„Dollman vs. Demonic Toys”. Najlepszy filmowy crossover w historii

Oto jeden z najwspanialszych crossoverów w historii kina: tytułowy bohater filmu „Dollman” (miniaturowy gliniarz o twarzy Tima Thomersona) sprzymierza się w walce z opętanymi przez siły ciemności zabawkami u boku pięknej policjantki („Szatańskie zabawki”) i nawiązuje romans z pomniejszoną przez kosmiczną energię pielęgniarką z komedii sci-fi „Nieziemska muzyka”.
Wszystkie te filmy wyszły oczywiście ze stajni wytwórni Full Moon Features, która produkcję „Dollman vs. Demonic Toys” dała fanom w 1993 r. Jej reżyserem i scenarzystą jest Charles Band – szef studia zafiksowany na punkcie morderczych zabawek, czemu dał upust m.in. tworząc legendarną serię „Władca lalek”.
„Dollman vs. Demonic Toys” łączy wątki z uwielbianych przez fanów Full Moon Features filmów. Film trwa nieco ponad godzinę, z czego wiele czasu zajmują retrospekcje opierające się na ujęciach z pierwowzorów. Choć pachnie to lenistwem, ostatecznie „Dollman vs. Demonic Toys” to dająca wiele frajdy, samoświadoma produkcja, w której mniej liczą się groza i sceny akcji, a bardziej czarny humor. I naprawdę błyskotliwe pomysły, których Bandowi w latach 90. nie brakowało.

Judith Grey – grana przez Tracy Scoggins bohaterka „Szatańskich zabawek” – w pierwszym filmie wymknęła się demonowi, który opętał zabawki i chciał wykorzystać jej nienarodzone dziecko do swojego wielkiego come backu. Na początku „Dollman vs. Demonic Toys” postanawia wrócić do starego magazynu, gdzie się gnieżdżą i je wykończyć. Przez nocnego stróża i kolegów policjantów zostaje potraktowana jak wariatka – w końcu mówi głośno o morderczych, ożywionych zabawkach. Zdegradowana nie zamierza się poddać i postanawia prosić o pomoc Dollmana, który tak się składa, po wydarzeniach ze swojego solowego filmu układa sobie życie w okolicy. Po drodze nawiązuje romans z piękną siostrą Ginger (Melissa Behr), która została zmniejszona do wielkości lalki Barbie przez kosmitów. Judith przekonuje Dollmana, że tylko on może pokonać zabawki i gonić za nimi w niedostępnych, ciasnych przestrzeniach. A sam demon przybrał niepokojącą postać lalkowego niemowlęcia o wyjątkowo wulgarnym języku i sporej kreatywności jeśli chodzi o wiązanki i żarty słowne.

Lekki humor i sporo żartów sytuacyjnych sprawiły, że „Dollman vs. Demonic Toys” to produkcja bardzo udana. Tak bardzo, że wydaje się stanowczo zbyt krótka. Judith i Dollman mają świetną chemię, a Melissa Behr wspaniale odnajduje się w roli miniaturowej kobiety w opresji, która bierze sprawy w swoje ręce.
Ten film to wspaniały relikt z czasów, gdy Full Moon Features królowało w wypożyczalniach VHS, a produkcje wytwórni – choć tanie i świadome swego tandetnego uroku – miały czar, charyzmatyczną obsadę i świetne ścieżki dźwiękowe.

Film obejrzeć można na stronie fullmoonfeatures.com.