„Uniwersalny żołnierz”. JCVD i Dolph Lundgren po raz pierwszy

Jean-Claude Van Damme i Dolph Lundgren występujący razem w jednym filmie na początku lat 90. gwarantowali powodzenie. Zwłaszcza jeśli grali śmiertelnych wrogów. „Uniwersalny żołnierz” z 1992 r. może nie okazał się spektakularnym sukcesem kasowym (kosztował 23 mln dol., a przyniósł producentom 36 mln), ale ugruntował pozycję obu gwiazd kina akcji jako królów ery VHS. I co z tego, że Dolph Lundgren za wszelką cenę starał się być Marlonem Brando z „Czasu Apokalipsy”, a dramatyczna gra aktorska Van Damme budzi śmiech? Film doczekał się pięciu kontynuacji (dwóch telewizyjnych) i gry komputerowej na podstawie filmowych wątków. I stał się jednym z flagowych filmów lat 90. Nawet teraz, po prawie 30 latach wciąż ogląda się go z przyjemnością. Jest rok 1969, trwa wojna w Wietnamie. Luc Deveraux (Van Damme) stara się powstrzymać wyższego stopniem Andrew Scotta (Lundgren) przed masakrą ludności cywilnej. Scott, podobnie jak Kurtz w „Czasie Apokalipsy”, zatracił się w okrucieństwie, choć wiele wskazuje na to, że do Wietnamu przyjechał już nieco skrzywiony. Kiedy Deveraux zbliża się do wioski, w której Scott rozpętał krwawą jatkę, widzi nie tylko martwych Wietnamczyków, ale też amerykańskich żołnierzy. Wszyscy mają odcięte uszy. W kolejnej scenie Scott robi sobie z nich naszyjnik, siedząc przy ognisku i mamrocząc do siebie o zdradzie.

Pomiędzy żołnierzami wywiązuje się walka, w której obaj giną. Armia USA chce jakoś zatuszować incydent, rodzinom obu żołnierzy przekazuje więc, że „zaginęli w akcji”. Zamiast jednak pochować ich z honorami, naukowcy armii modyfikują Scotta i Deveraux genetycznie, ożywiają i wcielają do specjalnej jednostki cyborgów, która ma zwalczać terroryzm. Jednak nienawiść pomiędzy mężczyznami jest silniejsza. Wracają wspomnienia. Wkrótce nowa misja nie będzie miała znaczenia. A liczyć się będzie tylko zemsta. „Uniwersalny żołnierz” wygląda lepiej niż mogłoby się wydawać. Być może dlatego, że za kamerą stanął Niemiec Roland Emmerich, dla którego był to drugi w pełni hollywoodzki film po nieco zapomnianym (a szkoda!) „Księżycu 44”. Emmerich ma smykałkę do kina akcji, czuje s-f, co udowodnił m.in. w „Gwiezdnych wrotach”, „Dniu niepodległości” i „Godzilli”. Oscara za reżyserię raczej nie dostanie, ale można na nim polegać, jeśli chodzi o widowiskowe eksplozje i sceny walki.

Lundgren i Van Damme świetnie się sprawdzają w rolach milczących, sztywnych cyborgów, co nie najlepiej świadczy o ich umiejętnościach aktorskich, ale Emmerich nie zmuszał ich na szczęście do wygłaszania głębokich monologów. Zresztą publiczność nie spodziewała się popisów aktorskich po „Cyborgu” i „Punisherze”. Szwed i Belg byli wtedy na fali, nikogo nie obchodziło, że akcent amerykańskich żołnierzy brzmi średnio amerykańsko. Jedyną osobą, która miała w „Uniwersalnym żołnierzu” coś do zagrania była Ally Walker. Jej Veronika Roberts to wścibska dziennikarka telewizyjna, która pali jak smok i przeklina. Oczywiście zostaje wciągnięta w intrygę i razem z Deveraux ma na karku nie tylko amerykańską armię, ale co gorsza – Scotta.

Walker to bardzo charyzmatyczna aktorka, która często wciela się w bohaterki, które nie budzą sympatii. Świetnie zagrała w „Synach Anarchii”, ostatnio można ją było oglądać też w serialu „Taxi Brooklyn”. W „Uniwersalnym Żołnierzu” spisała się nieźle, zapisując się w historii kina akcji już na zawsze. Walker nie pojawiła się jednak w żadnym sequelu „Uniwersalnego żołnierza”, co wydaje się całkiem zrozumiałe. Pierwsza kontynuacja powstała po siedmiu latach, dopiero w 1999 r.. „Uniwersalny żołnierz: Powrót” był całkowitą klapą – kosztował 46 mln dolarów, zwróciło się z nich zaledwie dziesięć. Van Damme powtórzył swoją rolę, ale Lundgren, którego bohater ginie w pierwszej części – nie. Być może rozdzielenie modyfikowanych genetycznie wrogów zniechęciło widzów (oraz to, że film był tragicznie zły) i już w 2009 r. producenci naprawili swój błąd. W „Uniwersalnym żołnierzu: Regeneracji” wraca Scott, a Deveraux ratuje świat przed terrorystami, którzy opanowali elektrownię w Czarnobylu. W 2012 r. powstał „Uniwersalny żołnierz: Dzień odrodzenia”, w którym Lundgren i Van Damme znowu grają razem.

W latach 90. powstały jeszcze dwa telewizyjne filmy, w których jednak nie pojawiły się gwiazdy znane z oryginału. Dziś zarówno Lundgren, jak i Van Damme nie są już tak rozchwytywani, choć obaj radzą sobie lepiej niż jeszcze 10 lat temu, kiedy wegetowali na strychu Hollywood. Udało im się m.in. przypomnieć o sobie w serii „Niezniszczalni”, Van Damme miał też swój własny – bardzo zresztą udany – serial komediowy, a Lundgren wrócił jeszcze w „Aquamanie”. Panowie zagrali też razem w 2018 r. w akcyjniaku „W otchłani”. Promocja „Uniwersalnego żołnierza” kręciła się m.in. wokół rzekomego konfliktu obu gwiazd. Na Festiwalu w Cannes w 1992 r. Lundgren i Van Damme zaczęli się nawet przepychać i szturchać. Lata później, Lundgren przyznał, że sfingowana bijatyka była elementem promocji filmu.