„W objęciach wampira”. Pretensjonalne i nudne

„W objęciach wampira” („Embrace of the Vampire”) to prawdopodobnie najbardziej pretensjonalny film z wampirem w tle jaki oglądałam. Ta produkcja z 1995 r. z założenia miała być erotykiem, ale napięcia tu tyle, co kot napłakał, a nagromadzenie nagich kobiecych biustów na milimetr taśmy filmowej wręcz śmieszy, bo wydaje się wyrachowane i pozbawione sensu. Tym bardziej dziwne, że „W objęciach wampira” wyreżyserowała kobieta, po której można by się spodziewać większego wyczucia. A dokładniej Anne Goursaud, montażystka „Drakuli’ Francisa Forda Coppoli, dla której „W objęciach wampira” było debiutem reżyserskim.

fot. kadr z filmu

Nie widać, by choć w minimalnym stopniu inspirowała się dziełem Coppoli. I chyba mylnie założyła, że sceny seksu na każdym kroku wystarczą, by odnieść sukces. Cóż, w pewnym sensie miała rację – film powstał za mniej niż 1 mln dol., a w wypożyczalniach kaset wideo cieszył się tak wielkim powodzeniem, że przyniósł producentom aż 15 mln dol.
Pewnie także dzięki ówczesnej popularności gwiazdy filmu. Grająca tu główną rolę Alyssa Milano była w 1995 r. tuż przed angażem w popularnym serialu „Czarodziejki” i po emisji innej cieszącej się sympatią widzów produkcji, czyli serialu „Who’s the Boss”. Pierwsza połowa lat 90. była dla niej okresem przejściowym, w którym starała się pożegnać z łatką dziecięcej gwiazdy i stać się w oczach krytyków i fanów dorosłą aktorką, której nie straszne odważne role. W filmie „W objęciach wampira” rozbiera się wręcz brawurowo i to nie raz – była to dla niej pierwsza taka rola i po latach aktorka przekonywała w wywiadach, że czuła się komfortowo pod okiem kobiety-reżyserki.

fot. kadr z filmu

Wciela się tu w dziewiczą Charlotte, studentkę pierwszego roku historii sztuki. Charlotte jest nieśmiała, a z uprawianiem seksu chce poczekać na wyjątkowego chłopaka. Nie wie jeszcze, czy jej facet, Chris nim jest. Ale życie Charlotte niedługo się zmieni, bo na oku ma ją pewien wampir, który musi ją uwieść, aby przeżyć. Ten bezimienny wampir przemawia do niej w jej snach, natarczywym szeptem przekonując, że są dla siebie stworzeni. Erotyczne sny są tak sugestywne, że Charlotte zaczyna odkrywać swoją seksualność, wdaje się w romans ze starszą koleżanką-fotografką, uczestniczy w orgii i zaczyna palić papierosy.

fot. kadr z filmu

Film jest schematyczny i nudny, sceny seksu mechaniczne i niezbyt nastrojowe. A i sam wampir nie pociąga – Martin Kemp, niegdyś członek brytyjskiego zespołu Spandau Ballet mówi z irytującą manierą, a jego uwodzicielskie moce są niczym w porównaniu z urokiem Gary’ego Oldmana, który wcielił się w wampira opętanego uczuciem kilka lat wcześniej. Sama Charlotte to bohaterka męcząca i niekonsekwentna, a Milano niestety nie potrafi oddać rozterek i wątpliwości, jakie mogłyby targać wychowywaną w zakonie dziewczyną postawioną w obliczu budzącej się seksualności. Postaci drugoplanowe też są papierowe i nie pomaga, że fotografkę zagrała Charlotte Lewis („Złote dziecko”, „Najemnicy”), a uwodzącą Chrisa Marikę – Jennifer Tilly, czyli słynna „Narzeczona laleczki Chucky”.

fot. kadr z filmu

Te dwie aktorki tworzą tu zresztą najsolidniejsze kreacje i jakoż ożywiają niemrawe, sztuczne dialogi. Czasu ekranowego mają jednak niewiele, w przeciwieństwie Milano snującej się po ekranie z niepewną miną. Nie spodziewałam się oczywiście po „W objęciach wampira” niczego wyjątkowego, ale w pierwszej połowie lat 90. powstało wiele erotyków, w które były znacznie bardziej intrygujące. A brakowało im tak doświadczonej obsady.