„Turbulencja”. Ray Liotta przejmuje samolot

Kocham Raya Liottę w rolach psychopatów. Jego martwy, ale bardzo promienny uśmiech wspaniale do takich kreacji pasuje. Aktor znany przede wszystkim z rewelacyjnej roli w „Chłopcach z ferajny” w latach 90. maniakalnych postaci zagrał całkiem sporo. Cenię go sobie chyba najbardziej z tego okresu w „Obsesji namiętności”, w którym to filmie próbował uwieść żonę Kurtowi Russellowi.
Ale w „Turbulencji” z 1997 r.(„Turbulence”) w reżyserii Roberta Butlera (twórcy serialu „Detektyw Remington Steele”) też nieźle sobie radzi. Mimo że scenariusz, reżyseria i aktorstwo kolegów po fachu mu tego nie ułatwiają.
Film Butlera to thriller jakich wiele wyprodukowano w latach 90., ma w sobie jednak pewien bezpretensjonalny sznyt. I chyba dzięki niemu, choć strasznie głupawy, wciąż broni się po 22 latach od premiery.

fot. kadr z filmu

Wesołych Świąt załogo!

Fabuła jest prosta jak drut: dwóch niebezpiecznych przestępców, śliski Ryan Weaver i ordynarny Stubbs, zostało właśnie schwytanych przez nowojorską policję. Mają zostać przetransportowani do Los Angeles, a tam na każdego z nich czekają już przytulna cela i kara śmierci. Pierwszy to bezlitosny seryjny morderca i gwałciciel, drugi – bankowy rabuś. Są Święta Bożego Narodzenia, policja postanawia przetransportować więźniów prawie pustym samolotem pasażerskim. Na pokładzie oprócz sześciorga pasażerów są jeszcze personel, policjanci i piloci.
Główną bohaterką „Turbulencji” jest stewardessa Teri. Jej narzeczony właśnie zerwał zaręczyny, a atrakcyjna Teri marzy o księciu na białym koniu. Pomiędzy nią, a Weaverem od razu zaiskrzy, Teri szybko jednak przekona się, że opowieści o nim są prawdziwe. A kwestia jego winy nie podlega dyskusji. Problemy zaczynają się ledwo samolot wzniesie się w niebo. Stubbs wymusi na policjantach wizytę w toalecie, tam zamorduje jednego ze strażników, a potem niezatrzymywany przez nikogo kompetentnego przejmie samolot.

fot. kadr z filmu

Weaver sprytnie będzie obserwował z boku poczynania kolegi, a we właściwym momencie wkroczy do akcji. W czasie strzelaniny zginą: Stubbs, wszyscy gliniarze, oraz dwaj piloci i część personelu. Pozornie czarujący Weaver sterroryzuje garstkę ocalałych. Nie chce lądować, bo to oznacza dla niego egzekucję. Jedyną osobą, która może mu zagrozić jest Teri. Dzielna stewardessa nie tylko skopie tyłek zatwardziałemu mordercy, ale będzie też pilotowała samolot instruowana przez słuchawkę (głosem przystojnego pilota), stawi czoło burzy z błyskawicami i nauczy się obsługiwać pistolet.

fot. kadr z filmu

Lauren Holly – urodzona heroina

Strasznie to głupie. Filmów, w których do pilotowania samolotu wystarczy dobry słuch i dodatnie IQ było już sporo, ale w „Turbulencji” ten wątek jakoś specjalnie nie razi. Może dlatego, że ten thriller trzeba po prostu wziąć w nawias. Jeśli nie będziecie traktowali go poważnie, to gwarantuję, że czeka was kupa frajdy. Już samo to, że akcja rozgrywa się w okresie Świąt, a Liotta wyraźnie improwizuje w scenach obłędu sprawia, że warto filmowi Butleradać szansę. Sporo tu humoru, napięcie jest umiejętnie skonstruowane i choć część obsady mogłaby się bardziej postarać, to wciąż mamy tu trzy solidne role. Oprócz Liotty grają w „Turbulencji” m.in. Lauren Holly („Głupi i głupszy”, „Gdzie diabeł mówi dobranoc”) jako Teri, Brendan Gleeson (ostatnio „Mr. Mercedes”) jako Stubbs. Na ekranie pojawią się: też Hector Elizondo („Pretty Woman”) jako nemezis Weavera, porucznik Aldo Hines i Ben Cross (‚Rydwany ognia”) w roli kapitana, który sprowadzi Teri na ziemię i sprawi, że stewardessa odzyska wiarę w mężczyzn.

fot. kadr z filmu

Lauren Holly wydaje się być urodzoną heroiną kina akcji i sporym zaskoczeniem jest dla mnie to, że za swoją rolę w „Turbulencji” nominowana była do Złotej Maliny dla najgorszej aktorki roku.
Zresztą film nie był sukcesem – ani kasowym, ani tym bardziej artystycznym. Budżet „Turbulencji” wyniósł 55 mln dol. i widać ten grosz od strony realizacyjnej.Film zarobił jednak na całym świecie jedynie nieco ponad 11 mln dol, a to czyni z niego finansową klapę. Straty odbił sobie jednak niespodziewanie w wypożyczalniach VHS gdzie szybko stał się najchętniej wypożyczanym na taśmie tytułem roku. Ten sukces sprawił, że w 1999 r. i 2001 r. powstały dwa sequele „Turbulencji”. Nie miały już jednak uroku oryginału, mimo że wystąpiły w nich takie gwiazdy jak Craig Sheffer, Rutger Hauer, Tom Berenger i Jennifer Beals.