szalony glina powraca”

Ma tutaj kilka spektakularnych, świetnie zmontowanych scen, w których wykonuje seksowny striptiz. Każda inna aktorka biegająca w górę i dół po schodach ubrana w stanik i spodnie w krowie łaty pewnie wyglądałaby śmiesznie, Julie jednak udaje się wyglądać przy tym godnie.
Patrząc na to jak sprawnie film jest zrealizowany aż trudno uwierzyć, że prace na planie trwały jedynie tydzień. To tylko dowodzi, że mając zgrany zespół i spójną wizję można zrobić slasher, który nie tylko broni się po prawie 30 latach ale w dodatku nadal sprawia widzowi mnóstwo frajdy. Końcówka sugeruje kolejną część. Ta jednak niestety nigdy nie powstała.