„Ukryty”. Kosmita z apetytem na krew, ostrą muzykę i ferrari

Hucząca od najfajniejszej muzyki lat 80. opowieść o krwiożerczym kosmicie i niedobranej parze (gliniarz i nieco spięty agent FBI) na jego tropie. Brzmi jak mokry sen fana tamtej dekady, prawda? Tym właśnie jest „Ukryty” – thriller sci-fi z 1987 r. w reżyserii Jacka Sholdera („Renegaci”, „Arachnid – pajęczyna śmierci”), na podstawie scenariusza Jima Koufa („Godziny szczytu”).
„Ukryty” to jeden z najciekawszych filmów akcji lat 80., dlatego tak trudno zrozumieć, dlaczego jest w sumie mało popularny. Owszem, wiedzą o nim wielbiciele kina gatunkowego, ale umówmy się – to raczej wąskie kręgi.

fot. kadr z filmu

Biorąc pod uwagę świetną realizację, dowcipny i wypełniony akcją scenariusz, oraz imponujące efekty specjalne trudno się „Ukrytym” nie zachwycić. Zwłaszcza, że wielką siłą filmu jest też jego obsada. W głównych rolach występują tu Kyle MacLachlan tuż po „Diunie” Lyncha, ale na trzy lata przed „Miasteczkiem Twin Peaks” oraz nieco zapomniany Michael Nouri, którego niektórzy pewnie kojarzą z „Flashdance”, albo z „Kapitana Ameryki” (chodzi o wersję z 1990 r.) Uwaga też na Danny’ego Trejo w kilkusekundowym epizodzie (oczywiście – gra więźnia).

fot. kadr z filmu

„Ukryty” i MacLachlan znowu jako agent FBI

W „Ukrytym” ta para depcze po piętach mordercy, który zostawia za sobą krwawą smugę mordując na oślep w całym Los Angeles. Robi to przy ogłuszających dźwiękach ostrej muzyki (na soundtracku znalazły się tak kultowe zespoły jak Concrete Blonde, Hunters & Collectors i The Truth), a kolejnych ofiar szuka kursując po mieście w jednym z licznych kradzionych luksusowych aut, które są jego słabością. W efektownej scenie otwierającej film napada na bank i w czasie świetnie sfilmowanego policyjnego pościgu powoduje kilka karamboli i morduje kolejnych nieszczęśników. Cały czas się przy tym lekko uśmiecha.

fot. kadr z filmu

Zabójczy szał? Nie do końca. Przed tym pasmem mordów Jack DeVries był spokojnym, przestrzegającym prawa obywatelem. Z dnia na dzień zmienił się w zwyrodnialca pociągającego za spust bez mrugnięcia powieką. Prowadzącemu śledztwo w tej sprawie detektywowi Beckowi, typowemu twardzielowi kina akcji tamtej dekady, trudno to zrozumieć. A sprawa robi się jeszcze bardziej zagmatwana, kiedy na posterunku pojawia się nieco wycofany, sprawiający, że wszyscy czują się niekomfortowo agent FBI Lloyd Gallagher.

fot. kadr z filmu

Wydaje się, że dla niego złapanie mordercy jest sprawą osobistą. Ale nie będzie to policyjny dramat, bo za krwawym amokiem stoi kosmiczny pasożyt, który opanowuje ciała ludzi oraz psa (sztuk: jeden).
To zresztą dodaje „Ukrytemu” elementu komicznego, bo kolejne wcielenia kosmity to zwykli obywatele: chorujący na serce mężczyzna w średnim wieku i striptizerka (wspaniała Claudia Christian strzelająca z karabinu z niewzruszoną twarzą, która potem wielką popularność zdobyła jako Susan Ivanova w serialu „Babilon 5”). Kosmiczne zło sprawia, ze poruszają się mechanicznie, a ich mimika nie przystaje do tego, co się dzieje.

fot. kadr z filmu

Te przebłyski inteligentnego humoru w połączeniu z zabawnymi dialogami sprawiają, że filmu nie da się traktować serio.
Nie sposób też nie czuć do potwora wątłej nici sympatii – w końcu słucha naprawdę niezłej muzyki.

Gatunkowy miks i frajda kipiąca klimatem lat 80.

„Ukryty” to miks gatunkowy, w którym każdy element został dokładnie wymieszany, a proporcje są idealne.
Chemia pomiędzy Beckiem a Gallagherem to coś wspaniałego. Dzięki dialogom i ich odmiennym osobowościom, Sholderowi udało się w kilku scenach przywołać ducha najlepszych komedii kumpelskich. Z kolei MacLachlan świetnie odnalazł się jako niezręczny Gallagher, który nie wie, że witaminy rozpuszcza się w szklance wody, a aspirynę połyka.

fot. kadr z filmu

Nouri też daje radę jako bezkompromisowy glina i szkoda, że nie udało mu się zdobyć większej popularności. „Ukryty” premierę miał blisko 35 lat temu, a mimo to wcale się nie zestarzał. Może dlatego, że wbrew pozorom film Sholdera nie opiera się na efektach specjalnych, a na angażującej historii. Oczywiście nie jest to najlepsza produkcja znana ludzkości, ale seans może sprawić wiele frajdy.

fot. kadr z filmu

W 1993 r., na fali ciepłego przyjęcia oryginału, powstał też sequel „Ukrytego”, który jednak trudno obejrzeć bez zażenowania. Po budżecie, dowcipie i lekkości pierwszego filmu nie został nawet ślad, a kontynuacja do bełkot, w którym to, że Nouri nie wrócił w swojej roli zamaskowano…operacją plastyczną (Beck w jednej ze scen dramatycznie pyta swoje lustrzane odbicie, czym się stał).
Bohaterką filmu jest jego córka, która do spółki z tajemniczym nieznajomym stara się powstrzymać kosmitę z pierwszego filmu, któremu udało się zbiec w ciele psa (znowu!). Tutaj warto wspomnieć, że pierwsze 15 min. filmu to finałowe sceny oryginału, ale znacznie gorzej zmontowane. To mniej więcej obrazuje poziom tego sequela.