„RoboCop”. Jak sztywnym krokiem wkroczył w popkulturę

W 2007 r., dwadzieścia lat po premierze „RoboCopa”, magazyn „Entertainment Weekly” zaliczył go do najlepszych filmów akcji w historii. Dzieło Paula Verhoevena mogło jednak nigdy nie powstać. Jak to w Hollywood bywa, „RoboCop” powstał dzięki przypadkowi i szczęściu.
Pierwszy przypadek miał miejsce w 1981 r. 24-letni wówczas Edward Neumeier przeszedł z kumplem obok plakatu „Łowcy androidów” Ridleya Scotta. Przystanął. – O czym jest ten film? – zapytał. W odpowiedzi usłyszał, że „o gliniarzu, który ściga roboty”. Wtedy wpadł na pomysł: a gdyby tak napisać scenariusz filmu o gliniarzu-robocie?
Pierwsza wersja historii powstała jeszcze w tym samym roku. Żadne wielkie studio nie było nią jednak zainteresowane. Wtedy Neumeier poznał Michaela Minera, który pracował nad scenariuszem filmu „SuperCop”. Wspólnie napisali opowieść o policjancie przyszłości, który zostaje ranny, a jego ciało zostaje wykorzystane do stworzenia pionierskiego „RoboCopa” – hybrydy człowieka i maszyny, która za zadanie ma chronić porządnych obywateli.

fot. kadr z filmu

Z kubła na śmieci do Hollywood

Po raz drugi los uśmiechnął się do Neumeiera, gdy wraz z Minerem utknął na lotnisku. Okazało się, że siedzi obok nich producent filmowy. Przez kilka godzin opowiadali mu o swoim projekcie i w rezultacie „RoboCop” dostał zielone światło.
Na krześle reżysera zasiadł Paul Verhoeven, holenderski reżyser, który przed „RoboCopem” zrobił tylko jeden anglojęzyczny film – kostiumowe „Ciało i krew” z Rutgerem Hauerem. Podobno scenariusz nie przypadł mu do gustu i wylądował w koszu na śmieci. Wyjęła go stamtąd żona Verhoevena, Martine, która przekonała męża, aby nie skreślał „RoboCopa”. Widziała w tej historii głębię, która jemu umknęła. Kolejny łut szczęścia.

fot. kadr z filmu

„RoboCop” to futurystyczny film akcji. W niedalekiej przyszłości światem żądzą wielkie korporacje, przestępczość kwitnie, a policjanci nie wiedzą, czy wrócą po szychcie do domu. Jednemu z nich się nie udaje. Oficer Murphy z Detroit ginie na służbie po okrutnych torturach i zostaje uznany za zmarłego. Jego ciało zostaje od razu przechwycone przez ambitnego członka zarządu korporacji OCP trzęsącej miastem, który próbuje wypuścić na rynek linię droidów broniącej bezpieczeństwa w mieście.
Murphy zostaje ożywiony i wydaje się, że stał się idealnym stróżem prawa. Ale przypomina sobie o tym, kim był przed śmiercią. I pragnie zemsty nie tylko na swoich mordercach, ale też na korporacji, która odpowiada za upadek świata przyszłości.

fot. kadr z filmu

Satyra z wybuchami w tle

„RoboCop” zrobił furorę nie tylko jako kino akcji, ale też ważny komentarz społeczny. Film Verhoevena to błyskotliwa satyra, która wyśmiewa sytuację polityczną w USA w latach 80., popkulturę i wszechobecną w niej przemoc. „RoboCop” to film groteskowo brutalny, ponury i ironiczny. I rewelacyjnie obsadzony. Nietrudno bowiem było znaleźć aktora, który przez lwią część filmu będzie skrywał twarz pod maską.
Padło na Petera Wellera, w 1987 r. gwiazdę „Pierworodnego” i „Nieuchwytnego wroga”. Weller wzrusza jako szczęśliwy mąż i ojciec, który po śmierci staje się maszyną do wymierzania sprawiedliwości. To dzięki niemu „RoboCop” jest czymś więcej niż śmiercionośną maszyną. Weller nadał bohaterowi ludzki rys i uczynił całą historię wielowymiarową.
Partnerują mu m.in. grająca policyjną partnerkę Murphy’ego Nancy Allen („Carrie”, „Eksperyment Filadelfia”), a w roli naczelnego zbira – walczący ze swoim wizerunkiem sympatycznego gościa Kurtwood Smith, znany szerokiej publiczności jako umęczony życiem ojciec z „Różowych lat 70.”

fot. kadr z filmu

Drugie życie „RoboCopa”

Wielką rolę w „RoboCopie” odgrywają nagrodzone Saturnem efekty specjalne. Zresztą, „RoboCop” zdobył w 1988 r. całe stosy statuetek, zaczynając od Oscara za specjalne osiągnięcia w dziedzinie montażu dźwięku, a kończąc na Saturnach dla najlepszego filmu sci-fi roku i nagrodzie BAFTA za najlepsze efekty i charakteryzację. Muzykę napisał Basil Poledouris, stały współpracownik Paula Verhoevena i twórca legendarnych ścieżek dźwiękowych do „Conana Barbarzyńcy” i „Polowania na Czerwony Październik”. Jego temat muzyczny z „RoboCopa” to jeden z najbardziej rozpoznawalnych motywów w historii kina.
„RoboCop” był wielkim sukcesem artystycznym. I kasowym. Przy budżecie 13 milionów dolarów przyniósł producentom ponad 50 milionów. Szybko więc zaczęli się głowić, jak zarobić jeszcze więcej. Powstały dwie kolejne części „RoboCopa”. Peter Weller powrócił w pierwszym sequelu, ale już w drugim zastąpił go Robert John Burke. W obu zagrała za to Allen. „Dwójka” trzymała poziom pierwszego filmu, głównie dzięki reżyserii Irvina Kershnera, który na koncie ma m.in. V epizod „Gwiezdnych wojen”, czyli „Imperium kontratakuje”.  
Na motywach „RoboCopa” powstały też dwa seriale telewizyjne oraz kilka gier i animacji. W 2014 r. na kinowe ekrany sztywnym krokiem „RoboCop” wkroczył w remake’u, który jednak nie dorastał oryginałowi do pięt, nawet po blisko 30 latach od jego premiery.