„Człowiek-demolka”. Psychopatyczny przestępca vs. psychopatyczny glina

Mamy rok 1996. Twardy glina, John Spartan niezłomnie ściga psychopatycznego Simona Phoenixa, maniakalnego mordercę, który żyje dla chaosu i kocha przemoc. W scenie otwierającej film tych dwóch bohaterów ściera się w emocjonującym pojedynku. Phoenix wziął kilkudziesięciu zakładników, a Spartan próbuje ich ocalić. W opuszczonym budynku dochodzi do tragedii: zakładnicy giną, a Spartan zostaje potraktowany jak przestępca.

fot. IMDB

Przełożeni uznają, że to jego niesubordynacja doprowadziła do śmierci cywili. Wraz z Phoenixem, potraktowany jak przestępca, zostaje przetransportowany do nowoczesnego więzienia przyszłości i zamrożony na kilkadziesiąt lat. Po 36 latach budzi się w świecie przyszłości, w którym przemoc to tylko koncept, a policjanci nie są wyszkoleni do walki ze złem. Budzi się, bo Phoenix uciekł.

A psychopatycznego przestępcę może schwytać tylko…psychopatyczny glina. Pomoże mu zafascynowana popkulturą lat 90. Lenina Huxley, nosząca nazwisko po Aldousie, geniuszu literatury sci-fi, autorze „Nowego wspaniałego świata”, policjantka.

fot. IMDB

„Człowiek-demolka” to film z 1993 roku, który nieco wyprzedzał swoje czasy. Wizja przeszłości prezentowana w tym kinowym hicie z Sylvestrem Stallone’em w roli głównej dziś wydaje się zadziwiająco trafna. W zautomatyzowanym świecie oldschoolowy przestępca, który ma prawo i zasady w głębokim poważaniu wywołuje popłoch. I panikę wśród stróżów prawa.

Postaci są zabawne, dialogi błyskotliwe, Stallone nieźle sprawdza się w roli twardego gliniarza, którego granie ma we krwi, ale to Wesley Snipes w roli Phoenixa skupia na sobie całą uwagę. Z dwukolorowymi soczewkami i tlenioną fryzurą, którą skopiował potem Dennis Rodman, jest złoczyńcą przyszłości, złem wcielonym, który okazjonalnie sypnie jakimś zabawnym komentarzem. Sandra Bullock w roli Leniny ma urok i luz i nic dziwnego, że chwilę po premierze stała się jedną z najbardziej uwielbianych gwiazd w historii kina.

fot. kadr z filmu

„Człowiek-demolka” to film, który w momencie premiery, w 1993 roku, był kryminalnie niedoceniony. Ani świetne efekty specjalne, ani montaż nie zdobyły uznania w sezonie nagród, choć film Marco Brambilli zdobył trzy nominacje do Saturnów w kategoriach technicznych. Bullock załapała się za to na nominację do Złotej Maliny, zupełnie niesłusznie.

„Człowiek-demolka” był kasowym hitem. Kosztował blisko 70 milionów dolarów, a zarobił w kinach dwa razy tyle. W planach był nawet sequel, ale ostatecznie wytwórnia Warner Bros zrezygnowała z tego pomysłu.

Początkowo rolę Spartana miał zagrać Steven Seagal, a Phoenixa – Jean-Claude Van Damme. Ten ostatni nie chciał jednak wcielać się w czarny charakter, bo w pierwszej połowie lat 90. miał już renomę etatowego herosa kina akcji. Proponował zamianę ról, na to z kolei nie chciał zgodzić się Seagal. Stallone, który ostatecznie wcielił się w Spartana, chciał, aby Phoenixa zagrał Jackie Chan, z którym prywatnie się przyjaźni. Ale Chan też nie miał ochoty na granie maniaka.

Oprócz Stallone’a, Snipesa i Bullock, w filmie zagrali m.in. komik Dennis Leary, Bob Gunton, czyli naczelnik Norton ze „Skazanych na Shawshank”, Benjamin Bratt, Nigel Hawthorne i Jesse Ventura. Głosu komputerowi przyszłości użyczyła…Adrienne Barbeau („Mgła”, „Ucieczka z Nowego Jorku”). Ale „Człowieka-demolkę” otaczały też kontrowersje.

Węgierski pisarz, István Nemere, oskarżył scenarzystów o to, że skopiowali toczka w toczkę fabułę jego książki. Uznał jednak, że nie ma szans z prawnikami wielkiej wytwórni i odpuścił walkę o swoje prawa. Tak, czy siak – „Człowiek-demolka” to lektura obowiązkowa dla fanów sci-fi, Stallone’a, Bullock i po prostu – dobrego kina akcji, którego już zwyczajnie nie robią.