„Nieśmiertelny”. Tak, może być tylko jeden

„Może być tylko jeden” to dziś jeden z najsłynniejszych cytatów filmowych w historii kina. Kiepskie sequele „Nieśmiertelnego” (wszystkie cztery) pokazują, że slogan z plakatu okazał się prawdziwszy, niż mogło się wydawać.Russell Mulcahy – reżyser „Nieśmiertelnego” – nie wiedział, kogo obsadzić w roli szkockiego górala, który nie może umrzeć. Niewiele brakowało, a Connora MacLeoda, ikonicznego dziś bohatera, zagrałby Mickey Rourke. Rozmyślił się. Podobnie jak Kevin Costner, Mel Gibson i Sting. Ktoś wpadł nawet na pomysł, żeby w postać krewkiego Szkota wcielił się obciachowy zapaśnik, Hulk Hogan. Na szczęście postanowił skupić się na karierze sportowej. Gdyby nie to, ‚Nieśmiertelny” pewnie stałby w wypożyczalni VHS tuż obok „Pana niani” i „Gromu w raju”. Christopher Lambert podobno dostał rolę przypadkiem. Mulcahy wertował kolorowy magazyn i trafił na zdjęcie Francuza, który prezentował tors jako Tarzan, Władca Małp. 

fot. kadr z filmu

Christopher Lambert jako Connor

Jego angielski nie był perfekcyjny, a miał przecież zagrać rodowitego Szkota. W 2016 roku, w 30. rocznicę premiery filmu, aktor wspominał, że szefowie wytwórni Cannon w czasie pierwszego spotkania wyglądali ma skonsternowanych. I nic dziwnego. Jego Connor MacLeod mówi tak, jakby jego kwestie były niespodzianką dla niego samego. Na szczęście, nie miało to większego znaczenia.

fot. kadr z filmu

Te drobne problemy nie przeszkodziły jednak „Nieśmiertelnemu” w staniu się jednym z najsłynniejszych filmów lat 80. Dzieło Mulcahy’ego to jeden z tych kultowych filmów lat 80., które okazały się klapą, ale odżyły w wypożyczalniach kaset VHS. Fabuła jest prosta: 18-letni Connor MacLeod ginie w czasie bitwy, ale ożywa. Wygnany przez mieszkańców rodzinnej wioski, którzy boją się wszystkiego, co inne, tuła się przez następne kilkaset lat po świecie, walcząc z innymi Nieśmiertelnymi o „nagrodę”.

Kolejne części „Nieśmiertelnego”

Nieśmiertelnego można zabić tylko w jeden sposób – obcinając mu głowę. Film obfituje więc w widowiskowe sceny walki, które rozgrywają się przy muzyce legendarnego zespołu „Queen” (to z tego filmu pochodzi przebój „It’s a kind of magic”). Rola Connora była dla Christophera Lamberta trampoliną do sławy. Sławy, której nie udało mu się w pełni wykorzystać, bo po „Nieśmiertelnym” jego kariera zwolniła. Co prawda zagrał (i to całkiem nieźle) w „Zabić księdza” Agnieszki Holland, słabej „Fortecy” i był jasnowłosym Lordem Raydenem w „Mortal Kombat”, ale nigdy nie udało mu się zerwać z MacLeodem, który podążał za nim jak cień.

fot. kadr z filmu

Pewnie dlatego aktor postanowił zagrać w trzech kolejnych częściach „Nieśmiertelnego”, w tym w tragicznej dwójce, której istnienie starają się ignorować nawet najwierniejsi fani serii. Lamberta ostatnio do współpracy zaprosili bracia Coen, którzy obsadzili go w roli zbereźnego reżysera w filmie „Ave, Cezar”.

Sean Connery i inni

Oprócz Christophera Lamberta w filmie wystąpił też Sean Connery. Były Bond zagrał mentora głównego bohatera, którego odnajduje w górach i uczy, jak walczyć, aby zachować głowę na karku. Jako okrutny Kurgan, nazywany jednym z najlepszych antagonistów w historii kina, wystąpił Clancy Brown czyli kapitan Baron Hadley ze „Skazanych na Shawshank”.

fot. kadr z filmu

Connery na swoje nieszczęście postanowił powtórzyć rolę Egipcjanina mówiącego ze szkockim akcentem w drugiej części „Nieśmiertelnego”. Scenarzyści litościwie sprawili mu szybką, choć dość bezsensowną śmierć, niesmak jednak pozostał. Mulcahy wspomina, że mierzący niemal dwa metry Brown był tak onieśmielony obecnością legendy kina, że psuł swoje ujęcia z Connerym. – Mówił: przepraszam, ale to Sean Connery – mówi reżyser w jednym z wywiadów.

Connery, który w Hollywood ma opinię luzaka, starał się rozładowywać napięcie licznymi butelkami domowej szkockiej. – Mój mózg prawie się przez to zlasował – kwituje Mulcahy. Scenariusz „Nieśmiertelnego” napisał Gregory Widen, który na koncie ma też m.in. „Armię Boga” i „Ognisty podmuch”. Gdyby nie pojechał na wakacje do Szkocji, pewnie nie wymyśliłby historii o smutnym góralu, który kolejne stulecia musi przeżywać samotnie.

Uznanie po latach

Film nie został w 1986 zbyt dobrze odebrany przez krytyków. Matt Ford z BBC był najbardziej wyrozumiały. Napisał: „Nauczyłem się doceniać ten film po latach. Jest oryginalny i wciągający”. Wcześniej szydził z kiepskiej narracji i nieporadnego aktorstwa. „Nieśmiertelny” szybko jednak odrobił straty na rynku wideo, dorabiając się statusu dzieła kultowego. Idąc za ciosem, reżyser Russell Mulcahy postanowił w 1992 nakręcić drugą część. I wtedy okazało się, że naprawdę „może być tylko jeden”.

fot. kadr z filmu

W 1992 roku powstał też serial, w którym głównym bohaterem jest Duncan MacLeod. Obaj MacLeodowie spotkali się w czwartej części z serii, w której Connor traci głowę. Nie przeszkodziło to producentom w nakręceniu 5. filmu, który obejrzeć mogą jedynie najzagorzalsi fani serii. Serial jednak zbierał pozytywne recenzje i dorobił się sporej rzeszy fanów. Oprócz tej wariacji na temat filmu, powstały jeszcze serie animowane, powieści ze świata Nieśmiertelnych, a w 2008 roku fanów zelektryzowała plotka o powstaniu remake’u. W tym tygodniu plotka została potwierdzona.

Za kamerą stanie ojciec Johna Wicka, Chad Stahelski, który myśli o trylogii z „Nieśmiertelnym” w roli głównej. Miejmy nadzieję, że zanim się za nią zabierze, obejrzy nieudane sequele i wyciągnie z nich stosowne wnioski.