ELVIRA, MISTRESS OF THE DARK, Cassandra Peterson, 1988, (c)New World Pictures

„Elvira, władczyni ciemności” i jej demoniczny biust

Dodaj szczyptę Morticii Adams, garść Vampiry, trochę tandetnego rocka z lat 80., język dziewczyny z przedmieść, głęboką wyciętą, czarną suknię i miłość do campu. Zamieszaj. I odsuń się od garnka, bo to prawdziwie wybuchowa mieszanka – Elvira, Władczyni Ciemności. Królowa kiepskich filmów narodziła się na początku lat 80., kiedy Cassandra Peterson, rudowłosa dziewczyna z Kansas i gwiazdka Las Vegas dostała od stacji KHJ-TV swój własny show „Fright Night”.

Producenci chcieli, żeby horrory prezentowała kobieta. Zależało im na tym, aby rolę objęła Maila Nurmi, czyli legendarna Vampira i udało im się ją nawet przekonać, ale Nurmi odeszła, kiedy stacja odmówiła obsadzenia w roli Vampiry ciemnoskórej Loli Falany. Producenci zorganizowali casting, który wygrała Peterson.

ELVIRA, MISTRESS OF THE DARK, Cassandra Peterson, 1988, (c)New World Pictures

Cassandra wpadła na pomysł, aby Elvira była punkrockową księżniczką mroku w czarnej sukni i kiepskim słownictwem. Wykreowana przez nią bohaterka szybko zdobyła wielką popularność, nie tylko dzięki swojemu seksapilowi, ale też przede wszystkim – inteligencji Peterson, która komentując złe filmy była bardzo sarkastyczna.

Peterson świetnie zresztą wykorzystała popularność stworzonej przez siebie postaci. Elvira to dziś nie tylko ikona popkultury, ale też – dochodowa marka. Na jej stronie internetowej można kupić praktycznie wszystko, czego może zapragnąć prawdziwy fan Elviry – koszulki, spódnice z twarzą bohaterki na pupie, kubki, zdjęcia, plakaty, płyty, filmy na płytach DVD i wiele innych. Peterson, dziś już 66-letnia nadal wciska się w kostium Elviry, spotyka z fanami i roztacza swój mroczny urok.

ELVIRA, MISTRESS OF THE DARK, Cassandra Peterson, 1988, (c)New World Pictures

Popularność Elviry sprawiła, że kwestią czasu było wyprodukowanie pełnometrażowego filmu z królową campu w roli głównej. Peterson współtworzyła scenariusz i naturalnie – zagrała główną rolę. W filmie „Elvira, Władczyni Ciemności” Elvira, prezenterka pewnej stacji telewizyjnej i wielbicielka kiepskich filmów nieoczekiwanie otrzymuje spadek po tajemniczej ciotce. W nadziei, że pieniądze pozwolą jej na rozpoczęcie upragnionej kariery w Las Vegas jedzie do małej mieściny, aby go odebrać. Oczywiście, nie wszystko idzie zgodnie z planem. Elvira co prawda, dostaje spadek, ale nie taki, jakiego się spodziewała.

ELVIRA, MISTRESS OF THE DARK, Cassandra Peterson, 1988, (c)New World Pictures

W udziale przypada jej zrujnowany dom, który wygląda jak rezydencja psychopatycznego mordercy i stara książka z przepisami kulinarnymi. W dodatku jej wydekoltowane suknie nie przypadają do gustu mieszkańcom małego miasteczka, zwłaszcza tym w spódnicach. Za plecami Elviry knuje jej wuj, który chciałby położyć łapy na książce z recepturami, bo oczywiście to nie jest zwykła książka, a księga zaklęć. A Elvira jest tak naprawdę potomkinią potężnych czarownic. Będzie jeszcze musiała uniknąć spalenia na stosie, ale co to dla niej! To wszystko zrobi oczywiście na niebotycznie wysokich obcasach.

ELVIRA, MISTRESS OF THE DARK, Cassandra Peterson, 1988, (c)New World Pictures

Film wyreżyserowany przez Jamesa Signorelli (SNL i „Łatwe pieniądze”) nie jest specjalnie mądry. Ani bardzo zabawny. Można go jednak z dużym przymrużeniem oka brać za krytykę małomiasteczkowej mentalności, z zwłaszcza – nietolerancji dla inności. Elvira jest rozwiązła i w ogóle się z tym nie kryje, nie ma wątpliwości, że gorszy i w dodatku – jej ekscentryczny sposób bycia zupełnie nie pasuje do pruderyjnego małego miasteczka, w którym decyduje się na jakiś czas pozostać. Ale ma dobre serce, wprowadza w nudną rzeczywistość mieszkańców nieco koloru i pokazuje mieszkającym w miasteczku nastolatkom, że warto być sobą. To dość konwencjonalny morał, ale zawsze warto o tym pamiętać. Elvira jest też feministką i obrończynią praw kobiet. A to, nawet w groteskowym, campowym sosie zawsze zasługuje na pochwałę.

Cassandra Petersen jest Elvirą, do grania miała zatem niewiele. Ma kupę wdzięku, niesamowite ciało, które zabójczo prezentuje się w czarnym kostiumie i trudno oderwać od niej oczy. Co ciekawe, za rolę w tym filmie zdobyła dwie nominacje – jedną do Złotej Maliny, dla najgorszej aktorki, drugą – do Saturna, dla najlepszej. Petersen bawi się swoim wizerunkiem, eksploatuje go czasami mało umiejętnie, a czasami – zabawnie (scena otwierania bramy biustem), zawsze jednak pozostaje wierna sobie.

Lata później, w 2001 roku powstała druga część filmu, ale poświęcę mu niebawem osobny wpis.