„Trzynasty wojownik”. Niedocenione dziwadło

Zagadka: Jaki to film? Grupa twardzieli tropi w dziczy potwora przeżartego złem do szpiku kości, mistrza survivalu z rozwianym włosem, sprawnego, nieuchwytnego jak wiatr i sprytnego. W głos śmieją się niebezpieczeństwu w twarz i umierają z uśmiechem na ustach, ze zgrabnym onelinerem w pogotowiu. Czy to „Predator”? Nic podobnego.
Film, o którym mowa to dziwadło gatunkowe: zabójcza mieszanka kina przygodowego z thrillerem, horrorem i filmem historycznym. Tak pokrótce można scharakteryzować „Trzynastego wojownika” z 1999 r., film, który trochę wyprzedzał swoje czasy i nadal pozostaje kryminalnie niedoceniony.

fot. kadr z filmu

„Predator” w średniowieczu

Scenariusz powstał na podstawie powieści „Zjadacze umarłych” Michaela Crichtona – pisarza i scenarzysty filmowego, autora m.in. „Parku Jurajskiego”, „Wielkiego napadu na pociąg” – a w latach 90. wyreżyserowaniem „Trzynastego wojownika” zainteresowany był sam Stuart Gordon, twórca kultowego „Re-Animatora” i intrygującej „Fortecy”. Ostatecznie jednak za kamerą stanęli wspólnie Crichton i John McTiernan, reżyser dwóch „Szklanych pułapek”, „Bohatera ostatniej akcji” i „Predatora” właśnie. Wpływy tego ostatniego filmu doskonale widać w „Trzynastym wojowniku”.

fot. kadr z filmu

Crichton napisał „Zjadaczy umarłych” w latach 70., zafascynowany prawdziwą historią arabskiego ambasadora z X wieku n.e., Ahmeda ibn Fadlana, który wyprawił się w nieznane z misją dyplomatyczną na północ Europy i spotkał tam Wikingów (prawdopodobnie ze Szwecji).
Crichton wziął obserwacje Araba na temat kultury jasnowłosych wojowników, a od siebie dorzucił zaś sensacyjną historię, w której Ahmed ramię w ramię z Wikingami walczy przeciwko tytułowym Zjadaczom Umarłych – przerażającemu plemieniu terroryzującemu małą wioskę. Film pomija większość historycznych i społecznych kronik bohatera, a skupia się właśnie na wątku sensacyjnym.
Po drodze większość z wikingów, których zdążyliśmy już polubić zginie, ale zwykle z dowcipnym albo wzniosłym komentarzem na ustach.

Ponura poezja

„Trzynasty wojownik” to film ponury, makabryczny, krwawy i niepokojący, wypakowany świetnie nakręconymi scenami akcji, wspaniale sfotografowanymi plenerami i nastrojowymi zdjęciami, które na długo zapadają w pamięć.
Antonio Banderas jako arabski dyplomata wypada nieźle, choć na tle barwnych bohaterów z Północy nieco blado. Scenarzyści dali im poczucie humoru i twarde charaktery, podczas gdy ibm Fadlan to tchórz, który nigdy nie widział prawdziwej walki . Wśród Wikingów brylują: Wesoły Herger (Dennis Storhoi) i Buliwyf (Vladmiri Kulich). Pierwszy z nich to żartowniś, który drwi sobie z niebezpieczeństwa i wybucha śmiechem w obliczu śmierci. Drugi – pełen godności książę, dla którego utrata życia to błahostka. Jeśli tylko będą o nim śpiewali pieśni. 

fot. kadr z filmu

Scenariusz pełen scen, które robią wrażenie (np. ta z wyrocznią, która wybiera tytułowych trzynastu wojowników, czy końcowa modlitwa w deszczu) i mogą wydawać się patetyczne, ale dzięki idealnemu wymieszaniu nadęcia z napięciem, wcale takie nie są. Kuleje jedynie niemrawy wątek romansowy pomiędzy Ahmedem a żwawą kobietą północy, którą gra Maria Bonnevie na początku kariery – dziś ceniona szwedzka aktorka z rolą w „Księdze Diny” na koncie.
W 1999 r. „Trzynasty wojownik” uznany został kuriozum. Krytycy chwalili sobie techniczną stronę filmu, ale narzekali na fabułę. Omar Sharif – który w filmie pojawia się na kilka minut jako towarzysz podróży Ahmeda – był tak rozczarowany końcową wersją, że na kilka lat wycofał się z aktorstwa.

Dwa lata na półce

Nie tylko on był niezadowolony z efektu końcowego. Poróżnili się też McTiernan i Crichton. Pierwszy nie był zadowolony z wtrącania się Crichtona, drugi – z nonszalancji, z jaką reżyser podszedł do jego powieści. Ostatecznie Crichton przejął obowiązki McTiernana.
Zmienił się tytuł filmu (ze „Zjadaczy umarłych” na „Trzynastego wojownika”), zakończenie i autor muzyki – zwolniono Graeme Revella i zatrudniono Jerry’ego Goldsmitha.
Film ukończono w 1997 roku, ale pierwsze pokazy nie dawały producentom szczególnej nadziei na sukces. Premierę miał dopiero dwa lata później, po reanimacji w montażowni. Gdyby został na podłodze pokoju montażowego, kino gatunkowe poniosłoby ogromną stratę.


Nie wiadomo, ile dokładnie kosztował „Trzynasty wojownik”. Producenci, po jego finansowej klapie nabrali wody w usta. Prawdopodobnie Touchstone Pictures wydało na niego nawet ok. 160 mln. dol., z czego producentom zwróciło się niewiele ponad 60 mln. To robi z filmu jedną z największych finansowych porażek w historii Hollywood. W pierwszy weekend otwarcia „Trzynasty wojownik” radził sobie jednak całkiem nieźle. W Polsce, dzięki telewizji Polsat, trudno znaleźć osobę, która „Trzynastego wojownika” nie oglądała. Film w tym roku kończy obchodzi 20. rocznicę premiery!