„Programmed to Kill”. Sandahl Bergman i jak Schwarzenegger

W 1989 r. Robert Short odebrał Oscara z rąk Cybill Shepherd za najlepszą charakteryzację do „Soku żuka”. Nim jednak w jego życiu nastąpiła ta szczęśliwa chwila, napisał i częściowo wyreżyserował „Programmed to Kill” – kino akcji spod znaku sci-fi, powstałe na fali popularności „Terminatora”. Oprócz tematyki, z filmem Camerona z Arnoldem Schwarzeneggerem łączyła go jeszcze Sandahl Bergman – ukochana granego przez Austriaka tytułowego Conana Barbarzyńcy i zła królowa Gedren z „Czerwonej Sonii”, na planie której po raz kolejny spotkała się z Schwarzeneggerem.
Bergman w „Programmed to Kill” gra kobietę-cyborga. Szkoda tylko, że w tym filmie wyreżyserowanym przez Shorta do spółki z Allanem Holzmanem („Forbidden World”) nie ma jej na ekranie wcale tak dużo, jak sugeruje wybuchowy plakat, na którym uzbrojona po zęby Bergman patrzy twardo prosto w obiektyw.

fot. plakat


Bergman gra tutaj Samirę – bezlitosną terrorystkę . Schwytana przez CIA w w czasie obławy na Bliskim Wschodzie, zostaje przewieziona do tajnego ośrodka, a tam – skonstruowana na nowo i zamieniona w tajną broń Amerykanów – cybernetyczną kobietę nastawioną na zabijanie. Służby amerykańskie postanawiają wykorzystać jej wiedzę i kontakty w walce z jej dawnymi kamratami, Samira-Cyborg zostaje więc wysłana do walki. Ale coś – oczywiście – idzie nie tak, jak trzeba – na skutek błędu Samira wykazuje wolną wolę, a tego CIA nie chce, zwłaszcza, że Samira zwraca się przeciwko swoim twórcom i morduje ich z przyjemnością. Gdzieś tam, w tle rozgrywa się niemrawy wątek ścigającego ją agenta CIA – granego zresztą przez Roberta Ginty’ego, znanego z „Tępiciela” i „Wojownika zaginionego świata”. Jego postać jest niemrawa, a jego problemy rodzinne niezbyt zajmujące. Nawet, gdy już zorientujecie się, że w jego syna wciela się młodziutki Paul Walker w jednej ze swoich najwcześniejszych ról.

fot. plakat

„Programmed to Kill” może i broni się rolą Bergman, która – ze swoim wzrostem 1,78 m – wspaniale prezentuje się w roli cyborga. Wydaje mi się, że film znacznie zyskałby, gdyby jej czas ekranowy został wydłużony kosztem Ginty’ego, bo to ona jest tu zdecydowanie najbardziej charyzmatyczna. Cały film jest mało spektakularny, sceny akcji nie rzucają na kolana, a moją uwagę na dłużej zwróciła jedynie muzyka – zwłaszcza ta z początkowych scen, z targowiska i ulic gdzieś tam, na Bliskim Wschodzie.