„Nocny pościg”. Brian Bosworth, Brad Dourif i neo-noir

„Nocny pościg” („Midnight Heat”, znany też pod tytułem „Blackout”) to jeden z tych niesłusznie, kryminalnie wręcz niedocenionych filmów akcji z lat 90., które realizacyjnie są bez zarzutu, a dodatkowo mają w sobie odrobinę B-klasowej magii. Reżyserem „Nocnego pościgu” jest Allan A. Goldstein, który na koncie ma m.in. „Życzenie śmierci 5” i „Virusa”. Przy tym ostatnim filmie ponownie zresztą współpracował z Brianem Bosworthem, gwiazdą „Nocnego pościgu”.
Dla Boswortha „Nocny pościg” był w 1996 r. drugim – pierwszy to doskonały „Zimny jak głaz” (1991) – filmem po transferze ze świata sportu (Bosworth to jedna z większych gwiazd futbolu amerykańskiego). Jeśli ktoś miał wówczas predyspozycje, by stać się nową gwiazdą kina akcji to właśnie Bosworth. Kłopot w tym, że trafił na czasy, w które nie rozpieszczały nie tylko nowych twarzy, ale też weteranów kina akcji – imperium VHS powoli chyliło się już ku upadkowi, a widzowie zamiast herosów kina akcji tłukących się po twarzach woleli oglądać bardziej efektowne, finezyjne realizacyjnie kino w stylu „Bez twarzy”, czy „Mission Impossible”. Bosworth zagrał więc w sumie w niewielu produkcjach i szkoda, bo jego charyzma rozsadzała ekran niemal tak samo jak jego masa mięśniowa noszony tu przez jego postać garnitur.

„Nocny pościg” to kino akcji z elementami neo-noir. Bosworth gra tu Johna Graya, urzędnika bankowego, który budzi się w szpitalu po wypadku i nie pamięta, kim jest. Nocami jednak śni o przemocy i tajemniczych zakapiorach, z którymi najwyraźniej ma na pieńku. W swoim biurze w banku nie potrafi się odnaleźć, mentalnie i fizycznie uwiera go też garnitur. W powrocie rzeczywistości po wypadku wspiera go żona, której nie pamięta. Kiedy zostanie zamordowana, a John zorientuje się, że i na jego życie ktoś czyha, zacznie się prawdziwa akcja.
John w podejrzanych spelunkach, przy pomocy wyemancypowanej kelnerki będzie szukał odpowiedzi na nurtujące go pytania: Kim są ludzie z jego snów? Dlaczego chcą go zabić? Czy jest przestępcą objętym rządowym programem ochrony świadków? A może grał do bramki po stronie dobra i jest agentem FBI?
Wszystko to jest bardzo wciągające, Bosworth gra naprawdę nieźle i w kilku scenach nawet wzrusza, a sekundują mu dzielnie sam Brad Dourif w roli głównego oprycha (w latach 90. takich ról nominowany do Oscara za „Lot nad kukułczym gniazdem” grał na pęczki) i żywiołowa Claire Yarlett w USA znana najbardziej ze swej roli w tasiemcu „Dynastia”.

„Nocny pościg” ma urok. Jest tu kilka scen, w których złoczyńcy pokazują swoją ludzką twarz, dialogi bywają zabawne, a hojna garść scen pościgów i strzelanin robi wrażenie. Aż dziw, że film ten powstał na potrzeby telewizji. Dodatkowym plusem jest naprawdę klimatyczna, piękna muzyka napisana przez Terry’ego Plumeri, który swoimi kompozycjami wynosił produkcje klasy B na wyższy poziom. Napisał m.in. muzykę do filmów „Sąd ostateczny” z Bradem Dourifem i Marią Ford, kingowskiego „Oni czasami wracają” i licznych filmów produkowanych przez Rogera Cormana. Plumeri w wieku 71 lat (w 2016 r.) zginął zamordowany przez włamywaczy. Ostatnią ścieżkę dźwiękową napisał do filmu „Cowboy Zombies”.