„Śmiertelny grzech”. Alyssa Milano jako zakonnica

Jak wiele dziecięcych gwiazd lat 80. – np. Soleil Moon Frye („Punky Brewster”) czy Drew Barrymore („E.T.”, „Podpalaczka”) – Alyssa Milano też musiała zaliczyć trudny transfer z aktorstwa dziecięcego do świata dorosłych. I jak wspomniane aktorki wybrała najkrótszą drogę – występy w thrillerach erotycznych przeznaczonych na półki wypożyczalni. W pierwszej połowie lat 90. Milano, którą widzowie w latach 80. kojarzyli m.in. jako córkę Arnolda Schwarzeneggera w kultowym „Komando”, zagrała m.in. w fatalnym horrorze erotycznym „W objęciach wampira”, „Trującym bluszczu 2” (zastępując zresztą Barrymore, która wystąpiła w części pierwszej) i „Śmiertelnym grzechu” („Deadly Sins”). Ten ostatni z trzech przytoczonych tu tytułów jest zdecydowanie najlepszy. Szkoda więc, że jednocześnie najmniej popularny.

„Śmiertelny grzech”, 1995

„Śmiertelny grzech” premierę na kasetach VHS miał w 1995 r. To film w reżyserii Michaela Robisona, faceta od popularnych seriali telewizyjnych. Oprócz Milano grają tu jeszcze m.in. David Keith („Oficer i dżentelmen”, „Indianin w kredensie”) i znana m.in. z serialu „Beverly Hills 90210” Heidi Lenhart. „Śmiertelny grzech” to trochę thriller erotyczny, a trochę kryminał. Akcja tej kanadyjskiej produkcji toczy się w zakonie położonym na małej wyspie. Przybywa na nią nowy szeryf- Jack Gales (Keith) i od razu gorliwie zabiera się do badania tajemniczych zniknięć nowicjuszek i uczennic przyklasztornej szkoły. Zdaniem niektórych – nazbyt gorliwie. Ewidentnie komuś bardzo zależy na zatuszowaniu podejrzanych zniknięć, a jak się właściwie później okaże – rytualnych morderstw. Jack rzuci się w wir śledztwa, a pomoże mu w nim nowicjuszka Cristina, która do zakonu przyjechała niedawno i pełni w nim funkcję sekretarki. Czy jest tą, za kogo się podaje?

„Śmiertelny grzech” nie wyróżnia się na tle innych, podobnych filmów ani fabułą (rozwiązanie zagadki może co najwyżej wywołać przewrócenie oczami), ani aktorstwem, ani nawet nagromadzeniem makabry czy golizny (a te jak wiadomo idą ręka w rękę w thrillerach ery wypożyczalni kaset wideo). Wyróżnia się za to bez wątpienia klimatem. Film został pięknie sfotografowany przez Barry’ego Gravelle’a, a w tle słychać pełną klasy ścieżkę dźwiękową skomponowaną przez Barrona Abramovitcha, który swe pomysły realizował niestety jedynie w kinie klasy B – jego twórczość słychać także m.in. w filmach „Wizerunek mordercy” i „Hard Evidence”. Film ogląda się z zainteresowaniem, Milano i Keith mają ekranową chemię, która sprawia, że można przymknąć oko na scenariuszowe niedociągnięcia. Przyjemny seans.