„Uciec, ale dokąd”. Van Damme jak Eastwood

„Uciec, ale dokąd?” to jeden z lepszych akcyjniaków w dorobku Van Damme’a. Teraz to wiemy, choć w 1993 r. krytycy byli dla filmu Roberta Harmona bezlitośni. Joe Eszterhas zainkasował w 1990 r. trzy miliony dolarów za scenariusz „Nagiego instynktu”. W Hollywood lat 80. i 90. nie było bardziej rozchwytywanego scenarzysty od niego: napisał takie hity jak „Flashdance”, „Pozytywka” i „Zębate ostrze”. Ulubieniec kapituły Złotych Malin (trzy statuetki i trzy nominacje) podpadł światkowi filmowemu scenariuszem do gniota „Showgirls”, po którym jego kariera się załamała. Zanim jednak do tego doszło, wraz z reżyserem Richardem Marquandem („Gwiezdne wojny: Część VI – Powrót Jedi”) napisał „Uciec, ale dokąd?”, hitowy film sensacyjny z Jean-Claude Van Dammem.

Pytany o ten film Eszterhas wzdrygał się z obrzydzeniem. W wywiadach mówił: – Ten scenariusz został mi odebrany i zniszczony przez Van Damme’a. Stracił wrażliwość, stracił głębię. Wolę o nim nie pamiętać.

Z perspektywy belgijskiej gwiazdy kina akcji sprawa wygląda nieco inaczej: – Scenariusz wcale nie był… dobry. Jego autor uścisnął mi dłoń, powiedział, że wprowadzi poprawki, a potem tego nie zrobił – żalił się Van Damme. Tak czy siak, „Uciec, ale dokąd?” pozostaje jednym z jego najlepszych i najbardziej dochodowych filmów. Bez względu na to, co mówi Joe Eszterhas. Scenariusz „Uciec, ale dokąd?” przypomina nieco te znane ze starych filmów z Clintem Eastwoodem i Steve’em McQueenem. Oto skazaniec, Sam Gillen, brawurowo ucieka z transportu więziennego i ukrywa się w lesie. W pobliżu mieszka Clydie, atrakcyjna wdowa z dwójką dzieci. Sam zdobywa jej zaufanie, a w końcu – uczucie. Rozmiękcza jej serce nie tylko tym, że nieźle prezentuje się nago, ale też swoim wspaniałym podejściem do dzieci. Sielanka nie trwa jednak długo, na ziemię Clydie czyhają okrutni deweloperzy, a Sam – który zdążył już zapomnieć, że jest skazany za napad z bronią ręki i morderstwo – będzie musiał znowu wejść na ścieżkę bezprawia. Tym razem po to, aby uratować ukochaną kobietę.

Van Damme w „Uciec, ale dokąd?” tworzy jedną z lepszych kreacji w swojej karierze. Jego Sam to mruk przygnieciony poczuciem winy. Przy Clydie zapomina o swojej przeszłości, ale zdaje sobie sprawę, że nie uda mu się przed nią uciec. W końcu go dogoni i będzie on musiał stawić jej czoło. Stąd brak w „Uciec, ale dokąd?” szczęśliwego zakończenia, dzięki czemu film nabiera głębi, tak nietypowej dla produkcji z Van Dammem. Spora w tym zasługa Roberta Harmona, który zadebiutował w 1986 r. rewelacyjnym „Autostopowiczem” z Rutgerem Hauerem w roli tytułowej. Pod jego batutą Van Damme daje z siebie wszystko, choć rola Sama przyniosła mu jedynie nominację do Złotego Popcornu dla „najbardziej pożądanego mężczyzny”. Grająca Clydie Rosanna Arquette niezbyt dobrze wspomina współpracę z Belgiem. Gwiazda „Pulp Fiction” i „Wielkiego błękitu” twierdzi, że rolę w filmie Harmona przyjęła, bo nie miała innych propozycji.

Ciekawą rolę w „Uciec, ale dokąd?” stworzył Ted „Buffalo Bill” Levine, który w 1993 r. był świeżo po roli jednego zwyrodnialca w „Milczeniu owiec”. W filmie Harmona zagrał więc kolejnego. Recenzje „Uciec, ale dokąd?” były niezbyt pochlebne, film przyniósł jednak producentom krociowe zyski. Kosztował jedynie 15 mln dol., a na całym świecie zarobił ich ponad 50. Dziś uznawany jest za jedno ze szczytowych osiągnięć Van Damme’a i – choć można się przyczepić do dialogów i schematycznego scenariusza – patrząc na późniejsze filmy Belga trudno się nie zgodzić z tą opinią.