„Do brzasku”. Michael Paré jako mistyczny komandos

Jest rok 1992. Michael Paré, legenda kina klasy B, ma na koncie role w takich hitach, jak „Ulice śmierci”, „Ulice w ogniu”, „Księżyc 44” i „Świat oszalał”. Nieprzyzwoicie przystojny, dobrze zbudowany i charyzmatyczny w kilka lat staje się księciem wypożyczalni VHS.
Na okładce filmu akcji „Do brzasku” pręży muskuły i opiera nonszalancko na ramieniu wielką giwerę. Choć tak naprawdę nie siłą mięśni będzie przez 90 min. zwalczał zło.
„Do brzasku” to filmowe dziwadło. Wyreżyserował je Bob Misiorowski, facet, który na koncie ma m.in. rozgrywającego się w Polsce „Anioła śmierci” z Rutgerem Hauerem i Arturem Żmijewskim oraz „Pasażera” z Van Dammem. „Do brzasku” składa się głównie z wybuchów i strzelanin, choć Paré dwoi się i troi, by wykrzesać ze swojego bohatera coś więcej. Np. przy pomocy płomiennej mowy na temat amerykańskiej polityki zagranicznej.

fot. kadr z filmu

Paré gra tu Sama Browninga – komandosa ze specjalnej jednostki mistycznych komandosów. Szkoleni w tajemnej placówce CIA potrafią czytać w myślach, przewidywać przyszłość i w cudowny sposób – wyczuwać niebezpieczeństwo. Te umiejętności u Browninga uzewnętrzniają się np. tym, że długo stoi pod prysznicem i dotyka się po twarzy.
W każdym razie – te magiczne sztuki przydadzą się Browningowi w niebezpiecznej misji. Córka dyrektora CIA działa jako wolontariuszka w tureckim obozie dla uchodźców. Jest lekarką i ważnym elementem niecnego planu lokalnych terrorystów. Chcą ją porwać i zażądać wydania swoich kamratów z niewoli. Na szczęście jej matka i żona dyrektora ma przeraźliwie realistyczne koszmary, w których córka woła o pomoc. W oparciu o nie, dyrektor największej agencji rządowej w USA wysyła swojego najlepszego człowieka, by ratował atrakcyjną lekarkę.
Wizje pani dyrektorowej okazują się prorocze – dziewczyna cudem unika porwania, a dzielny Sam przedziera się wraz z nią przez dzicz, wykorzystując swoje umiejętności. W finałowej scenie, oślepiony przez wybuch ratuje siebie i ją spoglądając na pole bitwy swoim trzecim okiem. Nie muszę też chyba wspominać, że pomiędzy nim, a córką szefa rodzi się uczucie? W końcu, trudno pozostać obojętną w obliczu parapsychicznych talentów ukochanego.

fot. kadr z filmu

Mimo głupiutkiego scenariusza jest w „Do brzasku” coś ujmującego, bo choć to nieoryginalna sztampa, to ogląda się to zadziwiająco dobrze. Jeśli oczywiście przymknie się oko na liczne niedociągnięcia i nieco drewniane aktorstwo. Może dlatego, że „Do brzasku” nie udaje wielkiego kina? A może dlatego, że zarówno Paré jak i wcielająca się w główną bohaterkę obdarzona burzą rudych loków Janis Lee („Santa Barbara”) sprawiają, że papierowe postaci ożywają. A to już magia, która nie ma nic wspólnego ani z dotykaniem twarzy, ani ze staniem pod prysznicem.