„Po kawałku”. Faraonowie-krwiopijcy w Pittsburghu

Dawno nic mnie tak nie rozbawiło jak horror komediowy „Po kawałku”, którego polski tytuł nie oddaje ani charakteru filmu, ani też jego błyskotliwego dowcipu, choć chwilami balansującego na granicy dobrego smaku. Oryginalnie ta produkcja z 1991 r. nazywa się bowiem „Bloodsucking Pharaohs in Pittsburgh”, czyli „Pijący krew faraonowie w Pittsburghu”, co mniej więcej streszcza też jej fabułę.
Już jedna z pierwszych scen, w której para detektywów zajeżdża z piskiem opon – w rytm saksofonowej muzyki rodem z seriali policyjnych z lat 70. – na miejsce zbrodni, a potem w pośpiechu biegnie do wozu z hot dogami pokazuje, czego można się spodziewać po tym filmie. Chwilę później jeden z detektywów nie mogąc się skupić krzyczy: – Wyłącz to cholerstwo. I okazuje się, że narastającą kakofonię wydaje głośnik w jednym z radiowozów.

fot. kadr z filmu

Duet detektywów tworzą Sweeney i Joe. Pierwszy to chudziutki pracoholik, którego żona Erma – wspaniała rola Beverly Penberthy – to karykaturalna nałogowa palaczka, która robi mu sceny zazdrości z powodu atrakcyjnych nieboszczek, występuje wyłącznie w szlafroku i z papierosem w jednej, a aparatem wspomagającym mowę po zabiegu tracheotomii, w drugiej dłoni.

fot. kadr z filmu

Dym wydmuchuje nawet pedałując na rowerze do ćwiczeń. Joe żony nie ma – odeszła od niego z powodu jego problemów z seksem, co wielokrotnie jest podkreślane w kilku scenach. Ma za to wiecznie podkrążone oczy i myśli samobójcze. Dodatkowo nie znosi widoku krwi i przy każdych oględzinach zwłok jest obiektem zakładów swoich kolegów. Ten niedobrany duet to wspaniale napisana para, choć do granicy absurdu złożonych z klisz. Ale nie można powiedzieć, żeby to na nich opierał się film. W scenariuszu nakreślono po prostu zbyt wiele wspaniałych postaci, by całą przysługę przypisać tylko im.

„Po kawałku” opowiada dość sztampową historię. Oto maniakalny zabójca morduje piękne kobiety wykorzystując piły łańcuchowe, młoty pneumatyczne i wszystko, co wpadnie mu w ręce. Miejsca zbrodni to krwawe spektakle, a wszystkie tropy wiodą do egipskiej, dość obskurnej restauracji. Joe i Sweeney przy pomocy posterunkowej Deedee chcą schwytać mordercę na gorącym uczynku i przy okazji ocalić życie pięknej, ale niezbyt rozgarniętej kelnerki Grace, która zdaje się być kolejnym celem zabójcy.

To wszystko nie ma jednak większego znaczenia w porównaniu z pobocznymi wątkami, które zaskakują absurdalnym humorem. Żona Sweeneya próbuje dla niego rzucić papierosowy nałóg i ląduje w klinice, która prowadzi dość dyskusyjną terapię. Ponieważ Erma to beznadziejny przypadek jest poddawana np. elektrowstrząsom, co później okaże się istotne, gdy iskry sypiące się z jej stojących na baczność włosów nadadzą jej wygląd Anubisa.

Deedee z kolei dręczy męcząca czkawka, a jedna z ofiar mordercy chwilę przed śmiercią pyta, czy zabójca nie ma pożyczyć drobnych do automatu telefonicznego. Kiedy w następnej scenie jest już skrępowana i torturowana mówi: – Dobra, jak nie masz, to nic się nie stało! Wspaniała jest też obowiązkowa scena z policyjnym komisarzem wpadającym w szał, choć tutaj jest ona wspaniale groteskowa.

fot kadr z filmu

Humoru sytuacyjnego sporo, a „Po kawałku” to umiejętny pastisz kina klasy B i tanich horrorów. Co ciekawe, film nie został zrealizowany przez doświadczonych wyjadaczy, a przez autora storyboardów (m.in. do „Mary Poppins powraca”) Deana Tschettera i mało znanego aktora Toma Tully’ego. Żaden z nich nie napisał ani nie wyreżyserował już nic więcej. A szkoda.

Makabryczna charakteryzacja, która buduje klimat filmu to zasługa speca od makijażu, krwi i gumowych deformacji, czyli legendarnego Toma Saviniego. Savini pracował przy efektach specjalnych m.in. na planie „Piątku trzynastego”, „Dnia żywych trupów” i „Necronomiconu”, jako charyzmatyczny aktor dał się poznać też m.in. jako Seks Maszyna w „Od zmierzchu do świtu” Rodrigueza.

fot. kadr z filmu

To, że film „Po kawałku” jest taki zabawny to zresztą wielka zasługa obsady, w której próżno raczej szukać znanych nazwisk. Wspomniana już Penberthy to aktorka niespecjalnie rozpoznawalna, znana chyba głównie z serialu „Inny świat”. Jej rola w „Po kawałku” to komediowy majstersztyk. I choćby dla niej warto film zobaczyć.

W Grace wcieliła się znana aktorka kina dla dorosłych Veronica Hart, która tutaj występuje pod prawdziwym nazwiskiem – jako Jane Esther Hamilton. Joe ma twarz Joego Sharkeya, który nie zagrał w niczym szczególnym, a Sweeney zmarłego w 1994 r. Jake’a Dengela, którego możecie kojarzyć z „Modlitwy Rollerboysów” i wspaniałej filmowej adaptacji powieści Raya Bradbury’ego „Coś paskudnego tu nadchodzi”.

Film nakręcono w 1988 r., ale na rynek kaset VHS trafił dopiero trzy lata później. Jest mało popularny, ale to wymarzony seans dla fanów zabawy konwencją kina klasy B i zabawnych scenariuszy.

Film na nośniku Blu-ray wydał dystrybutor 88 Films.