„Białe widmo”. Ubogi kuzyn Rambo

„Białe widmo” („White Ghost”) to klasyczny przykład filmu akcji z nurtu rambosploitation – czyli powstałego po premierze hitu z Sylvestrem Stallone i obliczonego na to, by jakoś zarobić na fali popularności bardziej znanego brata bliźniaka. Choć „Białe widmo” to raczej ubogi kuzyn Rambo, film z Williamem Kattem (seria „Dom” – grał z kolei weterana z Wietnamu zmagającego się z traumą wojenną – oraz serial o Perrym Masonie) ogląda się przyjemnie, akcja jest wartka, a plenery Zimbabwe piękne i przekonujące w roli Wietnamu.

fot. „Białe widmo”, 1988

Katt wciela się tu w rolę Stephena Sheparda – legendarnego żołnierza, który wciąż żyje w wietnamskiej dżungli, mimo że wojna już dawno się skończyła. Shepard kolekcjonuje nieśmiertelniki poległych, zna dżunglę jak własną kieszeń i prowadzi w miarę spokojne życie u boku swojej wietnamskiej ukochanej, Thi Hau, która nosi jego dziecko.

Niestety amerykańskie wojsko przypomina sobie o Shepardzie i postanawia wysłać do Wietnamu oddział, który ma zaginionego odszukać i sprowadzić do USA. Pod wodzą maniakalnego Walkera, który pragnie śmierci Sheparda, komandosi będą musieli zmierzyć się z legendą, jaką przez lata stał się Shepard. Nazywany „Białym widmem” jest w gęstwinie drzew niemal niewidzialny, zabija mechanicznie i – kiedy niebezpieczeństwo zaczyna zagrażać jego ukochanej – staje się bezlitosny.

„Białe widmo” nie zaskakuje, ale dostarcza przyzwoitej rozrywki, choć dość brutalnej, zafiksowanej na akcji i efektownych wybuchach. To, że film ogląda się z zainteresowaniem to też zasługa Katta, który ma sporo charyzmy i świetnie odnajduje się w świecie produkcji klasy B, co pokazał też w licznych horrorach i thrillerach powstałych w latach 80. i pierwszej połowie lat 90. Tutaj na ekranie towarzyszą mu m.in. Reb Brown („Kapitan Ameryka” z lat 70. i „Yor: myśliwy z przyszłości”), Wayne Crawford („3:15 – godzina kobry”) oraz Martin Hewitt, czyli Dan z „Niekończącej się miłości”.

„Białe widmo” wyreżyserował BJ Davis, który na koncie ma też „Laserową misję” z Brandonem Lee. Scenariusz napisał Gary Scott Thompson, dziś już znany jako scenarzysta „Szybkich i wściekłych”, „Człowieka widmo” i – dla mnie najważniejszy film wśród jego dokonań – „W mgnieniu oka” z Rutgerem Hauerem.