„Przeżyć siebie”. Ostatni film Larry’ego Cohena

Larry Cohen był jednym z najoryginalniejszych twórców kina gatunkowego lat 70. i 80. Jako reżyser dał światu m.in. trylogię „A jednak żyje”, kultową „Substancję”, niedoceniany „Ambulans” i ostatni film z Bette Davis czyli „Podłą macochę”. Jako scenarzysta przyłożył rękę do powstania takich perełek kina kultowego, jak „Maniakalny gliniarz” i „Porywacze ciał” czy „Telefon”, a swoje filmy zwykle też produkował osobiście. Zmarł w 2019 r. pozostawiając po sobie kilkadziesiąt tytułów ukochanych przez wielbicieli kina ery VHS.
W latach 90. Cohen trochę reżyserował, ale większość filmów wyprodukowanych wówczas z jego udziałem powstało po prostu według jego scenariusza – np. „Eks” z Yancy Butler czy „Dawca” z Kevinem Dillonem. Ostatnim filmem wyreżyserowanym, napisanym i wyprodukowanym przez Cohena jest jednak „Przeżyć siebie” – telewizyjny thriller z 1995 r. (z kolei ostatnim w jego reżyserii jest powstały w 1996 r. akcyjniak „Original Gangstas” z Fredem Williamsonem). Film wyemitowany został przez stację USA Network, a w 1998 r. wydany na kasetach wideo.

Rozpaczliwie poszukując Susan

Tak, jak w wielu swych innych filmach, Cohen bawi się w „Przeżyć siebie” wątkami obsesji, skradzionej tożsamości i desperacji. Główną bohaterką jest tu Susan – nieco zahukana młoda kobieta, która zmaga się z niepewnością siebie i tęsknotą za ojcem, który odszedł, gdy była dzieckiem. Przy wejściu do modnego w Los Angeles klubu poznaje Nicole, wyszczekaną blondynkę w mocno wyciętym stroju. Mimo dzielących je różnic, kobiety zaprzyjaźniają się i zaczynają spędzać ze sobą coraz więcej czasu. Dzięki Nicki Susan nabiera pewności siebie, a Nicole zyskuje wreszcie przyjaciółkę. Ta idylla nie trwa jednak długo.

Pewnego wieczoru Nicole przeszywa ostry ból brzucha, a Susan zawozi ją do szpitala, gdzie godzinami czekają na pomoc medyczną. Nicole nie ma ubezpieczenia zdrowotnego, Susan postanawia więc pomóc przyjaciółce. I wpisuje swoje dane w szpitalnym formularzu, ufają, że kiedy Nicole wyjdzie ze szpitala, nikt nawet nie zauważy ich małego oszustwa. Susan zapowiada w pracy, że będzie miała operację i prosi o wolne. Jedzie na krótkie wakacje, ale jej plan bierze w łeb. Nicole umiera w szpitalu pod jej nieobecność. A właściwie – umiera Susan, bo takie dane podały przecież w dokumentach. Susan traci pracę, dostęp do kont bankowych i mieszkanie. Nie mając wyboru przybiera więc nową tożsamość i staje się Nicole. Okazuje się, że sprawami pogrzebowymi i spadkowymi zajął się od lat niewidziany ojciec Susan wraz z jej bratem. Pozwali też szpital na grube miliony za zaniedbanie (Nicole zmarła z powodu podania złej grupy krwi), a Susan zaczyna podejrzewać, że śmierć jej przyjaciółki nie była przypadkowa.

„Przeżyć siebie” pozostawia niedosyt

„Przeżyć siebie” to nieźle skonstruowany thriller psychologiczny, którego siłą nie jest ani zaskakujące zakończenie (da się je rozgryźć mniej więcej w 30 minucie filmu) ani też intryga. Film Cohena jest po prostu nieźle zagrany. Crystal Bernard („Skrzydła”) jako Susan jest przekonująca i wzbudza współczucie widza, a Nicole ma twarz Traci Lords, która co prawda szybko znika z ekranu ale robi – jak zawsze – duże wrażenie.

W produkcji wystąpił też Judge Reinhold w roli pianisty, który pomaga Susan rozwikłać zagadkę. I oczywiście skrywa też mroczny sekret. „Przeżyć siebie” to interesujący choć przewidywalny thriller z kilkoma zwrotami akcji i umiejętnie budowanym napięciem. Po seansie pozostaje jednak pewien niedosyt. Może dlatego, że po ostatnim filmie Larry’ego Cohena mamy pełne prawo spodziewać się czegoś więcej.