„Zimny jak głaz”. Pan Brian Bosworth uprzejmie zaprasza

Już pierwsze sceny, w których Brian Bosworth w nieco futurystycznym kubraku i swojej popisowej fryzurze na „czeskiego piłkarza”, z palcem w nosie, rozbija gang rabusiów i ratuje zakładników, zwiastują z jakim filmem mamy do czynienia.

STONE COLD, Brian Bosworth, 1991

Z takim, który każdy z nas obejrzał 5678576 razy. Czasami główny bohater miał twarz Sylvestra Stallone, czasami Chucka Norrisa, nigdy jednak nie był tak niedorzecznie cool jak wtedy, gdy obnosił nieco groteskową fryzurę Boswortha. „Zimny jak głaz” z 1991 roku nie zadowoli fanów Bergmana, ale wielbiciele kina klasy B okraszonego wybuchami i nieco patetycznymi onelinerami, które gwarantują cios w twarz, będą zadowoleni.

Fani Briana Boswortha, legendy amerykańskiego futbolu, tym bardziej, bo facet debiutuje tu w roli niepokornego gliniarza, a film „Zimny jak głaz” zaowocował karierą filmową tego kontuzjowanego atlety i pozwolił mu dołączyć do grona gwiazd ery VHS.

STONE COLD, Lance Henriksen, Brian Bosworth, 1991, (c)Columbia Pictures

Ale od początku. Bosworth na przełomie lat 80. i 90. był ulubieńcem Ameryki. Liczył sobie niemal 1,90 m. wzrostu, obok jego fryzur nie można było przejść obojętnie, a jego nonszalancka postawa uczyniła z niego bohatera bulwarówek. Po poważnej kontuzji ramienia, która zakończyła jego sportową karierę po kilku sezonach, Bosworth zaczął rozglądać się jednak za nowym fachem.

Atletyczna sylwetka i twarz greckiego herosa sprawiły, że chętnie przygarnęło go Hollywood, które na początku lat 90. było fabryką kina akcji. Bosworth dostał więc rolę w filmie „Zimny jak głaz”. Pod batutą Bruce’a Malmutha („Wygrać ze śmiercią”, „Nocny jastrząb”) miał wcielić się w pyskatego gliniarza, który na zlecenie FBI infiltruje niebezpieczny gang motocyklowy.

STONE COLD, Illana Diamant, Brian Bosworth, 1991, (c)Columbia Pictures

Malmuth został jednak zwolniony, a zastąpił go Craig R. Baxley („Mroczny anioł” z Lundgrenem). Zwolnienie reżysera w samym środku produkcji nie było jedynym problemem, z jakim musiała zmierzyć się ekipa „Zimnego jak głaz”.

Grany przez Boswortha Joe Huff w pierwotnej wersji scenariusza miał żonę i dzieci, wiele scen z ich udziałem zostało już nawet nakręconych. Ostatecznie jednak producenci uznali, że lepiej, aby bohater był wolnym strzelcem i żadne z tych ujęć nie zostało wykorzystane.

Budżet jednak stopniał, a że był niemały (25 milionów dolarów), wytwórnia „Columbia Pictures” liczyła na to, że przynajmniej się zwróci.

STONE COLD, Brian Bosworth, Arabella Holzbog, 1991, (c)Columbia Pictures

Film został też pocięty, wiele scen usunięto, aby otrzymał kategorię wiekową R. Grający Chainsa, szalonego szefa gangu motocyklowego, Lance Henriksen, król charyzmy, sam pisał swoje kwestie i widać było, że świetnie się bawi w swojej nieco przerysowanej roli.

Zresztą, pomimo licznych niedociągnięć, „Zimny jak głaz” to dziś flagowy przykład kina akcji lat 90. Szukający na każdym kroku nowych twarzy hollywoodzcy producenci postawili na Boswortha, który urodził się po to, aby cedzić sardoniczne uwagi, napinać mięśnie i po prostu dobrze prezentować się na rozpędzonym motocyklu.

fot. IMDB

Bosworth ma charyzmę, wdzięk i poczucie humoru, które widać było już na reklamującym film zwiastunie. Z muzyką poważną w tle wymienia popularne stereotypy na swój temat, a wmontowane w klip sceny z filmy ironicznie pokazują, że stereotypy te nie są wcale takie nietrafione.

Gdyby nie Bosworth, „Zimny jak głaz” byłby znacznie gorszym filmem. To futbolista ciągnie ten kram do przodu. Ostatecznie, historie o twardych glinach infiltrujących pod przykrywką gangi motocyklowe widzieliśmy już wiele razy. Nigdy wcześniej jednak gliny nie grał Brian Bosworth, koleś stworzony do bycia herosem kina klasy B.

fot. IMDB

Bosworth jednak nie udźwignąłby sam tej prostej historii. Henriksen jako Chains kradnie Bosworthowi sceny, dzięki swojemu doświadczeniu i ironicznemu podejściu do scenariusza. Facet, który całe życie gra drugie plany i czarne charaktery wspaniale odnalazł się jako maniak przekonany, że ma misję. I że doprowadzi ją do końca zostawiając za sobą smugę krwi.

Na drugim planie jest tu też William Forsythe, znany m.in. z „Szukając sprawiedliwości”, choć ja najbardziej lubię go w „Kuli w łeb”, gdzie u boku Dona Johnsona gra śliskiego agenta FBI z awersją do przeklinania.

„Zimny jak głaz” był klapą finansową. I to dość spektakularną. Spory budżet został wyrzucony w błoto, a przychody z kinowych biletów wynosiły jedynie nieco ponad 9 milionów dolarów.

fot. MGM

Michael Douglas, który film wyprodukował, uprzejmie poprosił o usunięcie jego nazwiska z napisów początkowych. Sam Brian Bosworth w 1992 roku zdobył nominację do Złotej Maliny dla najgorszego nowego aktora. Podobnie jednak jak Joe Huff, Bosworth wzruszył po prostu ramionami, jak zawsze, gdy na plecach ktoś łamie mu kij do bilarda.

Od 1991 roku zagrał w ponad 20 filmach, a wszystkie z nich zajmują szczególne miejsce w sercach fanów kina akcji. „Był sobie twardziel”, „Znowu w akcji”, „Nocny pościg” – te tytuły mówią wszystko, co powinniście wiedzieć o fabule. A przy takim ładunku charyzmy i fajności jaką posiada Bosworth, jest ona raczej drugorzędna.