„Grzechy pożądania”. Tanya Roberts na tropie podejrzanych seksuologów

„Grzechy pożądania” („Sins of Desire”) to thriller erotyczny z 1993 r. Wyreżyserował go Jim Wynorski, król nieco przaśnego kina klasy B z upodobaniem do kobiecej nagości. Jak większość filmów Wynorskiego, „Grzechy pożądania” też nie traktują siebie całkiem na serio, a grający tu aktorzy doskonale zdają sobie sprawę z tego, w czym występują i wydaje się nawet, że chwilami bawią się konwencją taniego thrillera przeznaczonego na półki wypożyczalni.
Wynorski to spec od kina erotycznego, ale też zasłużony w świecie kina kultowego weteran filmów akcji, horrorów i nowych wersji produkcji Rogera Cormana, którego jest adeptem. Na koncie ma m.in. „Łowcę śmierci II”, „Roboty śmierci” i „Powrót potwora z bagien”.
„Grzechy pożądania” zaczynają się od sceny ostrego seksu, co daje widzowi niejakie pojęcie, z czym będzie musiał się zmierzyć. Że nie należy tego wszystkiego traktować ze śmiertelną powagą, daje znać też przewrotny temat muzyczny napisany przez stałego współpracownika Wynorskiego, Chucka Cirino, który stworzył wspaniałą ścieżkę dźwiękową m.in. do „Nie z tego świata”.

Scena seksu wprowadzająca nas do filmu przedstawia główny czarny charakter produkcji, oślizgłego doktora Scotta Callistera (wspaniały jak zawsze Jay Richardson, komisarz-niezguła z serii „Vice Academy”). Callister wraz ze swoją wyuzdaną żoną (przerysowana Delia Shepard) prowadzi podejrzaną klinikę zajmującą się problemami seksualnymi. Ich pacjentki giną z podejrzanych okolicznościach, a w tle majaczy szwindel z polisami na życie.

Jedną z ofiar seksualnej terapii Callisterów jest siostra pięknej Kay Egan (zmarła w pierwszym tygodniu stycznia Tanya Roberts), która postanawia zdemaskować morderców i zatrudnia się w klinice żeby powęszyć. Sprzymierzeńca znajdzie w osobie detektywa ubezpieczeniowego, a oprócz odkrycia swojej prawdziwej tożsamości przez morderców musi się jeszcze obawiać karesów pani Callister. Przed nimi zresztą w jednej z licznych scen erotycznych nie broni się szczególnie długo. Roberts – dziewczyna Bonda z „Zabójczego widoku” i tytułowa Sheena, królowa dżungli – dodaje „Grzechom pożądania” wiele klasy. Ze swoją delikatną chrypką i ironicznymi uśmiechami sprawia, że film Wynorskiego to coś więcej niż tylko kolejny wypełniony seksem thriller z pretekstową fabułą. Roberts miała charyzmę, która nie pozwalała odwrócić oczu od ekranu. I to wspaniale w „Grzechach pożądania” widać. I to mimo tego, że – jak mówił reżyser w 2014 r. – była jedną z nielicznych gwiazd, z którymi nie mógł się dogadać.

Zresztą, nie tylko ona tutaj robi co może. Richardson i Shepard nieźle sprawdzają się w roli duetu kanalii, a w rolach drugoplanowych wystąpiły kultowe gwiazdy także stale współpracujące z Wynorskim. Jest tu więc posągowa Monique Parent, jest Becky LeBeau, która zresztą nagrała piosenki na ścieżkę dźwiękową filmu, jest i Jan-Michael Vincent, czyli Stringfellow Hawke z serialu „Airwolf” oraz Gail Thackray („Hard to Die”). Mniejszą rolę gra tu też…Nick Cassavetes, aktor i reżyser filmowy, który zaledwie kilka lat później był na festiwalu filmowym w Cannes nominowany do Złotej Palmy za „Jak jej nie kochać”.

„Grzechy pożądania”, reż. Jim Wynorski, polskie wydanie VHS